
Doniesienia o tym, że wojskowa część lotniska w Warszawie odmówiła zgody na lądowanie prezydenckiej maszyny, rozpaliły internet do czerwoności. Zarówno Ministerstwo Obrony Narodowej, jak i szef Kancelarii Prezydenta zdementowali te plotki, wskazując na zwykłe zjawiska pogodowe. Rzekoma blokada lotniska to jednak tylko jeden z wielu absurdalnych fake newsów, w które w miniony weekend uwierzyły tysiące internautów.
Kiedy prezydent Karol Nawrocki zawracał z trasy do Senegalu, internet żył rzekomym zakazem lądowania na Okęciu, rzekomym wyprowadzeniem na ulice wojska z ostrą amunicją oraz wpisem zmyślonego amerykańskiego pułkownika, który okazał się... aktorem filmów dla dorosłych. Niektóre fejki to zwykłe głupie żarty, ale w wiele innych ludzie uwierzyli naprawdę.
Zamknięte niebo i gwiazdor porno w mundurze US Army. Jak absurdalne fejki zalały sieć podczas kryzysu w TK
Piątkowa noc i w zasadzie cały weekend pod Trybunałem Konstytucyjnym obrodziły wyjątkowo kuriozalnymi doniesieniami. Rządowy samolot miał rzekomo krążyć bez zgody na lądowanie, policja wydawać ostrą broń, a do potępienia "zamachu" włączono nawet aktora kina dla dorosłych przebranego za oficera US Army. Nie można jednak mieć wątpliwości, że głównym celem podżegaczy było podgrzanie emocji politycznych i dezinformowanie opinii publicznej.
Największym echem odbiła się plotka dotycząca powrotu głowy państwa. Rządowy samolot, którym Karol Nawrocki wraz z delegacją udawał się w piątek do Senegalu, zawrócił w trakcie lotu do Warszawy. Decyzja ta miała związek z wydarzeniami w Trybunale Konstytucyjnym i sporem o kierownictwo tej instytucji. Jak relacjonowaliśmy na bieżąco, samolot Nawrockiego nagle zawrócił nad Hiszpanią.
Wkrótce po ogłoszeniu tej decyzji w sieci zaczęły krążyć dramatyczne informacje, według których maszyna prezydenta miała problemy z uzyskaniem zgody na lądowanie w wojskowej części warszawskiego lotniska. Narracja była prosta: "rząd blokuje niebo przed głową państwa".
Zarówno Kancelaria Prezydenta, jak i Ministerstwo Obrony Narodowej musiały gasić ten dezinformacyjny pożar i zaprzeczyły doniesieniom o odmowie zgody na lądowanie.
W poniedziałek resort obrony wydał oficjalny komunikat: "Stanowczo dementujemy nieprawdziwe informacje pojawiające się w przestrzeni publicznej, dotyczące rzekomego braku zgody na lądowanie w piątek w Warszawie samolotu z Prezydentem RP na pokładzie". MON zapewniło, że po decyzji o przerwaniu lotu do Senegalu wojskowi piloci bez jakichkolwiek przeszkód zrealizowali powrót do Warszawy.
Ministerstwo dodało również bardzo ważne ostrzeżenie, podkreślając, że tego rodzaju dezinformacja wokół przelotów najważniejszych osób w państwie może być wykorzystywana przez białoruską i rosyjską propagandę. Nie byłby to pierwszy taki przypadek: z rosyjskich mediów mogliśmy się już dowiedzieć, że "Polska mobilizuje 10-latków".
Głos w sprawie zabrał również szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, goszczący w Kanale Zero. "To nie jest prawda" – uciął krótko pytania o rzekome problemy z uzyskaniem zgody na lądowanie. Bogucki potwierdził, że trasa powrotna maszyny uległa zmianie, ale wyłączną przyczyną były warunki atmosferyczne, w tym silny wiatr.
Przypomnijmy, że za transport lotniczy najważniejszych osób w państwie odpowiada wojskowa 1. Baza Lotnictwa Transportowego na warszawskim Okęciu, dysponująca maszynami Boeing 737 i Gulfstream G550.
Zobacz także
Ostra broń, wojsko na ulicach i widmo czołgów
Plotka o samolocie była jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej. W miarę jak w alei Szucha gęstniał kordon policji, w internecie zaczęła żyć własnym życiem narracja o "stanie wojennym".
