telewizor bez sygnału
Czarny ekran w Dublinie, myśliwce nad Budapesztem. Kto stoi za zmasowaną prowokacją w Europie? Fot. TopSphere Media / Unsplash

"To dopiero początek tego, co czeka Europę" – ostrzegają autorzy gróźb, które w piątek zablokowały redakcje w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Bułgarii. Po tygodniu uziemiania samolotów i przekierowywania lotów pasażerskich pod eskortą myśliwców, sabotażyści przenieśli się na ekrany telewizorów.

REKLAMA

W piątkowe popołudnie czołowe europejskie stacje telewizyjne musiały przerwać nadawanie i ewakuować studia. Wszystko przez skoordynowane e-maile z ostrzeżeniem o ładunkach wybuchowych, zatytułowane "Wiadomość dla Zachodu" i podpisane nazwiskiem dawnego radzieckiego genseka KGB Andropowa. To kolejna odsłona fali hybrydowego chaosu, która w ostatnich dniach wymusiła awaryjne lądowania samolotów i poderwanie myśliwców NATO.

Fala fałszywych alarmów paraliżuje europejskie telewizje i lotnictwo. W tle widmo Moskwy

Miliony telewidzów w Irlandii zamiast popołudniowego pasma informacyjnego publicznego nadawcy RTÉ zobaczyły planszę kontrolną, plansze z zapętlonym komunikatem i usłyszały muzykę z taśmy. Nadawanie przerwano na ponad trzy godziny. Niemal w tym samym czasie brytyjska telewizja informacyjna Sky News oraz największa prywatna stacja w Bułgarii – Nova TV – postawiły w stan najwyższej gotowości swoje zespoły bezpieczeństwa.

Przyczyną była skoordynowana, międzynarodowa operacja dezinformacyjna: do redakcji czołowych europejskich nadawców trafiły e-maile ostrzegające o podłożeniu bomb zegarowych.

"Chcemy, by cały świat o nas usłyszał, dlatego jeden z naszych ludzi podłożył ładunek wybuchowy w waszym budynku. Eksploduje za 45 minut. Zegar tyka" – brzmiała treść wiadomości wysłanej do redakcji w Sofii i Dublinie.

Pirotechnicy nie odnaleźli ani grama materiałów wybuchowych, ale cel operacji został osiągnięty: wywołano panikę, przerwano emisję programów na żywo i zmuszono służby bezpieczeństwa kilku państw do pracy w trybie alarmowym. A prawdziwa cena fałszywych bomb jest znacznie wyższa, niż mogłoby się wydawać.

E-maile od "Andropowa". Ciekawe zbieżności i lotniczy paraliż

Uwagę służb wywiadowczych przykuła forma i treść nadesłanych gróźb. Wszystkie e-maile nosiły wspólny tytuł: "MESSAGE TO THE WEST" ("Wiadomość dla Zachodu") – tytuł łudząco nawiązujący do słynnej biografii wieloletniego szefa radzieckiego KGB i sekretarza generalnego KPZR Jurija Andropowa ("New Challenge to the West").

Wiadomości zostały podpisane nazwiskiem rzekomego przywódcy grupy: "Michaił Andropow". Autor wprost przyznał się w nich do autorstwa paraliżu lotniczego, który od początku tygodnia przetacza się przez europejskie niebo, a masowe awaryjne lądowania w całej Europie stały się niemal codziennością.

"To dopiero początek. To, co wydarzyło się w tym tygodniu, to zaledwie ułamek tego, co czeka Europę w najbliższej przyszłości" – głosił nadesłany manifest.

Wypowiedź ta odnosi się do fali fałszywych alarmów bombowych na pokładach samolotów pasażerskich, która od wtorku paraliżuje ruch lotniczy od Finlandii i Serbii po Hiszpanię i Włochy. Zaledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej maszyna linii Wizz Air lecąca z Pragi do Rzymu musiała lądować awaryjnie w Wenecji – a wcześniej także Wizz Air z Polakami na pokładzie nadał kod alarmowy. Z kolei węgierskie myśliwce Gripen podrywane były w trybie bojowym, by eskortować samoloty rejsowe na trasach Bruksela–Sofia oraz Praga–Bukareszt. Do akcji patrolowania nieba nad regionem włączyło się bezpośrednio dowództwo NATO.

Tani sabotaż, maksymalny chaos. Wojna psychologiczna w szarej strefie

Piątkowy paraliż mediów wpisuje się w szerszy, obserwowany od miesięcy schemat działań hybrydowych. Zanim e-maile uderzyły w studia telewizyjne, europejskie sieci supermarketów (m.in. we Francji) zmagały się z cyberatakami i sabotażem systemów chłodniczych, w Niemczech dochodziło do podpaleń podstacji elektrycznych, a w Lipsku ruch wstrzymał niezidentyfikowany dron zwiadowczy.

Europejscy politycy nie mają wątpliwości, z jakim zjawiskiem mierzy się kontynent. Minister spraw zagranicznych Hiszpanii José Manuel Albares nazwał serię incydentów "agresją hybrydową i formą wojny psychologicznej". W podobnym tonie wypowiedział się premier Irlandii Micheál Martin.

"To pokazuje, jak stosunkowo prostymi metodami można wywołać paraliż i podkopać normalne funkcjonowanie społeczeństwa poprzez niekonwencjonalne działania. Ich jedynym celem jest sianie strachu i niepokoju. Musimy zachować spokój" – podkreślił Martin po wznowieniu nadawania przez RTÉ z wozów transmisyjnych.

Z kolei unijna komisarz ds. technologii Henna Virkkunen wprost wskazała źródło narastającej agresji w "szarej strefie": "Jesteśmy atakowani nieustannie. Celem tych operacji jest destabilizacja naszych społeczeństw i zniszczenie zaufania obywateli do własnego państwa. Nie za każdą z nich stoi Rosja, ale bardzo często to właśnie Rosja jest ich autorem".

Bomby nie muszą wybuchać? Taktyka szarej strefy

Taktyka "szarej strefy" (grey-zone warfare) jest z punktu widzenia agresora operacją idealną. Nadanie kilkunastu szyfrowanych wiadomości e-mail kosztuje grosze i wymaga minimalnego nakładu sił. Po stronie zaatakowanych państw generuje natomiast straty liczone w milionach euro – od kosztów paliwa lotniczego dla myśliwców przechwytujących, przez paraliż węzłów transportowych (jak wtedy, gdy lotnisko w Modlinie zamknięte zostało do odwołania), aż po chaos informacyjny.

Fałszywy alarm bombowy nie jest zbrojną napaścią w rozumieniu traktatów obronnych. Nie da się odpowiedzieć militarnie na e-mail podpisany nazwiskiem nieistniejącego radzieckiego dygnitarza.

Włoskie służby odnotowały, że część wcześniejszych gróźb lotniczych wysyłano rzekomo w imieniu ekstremistycznej, zbanowanej w samej Rosji grupy "Męskie Państwo". Mieszanie fałszywych tropów, oskarżeń i tożsamości ma utrudnić jednoznaczną atrybucję prawną.

Kreml tradycyjnie zaprzecza jakiemukolwiek udziałowi w incydentach, choć – jak ujawniały wcześniej europejskie służby – Rosja szykowała ataki na samoloty w Europie. Dla zachodnich analityków sprawa jest jednak oczywista: zmasowane ataki na infrastrukturę krytyczną, transport i media to kara za europejskie wsparcie militarne dla Ukrainy oraz próba przetestowania procedur obronnych państw NATO przed nadchodzącą zimą.