
Trendy podróżnicze ciągle się zmieniają. Ostatnio głośno jest o "playcation". Co kryje się pod tajemniczą nazwą i dlaczego coraz więcej osób decyduje się zorganizować wakacje w tym stylu?
2026 to rok podróżniczych trendów. Co to oznacza? W czasach, gdy podróżowanie jest łatwiejsze niż kiedykolwiek, podróżni rezygnują z bycia jedynie "turystami" i dopasowują swój urlop do nowych potrzeb. Dużą popularnością cieszy się tzw. volunteer tourism, czyli przedłużone wakacje, podczas których zwiedzanie nie gra wcale głównej roli.
Coraz częściej jeździmy również w różne miejsca śladami znanych produkcji filmowych i serialowych, co pokazuje, że turyści odwiedzający znane miasta takie jak Paryż nie muszą wcale czynić wieży Eiffla głównym punktem swojej podróży. Plan zwiedzania możemy stworzyć też na podstawie listy miejsc z ulubionego serialu. Już wkrótce fani Netfliksa będą mogli ruszyć śladami serialowej "Wednesday", która w przyszłym sezonie ma podróżować właśnie do stolicy Francji.
Playcation – na czym polega nowy trend podróżniczy?
Playcation to nowe zjawisko, które obserwuje się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Według portalu "Euronews", playcation to nic innego jak wakacje nastawione na zabawę i powrót do pasji, które kojarzymy z beztroskim dzieciństwem.
Co to oznacza w praktyce? Według danych platformy Airbnb na popularności zyskują krótkie, krajowe wypady skupione wokół konkretnych hobby. Platforma odnotowuje obecnie jeden z najwyższych wzrostów rezerwacji w ofertach położonych blisko pól golfowych, jezior i baz surfingowych.
Podróżni niekoniecznie szukają luksusowych hoteli z nudnym all inclusive, lecz miejsc, które dają poczucie zanurzenia w nowej aktywności. Trend ten mocno łączy się z tzw. kidultingiem – dorośli coraz chętniej zamieniają luksusowe wczasy na obozy letnie, ogniska, kajaki i spanie w domkach, które przypominają im wakacje z dzicińśtwa, albo u dziadków w nowoczesnym wydaniu.
Zobacz także
Jak zorganizować playcation w Polsce?
Również w Polsce możemy zorganizować urlop w duchu playcation i wcale nie musimy w tym celu lecieć za ocean. To nie tylko świetna okazja, by wypróbować coś zupełnie nowego, ale też sposób na reset. Planując taki wyjazd, warto pomyśleć o zajawkach, na które w codziennym biegu zawsze brakuje nam czasu.
W Polsce możemy na przykład nauczyć się od zera surfować, wybierając się na Półwysep Helski, gdzie zamiast klasycznego leżenia na plaży, cały dzień spędzimy, walcząc z falami pod okiem instruktorów. Jeśli jednak wolicie dawkę adrenaliny w nieco innej formie, idealnym kierunkiem będzie park rozrywki. Choć wydaje się, że ich oferta skierowana jest głównie do dzieci, dorośli coraz częściej przejmują najstraszniejsze rollercoastery w zatorskiej Energylandii.
Dla tych, którzy wolą zabawę pod dachem, dobrą opcją są interaktywne muzea, które z nudnymi wystawami nie mają nic wspólnego. W warszawskim Warsaw Arcade Museum możemy zafundować sobie powrót do lat 80. i 90., grając na ponad setce zabytkowych automatów do gier. Podobny klimat odnajdziemy we Wrocławiu, gdzie w Muzeum Gry i Komputerów Minionej Ery czekają dziesiątki stanowisk z kultowymi konsolami.
Jeśli jednak od gier wolicie prace manualne, playcation może przybrać formę artystycznych warsztatów. We wrocławskim Muzeum Pana Tadeusza można spędzić weekend, ucząc się sztuki malowania na wodzie (ebru) lub tworzenia witraży.
