Za autentyczne przeżycia w wiosce Clovelly trzeba słono zapłacić
Clovelly to malownciza wioska w Anglii Fot. Arlind Photography/Shutterstock

Mieszkańcy żyją bez samochodów, a towary transportują na drewnianych saniach. Brzmi jak bajka? Owszem, ale dobrze skalkulowana. Za przekroczenie jej granic turyści muszą słono zapłacić.

REKLAMA

W czasach, gdy europejskie kurorty pękają w szwach, turyści uciekają od zgiełku i tłumów. Chą być z dala od zjawiska, w którym nadmierna turystyka dewastuje życie lokalnych społeczności. Coraz częściej zależy nam na autentycznych miejscach i przeżyciach. Wielu turystów decyduje się zejść z utartych szlaków, decydując się np. na podróż do odległych zakątków Azji. A jednym z miejsc, które przyciąga wielu podróżnych pragnących "autentyczności" w Europie, jest położona w Anglii osada Clovelly.

Malownicze kamienne domki, port, szum fal i brak samochodów, a zamiast kurierów sanie i wózki służące do transportu. Wioskę Clovelly reklamuje się jako "zastrzymane w czasie" miejsce, które przyciąga turystów pragnących doświadczyć "spokojnego tempa życia".

Wioska z jednym właścicielem. Do Clovelly ściągają tysiące turystów

Niewiele osób wie, że Clovelly to jedna z nielicznych całkowicie prywatnych wiosek w Wielkiej Brytanii. Średniowieczna osada od 1738 roku znajduje się w rękach jednej rodziny, a jej obecnym właścicielem jest John Rous, potomek dawnych nabywców, który zarządza miejscowością. Niespełna 500 mieszkańców to w rzeczywistości lokatorzy na jego ziemi.

Co to oznacza dla turystów? Aby doświadczyć obcowania z "autentyczną Anglią" trzeba kupić bilet. Wstęp na teren Clovelly kosztuje dorosłego turystę blisko 11 funtów (ok. 55 zł), a za dziecko trzeba zapłacić ponad 6 funtów. Choć system opłat został wprowadzony w celu renowacji zabytków i utrzymania terenu, dziś wieś odwiedza ponad 150 tysięcy ludzi rocznie, generując duże zyski.

Podobny mechanizm znamy choćby z Włoch, gdzie Wenecja podwyższa opłaty dla turystów w 2026, a pobyt będzie słono kosztować jeszcze bardziej. W lecie turyści mogą zwiedzać Clovelly codziennie od 9:00 do 17:00. Zimą wioska jest dostępna między 10:00 a 16:00.

Autentyczna wioska. Możemy tam wejść tylko w określonych godzinach

Promocja Clovelly jako miejsca, gdzie "czas się zatrzymał", ma w sobie sporo marketingowego uroku, który skutecznie przyciąga kolejnych odwiedzających. Nie pozostaje jednak bez sprzeczności.

Choć turyści zachwycają się brakiem aut, a w warsztatach rzemieślniczych mogą poczuć się jak w średniowieczu, (niczym zapaleńcy z Podkarpacia, którzy zbudowali wioskę fantasy), współczesność i tak upomina się o swoje w najmniej oczekiwanym momencie. Strome, śliskie podejścia pod klif potrafią wykończyć nawet najbardziej wysportowanych miłośników podróży, a w porcie na zmęczonych turystów czeka... Land Rover. Za odpowiednią opłatą terenówka wywozi gości z powrotem na szczyt.

Autentyczność na sprzedaż. Czy o to chodzi w podróżach?

Clovelly bez wątpienia zachwyca architekturą i brakiem wszechobecnych reklam; dodatkowo dba się tutaj o dziedzictwo bardziej niż w wielu popularnych kurortach. Pod tym względem przypomina nieco Bibury, czyli najbardziej malowniczą wioskę w Anglii, również oblegany przez fotografujących turystów cel pielgrzymek w Cotswolds.

Warto jednak pamiętać, że przekraczając jego bramy, nie wchodzimy do żywej historii, ale do "parku", w którym autentyczny styl życia stał się po prostu sprzedającym się towarem. Pokazuje to dobitnie, że overtourism to rosnący problem, a wybryki turystów na wakacjach zmuszają takie miejsca do coraz bardziej restrykcyjnej polityki wstępu. Warto zadać sobie pytanie, czy o taką właśnie autentyczność chodzi nam w podróży.