Donald Tusk
Sondaż, który zaboli koalicję. Niemal połowa Polaków już spisała rząd na straty Fot. Flickr / Kancelaria Premiera

Koalicja 15 października traci najważniejszy kapitał – wiarę własnych wyborców w to, że ten projekt przetrwa próbę czasu. Najnowszy sondaż to lodowaty prysznic dla Kancelarii Premiera. Tylko co trzeci ankietowany uważa, że rząd Donalda Tuska utrzyma władzę po wyborach w 2027 roku.

REKLAMA

Tylko 30 procent optymistów i niemal 50-procentowa ściana zwątpienia. Polacy coraz chłodniej oceniają perspektywy koalicji rządzącej na utrzymanie władzy. Rozczarowane centrum odpływa, a prawa strona zaczyna ostrzyć sobie zęby na powrót do gry.

Nowy sondaż to czerwone światło dla Koalicji 15 października

Najnowszy sondaż przeprowadzony przez Instytut Badań Pollster dla "Super Expressu" przynosi dla obozu władzy druzgocącą diagnozę: Polacy masowo przestają wierzyć w reelekcję obecnej koalicji.

Niemal połowa społeczeństwa – 47 proc. – uważa, że obecny układ rządzący nie obroni większości w wyborach parlamentarnych w 2027 roku. W wariant sukcesu i utrzymanie władzy wierzy zaledwie 30 proc. ankietowanych, a blisko co czwarty badany (23 proc.) nie ma zdania na ten temat.

Różnica 17 punktów procentowych na korzyść pesymistów to sygnał, że wizerunek ekipy rządzącej jako spójnego, sprawczego bloku reformatorskiego pęka na oczach obywateli. To zresztą niepierwszy taki sygnał – pisaliśmy już, że Donald Tusk ma rok na odwrócenie sondaży.

Skąd sceptycyzm Polaków? NFZ, weta Nawrockiego i kłótnie w koalicji

Skąd bierze się tak głęboki sceptycyzm Polaków? Jak wskazuje na łamach "Super Expressu" ekspert ds. marketingu politycznego dr Sergiusz Trzeciak, powody tak słabych ocen układają się w logiczny ciąg zdarzeń. Polityczne awantury wokół Trybunału Konstytucyjnego czy audytów w fundacjach przestają działać jak znieczulenie na rosnące koszty życia.

Zapaść finansowa w Narodowym Funduszu Zdrowia, odwoływane zabiegi i rosnące kolejki do specjalistów dotykają Polaków bezpośrednio, bez względu na sympatie partyjne. Dla centrowego, umiarkowanego wyborcy brak natychmiastowej poprawy w szpitalach to twardy dowód na to, że obietnice "naprawy państwa" ugrzęzły w urzędniczych procedurach. O skali problemu pisał InnPoland: szpitale bez pieniędzy na leczenie – "pieniądze kończą się nam już co miesiąc".

Jednocześnie Karol Nawrocki metodycznie realizuje strategię twardego weta wobec projektów ustaw płynących z Sejmu. Skalę tego zjawiska opisywaliśmy chociażby w felietonie "Karol Nawrocki i 37 na 11 – panie prezydencie, te liczby mówią, że czas się ogarnąć". W efekcie koalicja sprawia wrażenie instytucjonalnie zablokowanej – może chcieć zmian, ale nie ma większości 3/5, by przełamać prezydencką blokadę. Dla przeciętnego obywatela sprawy ustrojowe nie mają jednak znaczenia; liczy się efekt, a ten sprowadza się do poczucia, że rząd jest po prostu nieskuteczny.

Do tego dochodzą jeszcze tarcia między Polską 2050, PSL-em, Koalicją Obywatelską i Lewicą. Ciągłe publiczne kłótnie o składkę zdrowotną, zaciąganie długów czy kwestie obyczajowe sprawiają, że w oczach obywateli rząd częściej debatuje ze sobą niż realnie zarządza krajem. Nawet pomysł wspólnej listy nie daje pewności – Tusk zamyśli się nad nowym sondażem, na koalicyjnym stole brakuje 0,4 pkt proc.

Konfederacja punktuje, PiS broni starych bastionów

Równolegle do topniejącego poparcia dla obozu Donalda Tuska rośnie dynamika po drugiej stronie barykady. Dr Trzeciak zwraca uwagę na zjawisko, które w sondażach widać od tygodni: prawica rośnie w siłę.

Szczególną pozycję buduje Konfederacja (oraz jej rozmaite skrzydła i odłamy gospodarczo-wolnościowe), która punktuje fiskalną opresję, rosnące obciążenia dla drobnych przedsiębiorców i unijne dyrektywy klimatyczne. W momencie, gdy PiS skupia się na obronie starych bastionów w sądownictwie, młodszy, antysystemowy elektorat przesuwa się w stronę radykalnej krytyki całego obecnego establishmentu. Liczby mówią same za siebie: ten sondaż przyprawi PiS o zawrót głowy – spójrzcie na wynik obu Konfederacji.

Największe niebezpieczeństwo dla Donalda Tuska nie płynie jednak z twardego, betonowego elektoratu opozycji. Prawdziwym zagrożeniem jest odpływ elektoratu centrowego – tych setek tysięcy pragmatycznych Polaków, którzy w 2023 roku zagłosowali za "normalnością", a po trzech latach rządów czują się zmęczeni permanentnym kryzysem instytucjonalnym i brakiem realnej ulgi w codziennym funkcjonowaniu.