Dłonie osoby trzymającej cztery dojrzałe jabłka
Rząd walczy o rynki rolne w Azji. Jeśli się uda, na Daleki Wschód trafi więcej polskich jabłek. Fot. Unsplash.com / Aarón Blanco Tejedor

Około 80 proc. wszystkich owoców produkowanych w Polsce to jabłka. To także jeden z naszych flagowych produktów eksportowych. Przed naszymi rolnikami otwiera się bardzo interesująca szansa. Walka o zagraniczne rynki trwa, a polskie władze skupiają się aktualnie na Dalekim Wschodzie. Polski produkt może tam być niezwykle pożądany i świetnie wyceniony. Są jednak pewne czynniki ryzyka, które mogą zaprzepaścić szansę na jabłkową ekspansję.

REKLAMA

Polska jest największym producentem jabłek w Europie i jednym z największych na świecie. W 2024 roku zajmowaliśmy 4. miejsce po Chinach, Turcji i USA. Około 20–30 proc. naszej produkcji jest eksportowane do m.in. Niemiec, Rumunii, Egiptu i Kazachstanu.

Trwa właśnie walka o to, by ten polski produkt mógł trafić do kolejnych milionów potencjalnych klientów. Negocjacje na temat eksportu polskich płodów rolnych do Azji zostały podjęte w trakcie wizyty Donalda Tuska w Korei Południowej i Japonii. Teraz o nowym, jeszcze liczniejszym rynku rozmawiała wiceministrami rolnictwa Indonezji Małgorzata Gromadzka, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

"3 godziny snu. Cały dzień negocjacji z wiceministrami Indonezji. Borówki, zboża, drób, jabłka – otwieramy polskie produkty na 280-milionowy rynek" – zapowiedziała polityczka w relacji ze swojej wizyty, którą udostępniła na X.

Dlaczego to ważne? Ceny jabłek w Azji mogą zaskoczyć

W Polsce jabłka są niezwykle tanie. Na dalekowschodnich rynkach sytuacja wygląda jednak zgoła inaczej. O cenie jabłek w Korei Południowej wypowiedziała się ostatnio Wioleta Błazucka (Pierogi z Kimchi), wideoblogerka, która mieszka w tym kraju na co dzień. W materiale oceniała wysokość cen produktów dostępnych w standardowym markecie.

– Tu za taką siatkę jabłek zapłacimy 14 235 won (35,36 złotych – red.) – opowiadała blogerka, wskazując na opakowanie z sześcioma niewielkimi jabłkami. Warto dodać, że jabłka były na 25-procentowej przecenie.

Jabłka w niektórych azjatyckich krajach są produktami premium. Mowa tu nie tylko o Korei Południowej, ale też o Japonii. W przypadku Indonezji ich ceny nie są aż tak korzystne dla polskich producentów, ale sam rynek zbytu z populacją zbliżającą się do 290 milionów osób to szansa na ogromny zarobek.

Niestety są też czynniki ryzyka, które ograniczają szansę na zarobek polskich eksporterów. Jest jednak szansa, że ulegną one poprawie w kolejnych miesiącach i latach, co może przełożyć się na wzrost rentowności polskiego eksportu.

Polskie jabłka są silnie zależne od sytuacji geopolitycznej

Przypomnijmy, że od nałożenia embarga przez Rosję w 2014 roku sytuacja polskich sadowników uległa drastycznej zmianie. Wcześniej do państwa zarządzanego przez Władimira Putina wysyłano nawet 50 proc. krajowego eksportu. Za nami ponad dekada pracy nad dywersyfikacją partnerstw w obszarze tej bardzo ważnej dla polskich rolników gałęzi eksportu. Poszerzenie obecności na rynku koreańskim, japońskim, wietnamskim czy właśnie indonezyjskim to szansa na stabilizację i zysk. Długoterminowo taka dywersyfikacja może nas uchronić przed szokiem z 2014 roku.

Oczywiście na rentowność eksportu wpływa bardzo wiele czynników. Dużym problemem są utrudnienia na szlakach handlowych – blokady żeglugi, wzrost cen paliw i trudna sytuacja geopolityczna nie sprzyjają polskiemu eksportowi do krajów Azji.

Na rynkach azjatyckich trzeba się też zmierzyć z potężną konkurencją. W tym z największym producentem jabłek – Chinami. Na dalekie rynki spoglądają także bliżsi nam geograficznie konkurenci, w tym Turcja.

Na drodze polskich jabłek są także trudności legislacyjne. Możliwość eksportu produktów rolnych wymaga specjalnych zgód lokalnych urzędów. I dlatego ostatnio toczone przez władze RP rozmowy są tak kluczowe.