"Następna ekipa władzy będzie podnosiła wojsko z ruin". Ostrzega Marek Ojrzanowski – generał, który nie chce milczeć

Marek Ojrzanowski, na zdjęciu z 2004 r., to wojskowy z długoletnim stażem. Dodaje, że na całym świecie korzysta się z wiedzy byłych generałów. – U nas odwrotnie, próbuje im się zamknąć usta – komentuje.
Marek Ojrzanowski, na zdjęciu z 2004 r., to wojskowy z długoletnim stażem. Dodaje, że na całym świecie korzysta się z wiedzy byłych generałów. – U nas odwrotnie, próbuje im się zamknąć usta – komentuje. FOT. SEBASTIAN WOŁOSZ/AGENCJA GAZETA
Poniżanie wojska poprzez wciągnięcie go do prywatno-religijnej i obłudnej w istocie sprawy smoleńskiej oraz wymuszanie na żołnierzach składania nieuzasadnionych hołdów osobom nieuprawnionym. Są to sprawy godzące bezpośrednio w etos wojska. Tego się nie zapomina – w rozmowie z naTemat Marek Ojrzanowski, generał w stanie spoczynku komentuje "modernizację" wojska w wykonaniu Antoniego Macierewicza.


"Nie będę milczał! Będę krzyczał!" - niedawno napisał Pan w swoim liście skierowanym do mediów. Czy tak źle jest w polskiej armii, że generał zamierza krzyczeć?

To była reakcja na powtarzane często w mediach przez rządzących polityków stwierdzenie: lepiej byłoby, gdyby generał... – i tu nazwisko – milczał lub się nie wypowiadał. I to pada w stosunku do generałów, którzy odeszli ze służby. Tymczasem my mamy takie same prawa jak każdy obywatel i do tego ogromną wiedzę na temat wojska uzyskaną przez dziesięciolecia doświadczeń. Na całym świecie wiedza generałów po odejściu ze służby, jest ceniona i wykorzystywana, u nas odwrotnie, próbuje im się zamykać usta. Uważam takie wypowiedzi za niegodne, nieuzasadnione i nie mogę się z tym pogodzić.


Dramat zaś leży w ogromnej i niepowetowanej krzywdzie, jaką wyrządza się wojsku i tu trzeba głośno krzyczeć. To przede wszystkim: wykasowanie kluczowego personelu poprzez spowodowanie odejścia zdolnych, sprawdzonych, mających świetne stosunki w NATO i młodych jeszcze dowódców z szefem Sztabu Generalnego na czele; poniżanie wojska poprzez wciągnięcie go do prywatno-religijnej i obłudnej w istocie sprawy smoleńskiej oraz wymuszanie na żołnierzach składania nieuzasadnionych hołdów osobom nieuprawnionym. Są to sprawy godzące bezpośrednio w etos wojska. Tego się nie zapomina.


Inni generałowie, ci na stanowiskach, nie krzyczą. Czy boją się o stanowiska, a może Bartłomieja Misiewcza? A może pan jest osamotniony w swojej ocenie?

Generałowie w czynnej służbie to co innego. Mundur zobowiązuje. Żołnierz nie może politykować, czy krytykować przełożonych. Jeżeli nie jest w stanie zgodzić się panującymi zwyczajami, musi zdjąć mundur.

Nie znajduje pan żadnych pozytywnych poczynań obecnego szefa MON?

Nie tylko minister, ale całe jego ministerstwo jest pod codzienną obserwacją mediów krajowych i zagranicznych i oceniane przez opinię publiczną, i słusznie, gdyż ich praca jest służbą na rzecz bezpieczeństwa, obronności kraju i jego sił zbrojnych. Co więc widzimy? Kłamstwa na temat śmigłowców, mistrali, pyskówki sejmowe i medialne.


Kłamstwo – to już poważny zarzut.

Równocześnie w wojsku ma miejsce odrzucenie kluczowych ustaleń jak plan modernizacyjny wojska czy reforma dowodzenia. Dochodzi do tego bezprzykładna czystka kadrowa praktycznie na wszystkich szczeblach: od szefa Sztabu Generalnego do szeregowych. Odchodzą fachowcy, którzy są nie do zastąpienia, gdyż ich przygotowanie wymaga wielkich nakładów, od teoretycznego wyszkolenia do uzyskania poprzez wieloletnią praktykę odpowiedniego doświadczenia, nie tylko w kraju, ale i w strukturach sojuszniczych, na co potrzeba czasu i pieniędzy. Są to ewidentne działania destrukcyjne przynoszące wojsku szkodę, której skutki będziemy odczuwać przez długie lata.

