Witold Zembaczyński #TYLKONATEMAT: Kiedy Tusk stawi się przed komisją ds. Amber Gold, pożre jej prezydium w całości

W rozmowie z naTemat.pl poseł Nowoczesnej Witold Zembaczyński mówi o klimacie panującym w sejmowej komisji śledczej ds. AMber Gold. Fot. Roman Rogalski / Agencja Gazeta
Komisja śledcza ds. Amber Gold wykryła nieprawidłowości w działaniach szeregu instytucji. Zderzyliśmy się też z przerażającą rzeczywistością, bo z naszych ustaleń wynika, że i dzisiaj podobna afera mogłoby mieć miejsce. Natomiast tego celu zamierzonego przez PiS, czyli personalnej krucjaty przeciwko Donaldowi Tuskowi, nie udało się osiągnąć. Mało tego, zaryzykuję stwierdzenie, że kiedy tylko Tusk stawi się na posiedzeniu komisji osobiście, to pożre jej prezydium w całości – mówi #TYLKONATEMAT poseł Witold Zembaczyński z Nowoczesnej.

Co doradzałby pan kolegom z Platformy Obywatelskiej po aresztowaniu Stanisława Gawłowskiego? Powinni powoli "wyciszać" wsparcie?

Reakcja PO na sprawę Gawłowskiego absolutnie mnie nie dziwi. Ze względu na to, że podstawowym argumentem w tym przypadku jest osoba Zbigniewa Ziobry, czyli ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej osobie. Jeżeli PiS-owska prokuratura ściga polityków opozycji,musi stać się to powodem do przypuszczeń, iż mamy do czynienia z preludium do prawdziwego autorytaryzmu.

Nigdzie w Europie – tu przy okazji obalam PiS-owskie kłamstwo – nie ma takiego modelu, w którym jedna osoba ma wszechwładzę nad resortem sprawiedliwości, prokuraturą, a od niedawna po części nad sądami. To musi budzić wątpliwości. Dlatego jednym z moich głównych postulatów jest prawdziwe odseparowanie prokuratury od ministerstwa. Tak, by żadne aresztowania już nigdy nie wzbudzały podejrzeń, że są dokonywane na polityczne zlecenie.

Stanie murem za osobą przedstawianą w mediach jako aresztowana pod zarzutami korupcyjnymi nie szkodzi waszej koalicji?

Sensem koalicji jest porozumienie programowe, a nie porozumienie pomiędzy osobami fizycznymi. Łączy nas wspólnota ideowa, więc nie sądzę, by to miało znaczenie. I to nie może zaważyć na zadaniu naszej koalicji, czyli wygranej z Prawem i Sprawiedliwością w wyborach samorządowych. Której PiS tak bardzo się boi, czego dowiodła ta ich weekendowa konwencja, mająca służyć za taką szalupę ratunkową.


Ma pan poczucie, że sprawa Gawłowskiego jest motywowana politycznie?

Nie mam wglądu w akta, nie znam więc dokładnie materiału dowodowego zgromadzonego przez prokuraturę. Widzę tylko ten obraz z rozkoszą transmitowany przez TVP Info, gdzie specjalnie używa się słowa "wyrok" zamiast słów "postanowienie o aresztowaniu". Na tej podstawie oceniam, że to sprawa mająca polityczne tło.

Ostatecznie rozstrzygnie o niej jednak sąd. Nie zamierzam więc występować w roli obrońcy posła Stanisława Gawłowskiego. Konsekwentnie będę za to występował w roli obrońcy niezależnych organów ścigania i niezależnego sądownictwa. Jednak popatrzmy też na sprawę senatora PiS Stanisława Koguta, któremu też postawiono korupcyjne zarzuty, ale odpowiada on z wolnej stopy. Jestem pewien, że żaden zwykły Polak nie miałby takiego komfortu w podobnej sprawie...

Powinien być pan teraz zajęty pracą w komisji śledczej ds. Amber Gold, ale jej posiedzenie zostało nagle przełożone i wrócicie na obrady najwcześniej w maju... Jaki jest klimat wśród członków komisji? Ktoś z was jeszcze wierzy, że przyniesie ona rewolucyjne i rewelacyjne ustalenia?

