Włodzimierz Czarzasty, Marszałek Sejmu RP.
Pojawił się pomysł, jak wykorzystać 500 litrów alkoholu, które znajdują się w sejmowym inwentarzu. Fot. Flickr.com / Kancelaria Sejmu

W Sejmie od kilku miesięcy obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu. Co się stało z zapasami trunków, które nie zostały wyprzedane do czasu wejścia "prohibicji"? Okazuje się, że w pomieszczeniach znajduje się niemal 500 litrów napojów, w tym m.in. wina, piwa i alkoholi mocnych. Sejm nie ma zamiaru oddawać alkoholu za darmo ani wrócić do jego sprzedaży. Jak więc zostanie wykorzystany?

REKLAMA

Od 24 listopada 2025 roku obowiązuje wprowadzony przez Włodzimierza Czarzastego zakaz alkoholu w Sejmie. – Trudno jest informować społeczeństwo o konieczności zakazu sprzedaży na stacjach benzynowych i konieczności zakazu sprzedaży alkoholu w nocy, nie dając przykładu ze strony Sejmu, czyli osób, które takie prawo będą uchwalały – zauważał marszałek Sejmu niedługo po objęciu funkcji.

Okazuje się, że jego szybka decyzja spowodowała swego rodzaju klęskę urodzaju. Jak podaje TVN24, inwentaryzacja przeprowadzona przez Kancelarię Sejmu wykazała, że w jej posiadaniu znajduje się około 473 litrów różnego rodzaju trunków. Alkohol nie może zostać sprzedany ani przekazany nieodpłatnie innemu podmiotowi. Dodajmy też, że jeszcze niedawno Sejm bez alkoholu wydawał się trudny do wyobrażenia, bo w 2024 roku w sejmowym barze wydano na trunki niemal ćwierć miliona złotych.

Co zrobić z niemal 500 litrami alkoholu w Sejmie? Kancelaria ma pomysł

Taka ilość trunków, pomimo ich ogromnej szkodliwości, nie powinna zostać zmarnowana. Pomysły są więc następujące. Po pierwsze – taka ilość alkoholu jest wystarczająco duża, by Kancelaria nie kupowała kolejnych trunków. Po drugie – piwo nadaje się do gotowania, a więc zostanie wykorzystane jako składnik w posiłkach.

Jeśli zaś chodzi o pozostałe trunki, zostaną one wykorzystane w ramach protokołu dyplomatycznego. Alkohole, nawet te mocne, są wykorzystywane np. w trakcie bankietów związanych z ważnymi wizytami międzynarodowymi.

Dalsza część artykułu poniżej.

Włodzimierz Czarzasty był pytany o kwestię zapasów alkoholu w trakcie konferencji prasowej 6 miesięcy temu. W reakcji na kwestię potencjalnego wypicia, wylania, zarekwirowania lub zniszczenia trunków stwierdził krótko: "damy sobie radę". Decyzja marszałka wpisuje się zresztą w szerszą debatę publiczną – w wielu polskich miastach trwa dziś dyskusja o tym, czy nocna prohibicja ma sens i jak wpływa na bezpieczeństwo oraz statystyki interwencji służb.

Marszałek Czarzasty swoją decyzją próbował ukrócić liczne "incydenty alkoholowe" w Sejmie

Przed wprowadzonym przez lidera Lewicy zakazem sprzedaży alkoholu dochodziło do kuriozalnych sytuacji. Doprowadziły one m.in. do wyprowadzki ministra rolnictwa, Stefana Krajewskiego, z hotelu poselskiego w Warszawie, który uzasadnił swoją decyzję w bardzo drastyczny sposób: – W ostatnim czasie pojawili się patoposłowie, tak to trzeba nazwać – stwierdził.

Nie był to odosobniony przypadek. – Jeden delikwent z Konfederacji był tak nagrzany na posiedzeniu Sejmu, że ledwo siedział. Musieli go koledzy wyprowadzić – tak dla "Onet Radio" wypowiedział się poseł Tomasz Trela niedługo przed wprowadzeniem zakazu sprzedaży alkoholu w Sejmie. Z relacji obecnych i byłych parlamentarzystów można dziś poznać niejedne tajemnice hotelu sejmowego, o których przez lata mówiło się wyłącznie w kuluarach.

Pan jest nietrzeźwy. Czuję alkohol od pana – tak z kolei o Bartoszu Kownackim (pośle PiS) miał wypowiedzieć się 7 października 2025 roku rzecznik rządu Adam Szłapka, dodając: – "Panie marszałku, czuć alkohol od posła Kownackiego". Jego słowa były kierowane do ówczesnego marszałka Szymona Hołowni. Wówczas Kownacki odpierał zarzuty Szłapki w Sejmie, publikując nagranie z badania alkomatem, które wskazało 0 promila.