Jedna aktorka ma szansę na Oscara... dzięki celebrytom. Oto 5 największych zaskoczeń w nominacjach

Zuzanna Tomaszewicz
25 stycznia 2023, 15:18 • 1 minuta czytania
Nadeszła wiekopomna chwila, na którą czekali ci, dla których kinematografia ma szczególne miejsce w ich sercu. O Oscarach od lat mówi się, że są przewidywalne, straciły dawną renomę i mają jury pełne bezguści. Wraz z ogłoszeniem nominacji do 95. ceremonii rozdania nagród wróciła jednak mała cząstka wiary w Amerykańską Akademię Wiedzy i Sztuki Filmowej. Nie obyło się jednak bez promocji pewnego filmu, która w Hollywood postrzegana jest jako precedens, i kontrowersji wokół kategorii "najlepszej aktorki".
5 największych zaskoczeń wśród nominacji do Oscarów 2023. Na liście m.in. "Duchy Inisherin", Ana de Armas jako Marilyn Monroe i 9 wyróżnień dla "Na Zachodzie bez zmian". Fot. kadry z filmów "Duchy Inisherin", "Blondynka" i "Na Zachodzie bez zmian"

Oscary 2023 - nominacje (największe zaskoczenia)

Poznaliśmy już nominacje do tegorocznych Oscarów. Lista pretendentów do nagrody Amerykańskiej Akademii Wiedzy i Sztuki Filmowej w 23 kategoriach została przedstawiona we wtorek 24 stycznia przez Riza Ahmeda ("Sound of Metal") i Allison Williams ("M3GAN").

Jak pisaliśmy wcześniej w naTemat, aż 11 nominacji otrzymało "Wszystko wszędzie naraz". 9 szans na nagrody mają "Duchy Inisherin" i "Na Zachodzie bez zmian", "Elvis" zdobył 8 nominacji, "Fabelmanowie" 7, a "Tár" – 7. Doceniono również kasowe hity: "Top Gun: Maverick" (6 nominacji, bez nominacji dla Toma Cruise'a), "Czarną Panterę: Wakandę w moim sercu" (5 nominacji) i "Avatara: Istotę wody" (4 nominacje, James Cameron nie zdobył jednak nominacji dla najlepszego reżysera).

W tym roku podczas święta kina nie zabraknie również polskiego akcentu. "IO" Jerzego Skolimowskiego zostało nominowane w kategorii najlepszy film międzynarodowy. Polskie dzieło zawalczy o statuetkę z czterema innymi filmami: "Na Zachodzie bez zmian" z Niemiec, "Argentyną, 1985" z Argentyny, "Blisko" z Belgii i "Cichą dziewczyną" z Irlandii.

Jak co roku gala ogłoszenia nominacji do Oscarów nie obyła się bez zaskoczeń - zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Oto 5 największych niespodzianek:

1. Paul Mescal nominowany w kategorii "najlepszy aktor"

W zaledwie parę lat Paul Mescal zdołał z aktora reklamowego stać się pretendentem do Oscara. O irlandzkim gwiazdorze mówi się, że jest "Bradem Pittem pokolenia millenialsów". Po występie w serialowej adaptacji "Normalnych ludzi" Sally Rooney 26-latkowi przypadła rola młodego ojca samotnie wychowującego córkę we wzruszającym dramacie "Aftersun" w reżyserii Charlotte Wells.

Przed otrzymaniem nominacji do Oscara w kategorii "najlepszy aktor" Mescal był nominowany za rolę Caluma do BAFTY, Critics' Choice Awards, a nawet do nagrody Europejskiej Akademii Filmowej oraz Film Independent. Jego nazwiska zabrakło jednak wśród aktorów nominowanych do Złotych Globów, o których mówi się, że potrafią przewidzieć, kogo w swoim zestawieniu wyróżni Amerykańska Akademia Wiedzy i Sztuki Filmowej.

Pojawienie się Mescala w wyścigu o Oscara - tuż obok Colina Farrella ("Duchy Inisherin"), Austina Butlera ("Elvis"), Brendana Frasera ("Wieloryb") i Billa Nighy'ego ("Living") - jest całkiem sporym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę fakt, że nawet bukmacherzy nie wymieniali jego imienia w pierwszej piątce możliwych nominacji. To pokazuje też, że Akademia Filmowa obiera mniej oczywistą drogę i starych wyjadaczy Hollywood zamienia na świeżą krew.

2. Andrea Riseborough i nietypowa promocja filmu "To Leslie"

Oscarowe kampanie bywają ciężkie, o czym doskonale wie Jerzy Skolimowski. Nominacja do Oscara przyniosła mu ogromną ulgę. Na konferencji prasowej zorganizowanej po ogłoszeniu listy nominowanych polski reżyser powiedział, że włożył bardzo dużo wysiłku w promowanie "IO" na Zachodzie.

Twórcy, którzy na ostatni gwizdek reklamują film z myślą o Oscarach, rzadko kiedy otrzymują nominację. W tym roku jesteśmy jednak świadkami precedensowej sytuacji. Wielu kinomaniaków mogła zaskoczyć obecność znakomitej Andrei Riseborough w kategorii "najlepszej aktorki". W końcu o jej występie w niskobudżetowym dramacie "To Leslie" nie mówiło się zbyt głośno w kontekście wyścigu po złotą statuetkę rycerza.

Debiut Michaela Morrisa zarobił dotychczas ze sprzedaży biletów zaledwie 27 322 dolarów. Można śmiało powiedzieć, że premiera dzieła przeszła niezauważona na świecie, a jednymi z nielicznych widzów tytułu byli znani koledzy i koleżanki Riseborough.

