PiS wkurza Polaków. Jest co najmniej 10 ogromnych grup społecznych, którym władza działa na nerwy
PiS wkurza Polaków. Jest co najmniej 10 ogromnych grup społecznych, którym władza działa na nerwy Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gzeta

Za miesiąc minie rok od exposé premier Beaty Szydło. Kończyło się ono słowami, że "rząd Prawa i Sprawiedliwości jest gotowy do współdziałania opartego na zgodzie i porozumieniu" i że "jesteśmy wszyscy jedną, wielką, biało-czerwoną drużyną". Co dziś zostało z tych słów? Przez 11 miesięcy rządów PiS zdołał wkurzyć całą rzeszę ludzi.

REKLAMA

Tygodnik "Wprost" opublikował właśnie Listę 40 najbardziej wpływowych Polaków. Miejsce pierwsze nie zaskakuje, zajmuje je Jarosław Kaczyński. Trzecie też nie jest niespodzianką, umieszczono na nim Donalda Tuska. A pomiędzy tymi politykami dziennikarze tygodnika usytuowali... "wkurzonego Polaka". To właśnie "wkurzeni" zajęli drugie miejsce.

Kto to jest? Całkiem spora rzesza ludzi. Spróbujmy policzyć, komu rządzący działają na nerwy.

Co najmniej 500 tys. ludzi dowiedziało się niedawno, że są bogaczami. Wcześniej nie mieli pojęcia, że 6 tys. zł na rękę wystarczy, aby zostać zaliczonym do tej samej grupy, co zarabiający miliony. Teraz już wiedzą, że od 2018 r. mają się dołożyć do sfinansowania wydatków rządu PiS płacąc 40 proc. podatku.

Do tej pory przeciwko podwyżkom podatków demonstrowały ugrupowania związane z Januszem Korwin-Mikke. Teraz protestów nie wykluczają zwykli ludzie, którzy po zmianach dostaną po kieszeni
Do tej pory przeciwko podwyżkom podatków demonstrowały ugrupowania związane z Januszem Korwin-Mikke. Teraz protestów nie wykluczają zwykli ludzie, którzy po zmianach dostaną po kieszeni Fot. Michał Lepecki / Agencja Gazeta

Co zamierzają? Wielu mówi, że przeniesie swoją jednoosobową działalność gospodarczą np. do Czech. Wielu nie kryje, że aż się w nich gotuje i zapowiada bunt, biorąc przykład z kobiet, które wzięły udział w Czarnym Strajku.

Dziesiątki tysięcy osób wzięły udział 3 października w Ogólnopolskim Strajku Kobiet. Protest zrodził się w sumie z kilku słów Krystyny Jandy oraz z inicjatywy Marty Lempart z Wrocławia. Czy ktoś wcześniej pomyślał, że akcja przeciwko projektowi ustawy o całkowitym zakazie aborcji przewidującemu za to karę więzienia, osiągnie aż taką skalę?

3 października w Warszawie. Deszcz nie wystraszył uczestników Czarnego Protestu
3 października w Warszawie. Deszcz nie wystraszył uczestników Czarnego Protestu Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Tuż po tym proteście zwolennicy liberalizacji ustawy aborcyjnej lub tzw. kompromisu aborcyjnego przez moment mieli poczucie, że zwyciężyli. PiS wycofał z Sejmu projekt Ordo Iuris, czym wkurzył kolejną grupę: własnych wyborców.

Oni też łatwo PiS-owi nie wybaczą. Tuż po tym, jak do Sejmu trafił projekt Komitetu "Stop Aborcji" Jarosław Kaczyński łudził ich, że dokument łatwo przejdzie w głosowaniach. Tłumaczył, że wprawdzie w klubie nie będzie dyscypliny, ale "ogromna większość klubu, a może wszyscy, poprą tę propozycję". On oczywiście także, bo "jako katolik podlega nauce, którą głoszą biskupi".

Uczestnicy Białych Protestów też mają za złe PiS-owi. Oni liczyli, że projekt zakazujący aborcji  przejdzie przez Sejm
Uczestnicy Białych Protestów też mają za złe PiS-owi. Oni liczyli, że projekt zakazujący aborcji przejdzie przez Sejm Fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta

Gdy PiS zorientował się, jak duże niepokoje towarzyszą projektowi, zaczął się odcinać od pomysłu, że to nie oni za tym stoją. Choć parę dni temu Jarosław Kaczyński wysłał sygnał tej grupie wyborców, że jest gotów spełnić jej oczekiwania. Ale nie wszystkich wkurzonych da się w ten sposób uspokoić.