A sprowadzenie wojsk amerykańskich do Polski? Premier Beata Szydło i Antoni Macierewicz i obwieszczali to jako sukces.

Decyzja o przybyciu Amerykanów nie zapadła z dnia na dzień. Jest ona wynikiem szczytu NATO w Warszawie, w którego przygotowanie znaczny wpływ miała poprzednia ekipa rządowa, w tym generałowie, którzy właśnie odeszli z wojska.

Co ma pan do generała Błasika? W swoim liście skrytykował pan jego nominację. Tym samym uderza pan w czuły punkt PiS – mit katastrofy smoleńskiej.

Generał Andrzej Błasik został pośpiesznie awansowany podczas pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy kierownictwo tej partii również przeprowadzało czystkę w wojsku. Wyrządzono mu tym samym krzywdę, gdyż nie miał czasu na właściwe przygotowanie i rozpoznanie negatywnych trendów panujących w swoim rodzaju wojsk oraz im zapobieżenie. W rezultacie doszło do dwóch bliźniaczo podobnych, najbardziej tragicznych katastrof lotniczych w historii wojska. Obecnie celebrowane: mit, czy też religia smoleńska, miesięcznice i apele z udziałem żołnierzy, to przejaw niedopuszczalnego upolitycznienia wojska i zawłaszczenia go przez jedną partię. Jest to przede wszystkim wbrew Konstytucji. Wymowna jest tu wysoce oportunistyczna bierna postawa Prezydenta RP – Zwierzchnika Sił Zbrojnych, który to toleruje.

A obecne roszady? Może Antoni Macierewicz usiłuje znaleźć najlepszych fachowców? Ci z dyplomem z Moskwy nie nadają się.

Przecież Związek Radziecki został rozwiązany 26 lat temu. Już od dawna nie ma w wojsku absolwentów jego uczelni. A gdyby nawet byli, czy możliwe, że chodzi też o oficerów, którzy kończyli uczelnie już w Federacji Rosyjskiej, to czy nie byłoby dobrze mieć w swoich szeregach takich fachowców, którzy znają tamtejszą doktrynę, zasady taktyki, operacji i sposób myślenia? Oficerowie po takich uczelniach stanowili jednostkowe przypadki, ich służba mogłaby być wykorzystana z korzyścią. A tych "najlepszych fachowców" to się weźmie skąd? Zasób kadrowy wojska jest ograniczony. Na wakujące miejsce należy wstawić innego, wyrwanego z dotychczasowego stanowiska, a na jego miejsce kolejnego, to reakcja łańcuchowa. Przy zwolnieniach idących w setki, nie ma możliwości na kluczowych stanowiskach zastąpienia odchodzących osobami o równorzędnych kwalifikacjach.

Musi pan przyznać, że imponuje rozmach zakupów ministra MON.

Jakie zakupy? Przecież kluczowe programy zostały zarzucone, jak obrona powietrzna i przeciwrakietowa, program śmigłowcowy, okręty dla Marynarki Wojennej, kompleksowy system rozpoznania. Ów "rozmach" obecnych zakupów wynika z zaspokajania bieżących potrzeb, przy czym spora ich część ma być przeznaczona dla potrzeb Obrony Terytorialnej, nie dla wojsk operacyjnych. Nie ma to nic wspólnego z modernizacją techniczną wojska.

Obrona Terytorialna będzie mieć, m.in. karabiny wyborowe. Tymczasem uważa pan "dziecko" Antoniego Macierewicza, czyli OT, za marnotrawienie pieniędzy. A przecież takie struktury działają w innych krajach.

I u nas była wcześniej Obrona Terytorialna, i jeżeli, jak w większości państw, ma ona zadanie wspomagania wojsk operacyjnych, to ma to uzasadnienie. Również może być wykorzystywana przez władze lokalne do ochrony tzw. infrastruktury krytycznej, jak i podczas potencjalnych sytuacji kryzysowych: powodzie, pożary, skażenia, itd. Natomiast to, co się proponuje obecnie: samodzielny rodzaj sił zbrojnych mający zwalczać wrogie siły specjalne, to całkowite nieporozumienie. Przecież ta wprowadzana OT to ochotnicy powoływani z cywila o ograniczonym stopniu wyszkolenia i wyposażeni w lekką broń. Karabiny wyborowe nie mają tu żadnego znaczenia. Nie ma porównania z zawodowcami z sił specjalnych wyposażonymi w najnowsze technologie i zawsze wspieranymi przez wyspecjalizowane środki. Do tego dochodzi funkcjonalna sprzeczność: Obrona Terytorialna ma być podporządkowana bezpośrednio ministrowi ON. Jak on będzie nią dowodził i koordynował działania z wojskami operacyjnymi, innymi służbami i ludnością cywilną? Minister podczas wojny ma przecież inne obowiązki. I co z niejasnymi zadaniami na potrzeby wewnętrzne?