W ostatnich miesiącach mogliśmy zobaczyć, że o "To Leslie" rozpisywali się na swoich profilach na Instagramie i Twitterze m.in. Gwyneth Paltrow, Edward Norton, Sarah Paulson, Demi Moore, Jane Fonda, Liam Neeson i Charlize Theron.

Okazało się, że żona reżysera, aktorka Mary McCormack, pochwaliła się filmem męża prezenterowi radiowemu i telewizyjnemu, Howardowi Sternowi, i – według doniesień "Variety" – wysłała maile do przyjaciół (należących do hollywoodzkiej śmietanki) z prośbą o jego reklamę. Posiadanie znajomości się opłaciło.

"Byłoby wspaniale, gdybyście publikowali coś codziennie od teraz do 17 stycznia (red. ostatni dzień głosowania nad nominacjami do Oscara). Każdy gest będzie pomocny" – brzmiała treść jednego z maili, do których dotarła redakcja "Variety".

3. Widzowie oburzeni nominacją dla Any de Armas

"Blondynka" Andrew Dominika podzieliła publiczność. Jedni zachwycali się luźną opowieścią o życiu Marilyn Monroe, chwaląc ją za format stylizowany na stary film, drudzy zaś krytykowali reżysera za zarabianie na krzywdach wyrządzonych dawnej ikonie kina przez mężczyzn. Filmowa postać inspirowana gwiazdą "Pół żartem, pół serio" została bowiem ukazana w świetle swoich życiowych traum.

Wielu widzów sądziło, że tytuł skupi się nie tylko na paśmie nieszczęść aktorki, lecz ukaże też radosne chwile z jej życiorysu. W "Blondynce" nie brakuje przedmiotowego wręcz traktowania Monroe. Kamera robi z nią dokładnie to, co sama - przynajmniej z założenia - potępia. Tym samym można rzec, że dzieło Dominika nie jest wiernym odzwierciedleniem wzlotów i upadków kruchej blondwłosej "sex bomby".

Gdyby "Blondynka" nie spotkała się z tak negatywnym odbiorem (i chodzi tu o warstwę fabularną filmu), pewnie zdobyłaby więcej niż jedną nominację do Oscara. Akademia Filmowa chętnie nagradza dzieła będące i laurkami dla Hollywood, i jego tragicznymi balladami.

Wyróżnienie dla Any de Armas jest zaskoczeniem, ponieważ kubańska aktorka zaliczyła w trakcie promowania filmu kilka wizerunkowych wtop (m.in. mówiła, że czuła obecność Monroe, gdy kręciła scenę jej śmierci w miejscu, w którym zmarła aktorka). Oczywiście gwieździe "Na noże" nie można odmówić tego, że jako Marilyn wypadła zjawiskowo. Niemniej kontrowersyjna "Blondynka" prędzej zasługiwała na nominację za zdjęcia niż za "najlepszą aktorkę".

Poza tym fani Oscarów twierdzą, że de Armas zajęła niepotrzebnie miejsce, które należało się m.in. Mii Goth za "Pearl", Violi Davis za "The Woman King" czy Danielle Deadwyler za "Till".

4. Irlandczycy przejmują Oscary 2023

95. ceremonia rozdania Oscarów będzie świętem dla Irlandczyków. W najpopularniejszych kategoriach to właśnie oni wiodą prym. Nominację do nagród aktorskich zdobyli: Paul Mescal za "Aftersun", Colin Farrell, Brendan Gleeson, Barry Keoghan i Kerry Condon za "Duchy Inisherin".

Co więcej, Colm Bairéad i jego film "The Quiet Girl" przeszedł do historii jako pierwszy irlandzkojęzyczny tytuł, który wyróżniono w kategorii "najlepszego filmu międzynarodowego".

O prestiżową nagrodę powalczy też reżyser "Duchów Inisherin" - Martin McDonagh ("najlepsza reżyseria" i "najlepszy scenariusz oryginalny"). Warto dodać, że inspirowany irlandzką wojną domową obraz ma szansę zdobyć również statuetki za montaż i muzykę oryginalną.

5. "Na Zachodzie bez zmian" z 9 nominacjami

"Na Zachodzie bez zmian" platformy Netflix zdobyło aż 9 nominacji do Oscarów. Niemieckojęzyczna adaptacja antywojennej powieści Ericha Marii Remarque'a powalczy o nagrodę w następujących kategoriach: "najlepszy film", "najlepszy scenariusz adaptowany", "najlepsza charakteryzacja i fryzury", "najlepsza muzyka oryginalna", "najlepsza scenografia", "najlepsze efekty specjalne", "najlepsze zdjęcia", "najlepszy dźwięk" oraz "najlepszy film międzynarodowy".

"Ale czy kolejna ekranizacja 'Na Zachodzie bez zmian' jest dzisiaj potrzebna? Jak najbardziej. Dlaczego? Żeby zrozumieć piekło wojny, która nieustannie toczy się gdzieś na globie, a dzisiaj przecież tak blisko nas, za wschodnią granicą. I żeby raz na zawsze zniszczyć, wciąż tak żywe u młodych ludzi, romantyczno-patriotyczne obrazy wojny dla chwały i honoru" – czytamy w recenzji autorstwa Oli Gersz z Działu Kultura w naTemat.

Część fanów adaptacji sądzi, że dzieło wyreżyserowane przez Edwarda Bergera ("Patrick Melrose") może powtórzyć sukces południowokoreańskiego "Parasite". W 2020 roku dystopijny tytuł Joon-ho Bong wymieniono w kategoriach "najlepszego filmu" i "najlepszego filmu zagranicznego" (i w obu kategoriach przyznano mu wygraną).