Tę grupę PiS od początku wziął na cel. Już w exposé Beata Szydło mówiła, że "polski system sprawiedliwości jest niesprawiedliwy". Fakt, patologii w nim nie brakuje. Ale czy jedyną możliwością naprawy tego stanu jest totalna walka z całym wymiarem sprawiedliwości?

Protesty w obronie Trybunału Konstytucyjnego i apele o publikowanie jego wyroków nic nie dały. TK jest dla PiS głównym celem ataku
Protesty w obronie Trybunału Konstytucyjnego i apele o publikowanie jego wyroków nic nie dały. TK jest dla PiS głównym celem ataku Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Pierwszym celem ataku był Trybunał Konstytucyjny, a głównym atakującym, co symboliczne, były PRL-owski prokurator a dziś poseł PiS Stanisław Piotrowicz. Zwrotów akcji i protestów w obronie Trybunału było wiele. Rząd nadal uważa, że może wybierać, które wyroki Trybunału drukuje, a które nie.

Ale Trybunał to wierzchołek. Jak mówił naTemat Waldemar Żurek z Krajowej Rady Sądownictwa, mamy do czynienia z próbą demontażu całego wymiaru sprawiedliwości, choćby poprzez pomysł wygaszania kadencji sędziów w KRS.

W prokuraturze wszystko idzie władzy jeszcze sprawniej. Odkąd Zbigniew Ziobro jest Prokuratorem Generalnym łatwo może obsadzać wszystkie najważniejsze stanowiska prokuratorskie. I gdy docierają informacje o nominacji choćby dla córki wspomnianego posła Piotrowicza, to trudno nie odnieść wrażenia, że jest to obsada według partyjnego klucza. I jak śledczy mają się nie wkurzać? Ale oni mogli się domyślać, co ich czeka.

Ci też szybko mogli się zorientować, o co władzy chodzi. Skoro ministrem kultury został socjolog, który z kulturą do tej pory nie był związany, znany głównie jako "premier z tabletu", to czego można się było spodziewać? A do tego zastępcami Piotra Glińskiego zostali wtedy Jacek Kurski i Krzysztof Czabański. Te nazwiska też wskazały, w jakim kierunku pójdą media publiczne i gdzie władza ma kulturę.

Dobra zmiana w TVP i Polskim Radiu nastąpiła z początkiem 2016 r. Żeby nie było wątpliwości, iż odtąd media są politycznie sterowane, to posłanka Krystyna Pawłowicz jeszcze pod koniec 2015 r. pisała na Facebooku o tym, kto straci pracę przy Woronicza. Groźby zostały spełnione szybko. Rzeczywiście, żaden z wymienionych przez Pawłowicz dziennikarzy nie pracuje już w TVP.

A w kulturze? Szybko okazało się, że jeśli jakiś teatr wystawia spektakle niewygodne, choćby rzekomo prezentujące pornografię, to przyjdzie nowy dyrektor i zaprowadzi porządek. Tak było we Wrocławiu w Teatrze Polskim. Protesty aktorów nic nie dały. Konkurs na dyrektora wygrał ten, który miał wygrać i kropka. Wkurzeni artyści zorganizowali protesty pod hasłem "Nie oddamy wam kultury", ale czy ktoś u władzy się tym przejmie? Artyści to przecież nie aż tak duża grupa społeczna.

To już grupa znacznie bardziej liczna. I jak się z nią zadrze, to nieraz udowodniła, że potrafi zaprotestować. Nauczyciele mają poważne podstawy do obaw. Pomysł minister Anny Zalewskiej dotyczący likwidacji gimnazjów może oznaczać konieczność zwolnienia 45 tys. nauczycieli! Takie są wyliczenia Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Minister Zalewska zapewnia, że nauczyciele pracy nie stracą, a reforma jest dobrze przygotowana. Trudno jednak w to uwierzyć, skoro nie wierzą w to... nawet jej koledzy z rządu. Przed tygodniem pisaliśmy, z jaką krytyką spotkał się projekt reformy edukacji choćby ze strony ministrów Gowina, Kowalczyka, czy Rządowego Centrum Legislacji. Jednym z zarzutów było to, że nie oszacowano kosztów zmian w szkolnictwie.

Nauczyciele już raz wyszli na ulice. Być może nie po raz ostatni.

To też grupa mocno wkurzona. I również pielęgniarki, ratownicy medyczni, czy lekarze rezydenci grożą kolejnymi protestami. Ostatnio demonstrowali we wrześniu i nie wygląda, aby ich postulaty miały zostać spełnione. Minister Konstanty Radziwiłł przekonywał manifestantów, że fatalna sytuacja w służbie zdrowia to efekt wieloletnich zaniedbań. Tak, każda władza przerzuca odpowiedzialność na poprzedników. Jednak od tego sytuacja nie poprawia się ani o centymetr, a zmiany są potrzebne natychmiast.

