Węgry każdego roku przyciągają coraz więcej turystów
Węgry każdego roku przyciągają coraz więcej turystów Fot.Klaudia Sobczyl/naTemat

Chociaż w zestawieniach ulubionych kierunków Polaków niezmiennie królują Turcja, Egipt, Grecja i Chorwacja, coraz więcej Polaków decyduje się zejść z utartych szlaków. Jeden z naszych dalszych sąsiadów coraz bardziej otwiera się na turystów. Chociaż nie ma morza, podróż tam w tym roku rozważa niemal co drugi Polak.

REKLAMA

W czasach PRL-u Polacy jeździli na Węgry masowo. Nie do końca z wyboru – kraj ten był w końcu jedną z niewielu opcji, jakie mieliśmy. Szybko jednak upodobaliśmy sobie różne jego zakątki. Polacy jeździli zarówno do Budapesztu, jak i Egeru, ale przede wszystkim w regiony jeziora Balaton, które zyskało nawet nazwę "węgierskiego morza". Dla Polaków, którzy praktycznie nie mogli wyjechać nad Morze Śródziemne, była to namiastka prawdziwej wolności.

W latach 90. granice naszego kraju otworzyły się na dobre. Już kilka lat później zaczęliśmy jeździć do Włoch, uwielbianej przez Polaków Chorwacji czy Grecji, a potem w najdalsze regiony innych kontynentów. Można powiedzieć, że zapomnieliśmy o Węgrzech. W kolejnych latach XXI wieku polityka i rządy Orbána nadszarpnęły relacje polsko-węgierskie. Jednak były czasy, w których Węgry stanowiły ulubiony kierunek Polaków.

logo
Jezioro Balaton. Fot.Klaudia Sobczyk/naTemat

Początki polskiej turystyki na Węgrzech

Kowalskiné Szekfy Ibolya to węgierska przewodniczka, która od wielu lat oprowadza turystów z Polski po Węgrzech. Dzisiaj jest już starszą kobietą, a w latach 50., gdy na Węgrzech otworzyły się granice, Ibolya miała pięć lat.

– Węgrzy mogli wtedy wyjechać na wakacje tylko do Czechosłowacji lub do Polski. W Czechosłowacji nie lubili Węgrów, więc mój tata zaproponował, żebyśmy pojechali do Zakopanego – opowiada przez mikrofon w autobusie, którym jadę. – W Zakopanem weszliśmy do restauracji. Mój tata nauczył się paru słów i złożył zamówienie po polsku. Gdy ludzie to usłyszeli, od razu zaczęli zapraszać nas do stołów. Przyjęli nas z taką serdecznością, że nawet nie wiem, jak to opowiedzieć. Jako pięcioletnie dziecko byłam taka zdziwiona, że powiedziałam wtedy, że nauczę się mówić po polsku. Od tego się zaczęło – wspomina.

– W węgierskich szkołach był taki zwyczaj, że dzieci korespondowały z uczniami z innych krajów. Ja zaczęłam pisać listy po polsku. Ta międzynarodowa korespondencja doprowadziła do tego, że gdy byłam starsza i zaczęłam pracę jako przewodniczka na Węgrzech, napisałam do biur podróży w Polsce: "Zróbmy tu polską turystykę" – dodaje.

Minęło dużo czasu, odkąd Ibolya zaskoczyła się gościnnością Polaków. Dzisiaj po polsku mówi bezbłędnie, a Węgry zna od podszewki.

Eger – co zobaczyć w węgierskim mieście?

Miasto, po którym nas oprowadza, to Eger. Jest niewielkie, liczy obecnie około 56 tysięcy mieszkańców i jest stolicą komitatu Heves, a od Budapesztu dzieli je półtorej godziny jazdy samochodem. Chociaż w zestawieniach miejsc najczęściej wybieranych przez Polków króluje stolica i region Balatonu, okazuje się, że to z Egerem mamy wyjątkowo silne powiązania. W 2014 roku Eger był nawet gospodarzem Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej – z tej okazji odsłonięto tam schody przyjaźni wyłożone granitem ze Śląska.