Doszło do absolutnego przesilenia w pracach komisji. Ta paranoiczna sytuacja, w której na posiedzeniu jawnym przesłuchiwaliśmy świadka o wizerunku niejawnym i na podstawie niejawnych dokumentów, miała wyjątkowo zły wpływ na jakość naszego parlamentarnego śledztwa. A kiedy ta formuła się wyczerpała, przewodnicząca Małgorzata Wassermann musiała skapitulować.

A co do rewelacji... Gdyby w komisji można byłoby skorzystać z czegoś, co "dałoby wyjście" na przeciwników PiS, oni odpaliliby to w momencie kryzysu wokół afery z nagrodami. Tak się jednak nie stało. Co mnie nie dziwi, bo jak dotąd nie dostrzegłem powiązań polityków z tą aferą. Co nie zmienia faktu, że trzeba ją jak najszybciej wyjaśnić. Choć to już jest swego czasu archeologia, co robimy. Przecież od czasu tych wydarzeń minęło tak wiele lat. Jednak ja pracuję nad sprawą Amber Gold po to, by doprowadzić do sytuacji, w której coś takiego się w Polsce już nie powtórzy.

Komisję powoływano z tezą i nadzieją, że pozwoli to na ujawnienie czegoś, co skompromituje Donalda Tuska lub chociażby jego syna Michała. Czy po tych prawie dwóch latach trafiliście na coś, co by ten moment przybliżało?

Komisja wykryła nieprawidłowości w działaniach szeregu instytucji. Od prokuratury i policji po UOKiK i ULC. Zderzyliśmy się też z przerażającą rzeczywistością, bo z naszych ustaleń wynika, że i dzisiaj podobna afera mogłoby mieć miejsce. Za co polityczną winę ponosiłaby obecna władza. Natomiast tego celu zamierzonego przez PiS, czyli personalnej krucjaty przeciwko Donaldowi Tuskowi i Lechowi Wałęsie – którego nazwisk członkowie komisji z PiS również odmieniają przez wszystkie przypadki – nie udało się osiągnąć.

Mało tego, zaryzykuję stwierdzenie, że kiedy tylko Donald Tusk stawi się na posiedzeniu komisji osobiście, to pożre jej prezydium w całości. A do tego zadziała mechanizm znany z psychologii społecznej i opinia społeczna wstawi się za ofiarę nagonki, którą nieumiejętnie prowadzi PiS. I to będzie ich ostateczna kompromitacja.

A mogłoby to wyglądać inaczej, gdyby tylko chodziło o zbadanie, gdzie zawiodło państwo. Jednak komisja jest traktowana instrumentalnie, nawet po trupach agentów ABW politycy PiS chcę w niej osiągać swoje polityczne cele. Już zapowiadam więc, że raport końcowy z jej prac będzie zawierał moje zdanie odrębne.

Gdy przyglądam się kolejnym obradom, mam wrażenie, że choć jej zapowiedzi nadal brzmią szumnie, to tak naprawdę energię traci już nawet przewodnicząca Wassermann...

Powodem tego przesilenia jest ogromne ciśnienie partii rządzącej, by dopaść swoich politycznych przeciwników. Najlepszym symbolem tego, o czym pan wspomniał, było niedawne przesłuchanie świadka, którego nazwiska w aktach nie odnalazłem...

Macie w komisji takie wrażenie, że niepotrzebnie daliście się do niej delegować? Bo to już nie to samo, co przed laty i zostanie sejmowym śledczym nie gwarantuje łatwej popularności, jak za czasów komisji rywinowskiej czy orlenowskiej.

Komisja śledcza ds. Amber Gold nie jest już tak atrakcyjna, jak za czasów Rywina głównie dlatego, że straciła koloryt, gdy odszedł Marek Suski. On dawał jej największy rozpęd medialny... (śmiech).

Oczywiście moim celem nie jest dezawuowanie prac komisji, bo sam włożyłem w to dwa lata życia i kawał wzroku, stracony na czytanie tomów akt, które liczy się w tonach. Ta komisja była i jest potrzebna, ale powinna wywiązywać się z misji doskonalenia państwa, a nie służyć walce politycznej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...