We wrześniu na demonstrację w Warszawie przyjechało ok. 50 tys. wkurzonych pracowników służby zdrowia
We wrześniu na demonstrację w Warszawie przyjechało ok. 50 tys. wkurzonych pracowników służby zdrowia Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Najbardziej zdesperowaną grupą wśród pracowników służby zdrowia wydają się być lekarze rezydenci. Są po 6 latach studiów, ponad rocznym stażu, mają od 26 do 38 lat i zarabiają... 14 zł za godzinę pracy. Nic dziwnego, że domagają się wyższych wynagrodzeń, ale także lepszego systemu szkoleń, czy respektowania prawa do wypoczynku po dyżurze. Wkurzeni młodzi lekarze to strata dla całego państwa, bo w każdym kraju na Zachodzie zarobią znacznie więcej. Więc przestaną się wkurzać i po prostu wyjadą.

Górnicy emigracją rządowi nie pogrożą. Jeśli wyjadą, to tylko pomogą rozwiązać problem kopalń. Mogą się jednak dać władzy we znaki, bo już nieraz w historii pokazali, co potrafi wkurzony górnik.

Górniczy protest w Katowicach w 2007 r. za rządów PiS. Demonstracje górnicze zazwyczaj są dość burzliwe
Górniczy protest w Katowicach w 2007 r. za rządów PiS. Demonstracje górnicze zazwyczaj są dość burzliwe Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Górnicy mają już dość kolejnych obietnic bez pokrycia. Poprzedni rząd deklarował ratowanie kopalń i słowa nie dotrzymał, co Beata Szydło skrzętnie wykorzystała w kampanii wyborczej odwiedzając górników i składając im obietnice. Teraz pracownicy kopalni Makoszowy z Zabrza, która ma być sprzedana nie kryją żalu do pani premier i grożą, że pofatygują się do niej do rodzinnych Brzeszcz lub do Warszawy.

Oni też od początku wiedzieli, że w ministrze środowiska nie znajdą obrońcy środowiska. Minister Jan Szyszko do resortu wkroczył po raz trzeci, więc był dobrze znany ze swoich kontrowersyjnych decyzji. To on w 2006 r. wydał zgodę na budowę obwodnicy Augustowa przez cenne przyrodniczo tereny Doliny Rospudy, co wzbudziło ostre protesty ekologów.

Tym razem Jan Szyszko też wkurzył "zielonych". Wydał bowiem wojnę drzewom w Puszczy Białowieskiej.

Wiosenny protest Greenpeace przed ministerstwem środowiska w obronie Puszczy Białowieskiej
Wiosenny protest Greenpeace przed ministerstwem środowiska w obronie Puszczy Białowieskiej Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Od zawsze przyrodnicy uznawali tę puszczę za bezcenną. Dla ministra środowiska prastare drzewa miały cenę. Cenę drewna. Dla Jana Szyszki nie miało znaczenia to, że Puszcza jest wpisana do rejestru UNESCO. Jest? No to trzeba ją skreślić. Kto by się przejmował wkurzonymi ekologami.

Ta grupa jest znacznie większa i na pewno na znacznie więcej liczyła. To około 700 tys. osób, które czują się poszkodowane przez banki. Wzięły kredyt na mieszkanie we frankach szwajcarskich, a potem, gdy kurs franka dramatycznie poszedł w górę, wartość kredytu znacznie przewyższyła wartość mieszkania.

Wrześniowy protest frankowiczów. Oni pamiętają obietnice, jakie składał PiS
Wrześniowy protest frankowiczów. Oni pamiętają obietnice, jakie składał PiS Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Przed wyborami PiS raz po raz obiecywał, że gdy przejmie władzę, problem frankowiczów zostanie rozwiązany. Kilka dni temu w Telewizji Trwam Beata Szydło przyznała, że to nierealne. Stowarzyszenie "Stop Bankowemu Bezprawiu" czuje się oszukane przez PiS i właśnie zapowiedziało "wojnę". Czyli rządzącym przybyli kolejni wkurzeni.

Czy to wszystkie grupy, które PiS zdążył wkurzyć przez niecały rok rządów? Pewnie nie. Ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że jest duża grupa ludzi, którzy właśnie takiej polityki oczekiwali. Kilka dni temu CBOS ogłosił wyniki sondażu, w którym 56 proc. badanych stwierdziło, że rządzący realizują swoje obietnice; przeciwnego zdania było 37 proc. ankietowanych.