Schody nie są jednak jedynym śladem Polaków na Węgrzech. Podczas II wojny światowej w Egerze funkcjonował obóz dla internowanych polskich oficerów i ich rodzin. Z tego powodu na cmentarzu przy ul. Cifrakapu znajduje się polska kwatera wojenna, gdzie pochowano 11 żołnierzy. 1 listopada można natrafić na zbierających się tam Polaków.

W Egerze najbardziej znane są natomiast łaźnie – kolejny przykład powiązania z inną nacją. Powstały podczas okupacji tureckiej w XVII wieku. Od czego się zaczęło? Zauważono, że gdy posiedzi się w egerskich stawach, zatrzymuje się postęp różnych chorób. Siedząc w leczniczej wodzie, można było powstrzymać postęp reumatyzmu, chorób skórnych i wenerycznych. I w ten sposób powstały kąpieliska termalne Egertermal i Łaźnia Turecka (Török fürdő), które można odwiedzać do dziś.

Dolina Pięknej Pani - zagłębie winiarskie w Egerze

Podczas wycieczki do Egeru nie można ominąć Doliny Pięknej Pani. Gdy dojeżdżamy do tego miejsca o tajemniczej nazwie, szybko okazuje się, że chodzi o zagłębie winiarskie. Znajduje się tam kilkadziesiąt piwnic, a nasza polska grupa z węgierską przewodniczką wchodzi do jednej z nich.

Winiarnia znajduje się w piwnicy z półokrągłym sufitem. Na suficie panoszy się biała pleśń. Ibolya tłumaczy, że powoduje ją niska temperatura – 15 stopni Celsjusza – i wilgoć w powietrzu. Te warunki zapobiegają kurczeniu się korków w leżakujących butelkach, a dzięki temu wino się nie utlenia.

W sali jest przygaszone światło, a na stole oprócz smukłych kieliszków stoi duży, miedziany dzban – tak zwana spluwaczka. Klienci, którzy wolą spróbować wina bez spożywania procentów, po degustacji mogą wypluć trunek właśnie do niej.

– Wino degustuje się wszystkimi smakami – mówi Ibolya. – Kieliszek pochylamy pod kątem 45 stopni i przyglądamy się barwie wina. Zakręcamy winem w kieliszku i patrzymy, jak spływa po ściankach. – tłumaczy, a cała grupa naśladuje ją jak odbicie lustrzane..

Następnie winem należy zamieszać. Trzymając za nóżkę, wykonujemy kilka kolistych ruchów. W ten sposób wino się napowietrza i uwalnia aromat. – Wkładamy nos głęboko do kieliszka i bierzemy krótki oddech – instruuje nas Ibolya.

Dopiero wtedy możemy nabrać łyka wina. Przez usta wciągamy odrobinę powietrza, aby rozprowadzić wino po całym języku.

W ten teatralny sposób degustujemy wino, a właściciel winiarni rozlewa kolejne trunki. To typowe dla Węgier to "Bycza krew" (Egri Bikavér), czyli czerwone wytrawne wino. Pasuje do ostrych, mięsnych dań. Za to "Tokaj" to rześki, mineralny biały trunek; można go pić na chłodno; idealny do ryb, drobiu i lekkich sałatek. Jest też słodkie wino o nazwie "Aszú", czyli wino deserowe. Pije się je do serów i ciast.

logo
Eger. Fot.Klaudia Sobczyk/naTemat

Polacy wracają na Węgry

Choć od złotych czasów Węgier jako kierunku uwielbianego przez Polaków minęło wiele lat, okazuje się, że nasze drogi wcale nie rozeszły się na zawsze. W 2026 roku w świecie polityki nastają duże zmiany, a Węgry chcą wzmacniać współpracę z Polską i Zachodem. Kraj rozwija się także turystycznie, a Polacy powoli do niego wracają. W 2026 roku stanowimy trzecią nację, która najczęściej odwiedza ten kraj.

Zdaje się, że mimo wszystko jest nam ze sobą po drodze. Nie bez powodu obu narodom tak dobrze znane jest powiedzenie "Polak, Węgier, dwa bratanki…". Z winiarni wszyscy wychodzimy w wesołym humorze; miedziany dzban na stole został prawie pusty.

Tekst powstał po wyjeździe prasowym zorganizowanym przez Hunguest Hotels i Public Dialog.