Na platformie X (dawniej Twitter) i w grupach na Facebooku masowo podawano dalej informacje, jakoby do Warszawy ściągano z garnizonów Żandarmerię Wojskową, a funkcjonariuszom prewencji rzekomo wydawano ostrą amunicję w związku z planowanym "siłowym odbiciem" Trybunału. Publikowano archiwalne, zamazane nagrania przemieszczających się kolumn wojskowych – najprawdopodobniej pochodzące z rutynowych ćwiczeń lub relokacji sprzętu na wschodnią granicę sprzed kilku miesięcy – przypisując je do bieżących wydarzeń z Warszawy.
Wypowiedzi niektórych polityków i komentarze w sieci drastycznie zawyżały liczbę mundurowych na miejscu, twierdząc, że policja "szturmuje" budynek w czasie, gdy w środku znajdowali się sędziowie. Komenda Stołeczna Policji w oficjalnych komunikatach prostowała te doniesienia, zaznaczając, że formacje prewencji zabezpieczały teren wokół budynku przed demonstrującym tłumem, a nie dokonywały szturmu na sam obiekt. Głos zabrał także Komendant Główny – wydał oświadczenie ws. awantury pod TK: "Nie ma mojej zgody".
W grę polityczną próbowano wciągnąć nawet... strażaków, którzy mieli być masowo ściągani do Warszawy. I nie tylko ich. Choć trudno w to uwierzyć, w mediach społecznościowych pojawiły się sugestie, że wśród policjantów zabezpieczających rejon TK brali udział funkcjonariusze z Niemiec. Były obrazowane zdjęciami niemieckich radiowozów mających pędzić do Warszawy. Związany z Ordo Iuris prawnik Bartosz Lewandowski sugerował "nadzwyczajną reprezentację ludzi mówiących po niemiecku" wśród zebranych w okolicy TK. Policja zdementowała te plotki.
W rzeczywistości przed Trybunałem znajdowali się wyłącznie standardowo wyposażeni (polscy) policjanci z wydziału prewencji, wezwani przez sędzię Korwin-Piotrowską w celu "zapobieżenia naruszeniom porządku publicznego", a wojsko znajdowało się w koszarach. A strażacy w tym czasie gasili pożary i ratowali ludzi.
Nawrocki łapiący Korwin-Piotrowską
W sieci masowo udostępniano wygenerowany przez sztuczną inteligencję "kadr", na którym prezydent Karol Nawrocki miał fizycznie chwytać za bark sędzię Annę Korwin-Piotrowską. Grafika została stworzona na bazie realnych stopklatek z nocnego zamieszania (prawdziwe nagrania z tej nocy już opisywaliśmy), przez co nabrała wielu dziennikarzy i polityków. W rzeczywistości sytuacja ta nigdy nie miała miejsca. Zdjęcie zostało zmanipulowane.
Takich przypadków jest coraz więcej – od uroczego kangura po zamieszki, AI coraz bardziej miesza w głowach, jak pokazywał INNPoland.
W ramach kampanii dezinformacyjnych (w tym powiązanych z zewnętrzną, rosyjską dezinformacją) kolportowano narrację, że "300 tysięcy polskich patriotów wyszło na ulice" w proteście przeciwko działaniom rządu w TK. Do postów dołączano stare zdjęcia z procesji religijnych oraz Marszów Niepodległości, sugerując, że w kraju dochodzi do masowych, wielotysięcznych rozruchów.
Hit internetu. Amerykański pułkownik z filmów dla dorosłych
Prawdziwym kuriozum i testem na naiwność użytkowników sieci okazał się jednak wiralowy wpis rzekomego amerykańskiego wojskowego, który w weekend podbił prawicowe profile.
W internecie zaczęto udostępniać fejkowy wpis opatrzony zdjęciem postawnego, łysego mężczyzny w polowym mundurze US Army. Rzekomy "pułkownik Steven Tohsmuc z dowództwa USA" miał w płomiennych słowach potępiać działania polskiego rządu, wyrażać solidarność z "legalnymi sędziami TK" i ostrzegać, że Waszyngton nie będzie tolerował łamania demokracji. Wiele popularnych kont w mediach społecznościowych łyknęło tę przynętę bez popicia, podając wpis dalej z komentarzami w stylu: "Nawet amerykańscy dowódcy widzą to bezprawie!".
Problem w tym, że tajemniczym pułkownikiem na zdjęciu był jeden z najbardziej znanych na świecie aktorów z branży filmów dla dorosłych. Jego wizerunek od lat służy internetowym trollom do tworzenia memów – był już w sieci fałszywym "bohaterskim lekarzem walczącym z COVID-19", "inżynierem z NASA" czy "strażakiem". Tym razem trolle ubrały go w amerykański mundur (kadr z jednego z jego filmów) i z powodzeniem wrzuciły w sam środek histerii wokół polskiego Trybunału Konstytucyjnego.






