Sondaż dotyczący podróży pokazuje krótkowzroczność Polaków
Śmieszny sondaż pokazujący krótkowzroczność Polaków. Nagle unikamy konkretnych podróży Fot. Solarisys/Shutterstock

Zamieszanie na Bliskim Wschodzie odcisnęło piętno na branży turystycznej. Kolejne ewakuacje napędziły stracha podróżnym, którzy nie chcą już latać do ZEA. Wystraszyli się nawet bezpiecznych Egiptu i Turcji. Jednak to najnowszy sondaż obnaża, jak podejmujemy decyzje urlopowe.

REKLAMA

Polacy są zakochani w podróżach i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Z każdym rokiem chcemy wyjeżdżać coraz częściej i coraz dalej. I to się nie zmieni. Jednak wybuch konfliktu na Bliskim Wschodzie pokazał naszą krótkowzroczność w kwestii rezerwowania wyjazdów i popadanie ze skrajności w skrajność. Wyniki najnowszego sondażu moim zdaniem pokazał naszą obłudę.

Miażdżący sondaż. Promocja nie przekona Polaka do wyjazdu na wakacje. Zabawne

Na zlecenie "Wprost" SW Research przeprowadziło sondaż, w którym spytało Polaków o ich plany wyjazdowe. Pytanie było bardzo konkretne – czy jeżeli oferta cenowa wyjazdu zagranicznego byłaby bardzo atrakcyjna, wybraliby się w zagrożone konfliktem miejsca na świecie. Wynik był miażdżący, co nie jest zaskoczeniem.

Aż 74,8 proc. uczestników badania odpowiedziało, że nie zaryzykowałoby wyjazdu mimo promocji. 12 proc. skusiłoby się na atrakcyjną cenę, a 13,3 proc. nie miało zdania. I szczerze, patrząc na te wyniki, wierzę tylko tej drugiej grupie osób.

To, co wydarzyło się na Bliskim Wschodzie, boleśnie obnażyło naszą krótkowzroczność w kwestii podróżowania. Ostrzeżenia 4. stopnia, czyli najwyższe z możliwych, były publikowane przez MSZ minimum od stycznia. Na ok. 2 miesiące przed wybuchem wojny. To skoro mówicie, że promocja nie przekona was do wyjazdu do zagrożonego regionu, to skąd kilkanaście tysięcy Polaków, które zostało ewakuowanych z Bliskiego Wschodu w ostatnich dniach? Oni polecieli tam nawet bez promocji.

Dopiero spadająca rakieta przekona Polaka, że wakacje mogą być niebezpieczne. Później jest już panika

Polski turysta udowodnił, że jest jak niewierny Tomasz. Dopóki nie spadnie pierwsza rakieta, to żadne ostrzeżenia nie przekonają go, że gdzieś jest niebezpiecznie. Ok. 14 tys. turystów utknęło w ZEA, Katarze i innych krajach Bliskiego Wschodu, bo zignorowali ostrzeżenia MSZ-u. Tysiące kolejnych czekają na rozwój sytuacji w Tajlandii, Indonezji, na Sri Lance, Malediwach i w wielu innych regionach Azji, ponieważ w nosie mieli apele o unikanie podróży tranzytowych.

I oczywiście, wiele osób, które leciały tam z biurami podróży czy na własną rękę miało zarezerwowane wakacje wiele miesięcy temu i nie mogły łatwo odzyskać pieniędzy. Jednak ilu turystów w tym gronie dokonało rezerwacji już w momencie, kiedy alerty obowiązywały? Jestem pewna, że wiele.

To w połączeniu sondażem pokazuje, w jakim owczym pędzie jesteśmy jako turyści. Ostrzeżenia MSZ-u, że może wybuchnąć wojna, nikogo nie wystraszyły i nadal tam lataliśmy. Nawet promocje nie były do tego potrzebne. Teraz spadły rakiety i pojawił się kolejny problem. Jest wielka panika, że nie pojedziemy do Egiptu, Turcji czy na Cypr, gdzie alertów w większości nie ma (na Cyprze są 2. stopnia, bo może dojść do zakłócenia lotów), a wczasy pozostają bezpieczne. Ludzie, zatrzymajcie się czasem, pomyślcie i poczytajcie. Zamiast podążać za tłumem, podejmijcie racjonalną decyzję.

Ostatecznie jestem też w zasadzie pewna, że kiedy tylko rakiety przestaną spadać w regionie Bliskiego Wschodu, turyści tam wrócą. Zapomną o ewakuacjach, SMS-ach z ostrzeżeniami itp. Ostrzeżenia MSZ-u znów nas przed niczym nie zatrzymają, a promocja ponownie stanie się ciekawa i atrakcyjna.