Jaki będzie stan armii za rok, trzy lata?

Jest to kluczowe pytanie. Planując rozwój sił zbrojnych należy brać pod uwagę określone przedziały czasowe, dla przykładu: potrzeby dnia dzisiejszego (0 – 3 lata), w bliższej przyszłości (3 – 5 lat), dalszej (5 – 15) i perspektywicznej (15 – 30 i więcej). Są one związane z megatrendami rozwojowymi na świecie (kontynencie, kraju), jak i okresem tzw. życia sprzętu – przygotowania, przeszkolenia obsług, wykorzystywania i obsługiwania – który wynosi 20 i więcej lat, w zależności od kategorii, a przy tym jest on ogromnie kosztowny. Carl von Clausewitz za najważniejsze dla męża stanu i najwyższego dowódcy uważał, uświadomienie sobie, w jaki konflikt zbrojny mają zamiar się zaangażować. Innymi słowy, do jakiej wojny, jakich działań, mają być przygotowane siły zbrojne. Nad tym pytaniem głowią się najwięksi specjaliści w ministerstwach obrony i sztabach generalnych. Stan naszego wojska nie jest najlepszy, gdyż większość uzbrojenia jest przestarzała i pamięta jeszcze czasy Układu Warszawskiego. Z kolei uzbrojenie determinuje sposób wykorzystania i taktykę. Uwzględniając przytoczone powyżej terminy czasowe, należy nasze wojsko modernizować, do czego potrzebne są długofalowe kompleksowe plany modernizacyjne obliczone na dziesięciolecia. Nie może być tak, że co nowa ekipa władzy, to zmiana planów i priorytetów.

To raczej grzech każdej ekipy rządzącej...

I rzeczywiście, właśnie z tego powodu, po 1989 roku żaden kompleksowy plan modernizacyjny wojska nie został zakończony. Krzyczącym przykładem jest los osławionej korwety "Gawron" zakończony po 11 latach stoczniowej męki i utopieniu 1,5 miliarda zł, przy czym początkowy projekt zakładał wybudowanie siedmiu takich korwet. Ponadto słyszymy, że obecnie w MON trwa strategiczny przegląd obronny. Chciałbym przypomnieć, że odbyły się już dwa strategiczne przeglądy obronne i jeden strategiczny przegląd zintegrowanego bezpieczeństwa narodowego, a ich raporty wylądowały w koszach. Stąd odpowiedź na postawione pytanie, biorąc pod uwagę obecne chaotyczne i w gruncie rzeczy destrukcyjne działania, nie może być optymistyczna. Mamy wycinkę kluczowej kadry dowódczej, chybione decyzje i załamanie planu modernizacyjnego. Następna ekipa władzy będzie podnosiła wojsko z ruin. Koszty poniesie całe społeczeństwo.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

Marek Ojrzanowski

Karierę wojskową rozpoczął w 1969 r. Absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Rakietowych i Artylerii w Toruniu. Ukończył m.in. kurs dowódców dywizjonów rakiet taktycznych i przeszkolenie w Leningradzie. W 1982 r. ukończył Akademię Sztabu Generalnego w Warszawie, a potem kurs taktyczno-operacyjny integracji z NATO. W latach 1999-2000 studiował w Akademii Wojennej Wojsk Lądowych Stanów Zjednoczonych. W swojej wojskowej karierze był m.in. dowódcą 7 dywizjonu rakiet taktycznych. Kierował także polskim kontyngentem w Libanie i Iraku. Dowodził 12 Brygadą Zmechanizowaną. A w latach 2008-2011 pełnił funkcję Narodowego Przedstawiciela Łącznikowego w ACT Norfolk w USA. Autor książki "Baczność! Spocznij! Meandry i wyzwania". Obecnie generał w stanie spoczynku.