Patryk Jaki
Immunitet Jakiego zagrożony po raz kolejny. Co grozi mu za sterowanie awansami w Służbie Więziennej? Fot. Shutterstock

Patryk Jaki ma dosyć specyficzne poczucie humoru. Wniosek o uchylenie mu immunitetu nazwał "jednym z najśmieszniejszych" i "jednym z najgłupszych" w historii III RP. Polityk wobec zarzutów obrał ciekawą linię obrony. Według "jednego z liderów konkurencyjnej partii" jak sam się określa, rząd wykorzystuje wniosek, by przykryć realne problemy.

REKLAMA

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek skierował do Parlamentu Europejskiego wniosek o uchylenie immunitetu europosła Patryka Jakiego. Pismo uzasadnione jest działaniami poznańskiej prokuratury, która podejrzewa polityka z Prawa i Sprawiedliwości o przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków związanych z funkcją sekretarza stanu w ministerstwie sprawiedliwości.

"Materiał dowodowy wskazuje na bezprawne i ręczne sterowanie polityką kadrową" – poinformował na X Waldemar Żurek.

Wezwany do tablicy polityk z PiS zdecydował się na skomentowanie zdarzenia: – Został złożony wniosek o ściągnięcie mi kolejnego już immunitetu i tym razem zatrzymanie, ale tak naprawdę tutaj nie chodzi o zatrzymanie mnie – rozpoczął swoją wypowiedź Patryk Jaki, by szybko wskazać, kogo w rzeczywistości pragnie "szkalować" rząd: – Oni, gdyby mogli, to tak naprawdę zatrzymaliby i aresztowali mieszkańców Krakowa, narzekających lekarzy czy wszystkie problemy, które w tej chwili mają – zauważa europoseł, odnosząc się m.in. do przegranego przez kandydata KO referendum w Krakowie.

– Ten wniosek, który przedstawili, to jest jeden z najśmieszniejszych, jeden z najgłupszych wniosków w historii III Rzeczpospolitej – skwitował sytuację były podwładny poszukiwanego przez prokuraturę Zbigniewa Ziobro.

Czego dotyczy sytuacja "najśmieszniejszego" wniosku w historii III RP?

Sprawa dotyczy powołania mjr. Marcina Strzelca na stanowisko zastępcy Dyrektora Generalnego Służby Więziennej. Urzędnik miał wykorzystywać państwowy sprzęt do realizacji zleceń jego prywatnej firmy.

Marcin Strzelec pozostawał pod parasolem ochronnym Jakiego, pomimo interwencji sygnalistów. W 2017 roku odbyło się prokuratorskie śledztwo, które było wynikiem zawiadomienia ze strony związkowców Służby Więziennej.

Jak podaje TVN24, Patryk Jaki miał nie tylko mianować Marcina Strzelca na stanowisko zastępcy dyrektora jednego z biur Służby Więziennej, ale też delegować go do pełnienia służby jako głównego specjalisty w Wydziale do spraw Służby Więziennej Departamentu Wykonywania Orzeczeń i Probacji.

Co więcej, polityk uniewinnił Marcina Strzelca od zarzutów związanych z wykorzystaniem sprzętu państwowego w celach prywatnych, a w 2018 roku wystartowała Szkoła Wyższa Wymiaru Sprawiedliwości utworzona przez Zbigniewa Ziobrę. Jej rektorem został właśnie Marcin Strzelec.

Dalsza część artykułu poniżej.

Według prokuratury działania ze strony wiceministra sprawiedliwości (tj. delegowanie, przeniesienie z urzędu, oddelegowanie oraz odwołanie z oddelegowania) nie były uzasadnione, a służyły zapewnieniu funkcjonariuszowi wyższego uposażenia.

Stawka jest wysoka, bo zarzuty związane są z artykułem 231. Kodeksu karnego "Nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego". Za dopuszczenie się czynu przekroczenie uprawnień dla korzyści majątkowej lub osobistej (a taki wariant sugeruje minister sprawiedliwości), grozi europosłowi do 10 lat pozbawienia wolności.

Patryk Jaki twierdzi, że nie ma nic do ukrycia

Ja bym się zrzekł tego immunitetu, tylko w Parlamencie Europejskim nie ma takiej możliwości – zaznacza europoseł. – Dobrowolnie jestem w stanie stawić się na przesłuchanie nawet jutro, zaproponuję również to, że mogę przekazać swój paszport, proszę bardzo – zadeklarował polityk w trakcie konferencji prasowej.

Z kolei w swoim oświadczeniu na X Patryk Jaki wyjaśnił motywacje swoich działań. Na początku odniósł się do kwestii tego, czy na jego nadużyciu państwo mogło stracić: "Funkcjonariusz został przeniesiony z ze stanowiska z-cy komendanta na stanowsko z-cy dyrektora. To są stanowiska równoległe więc państwo nic na tym nie straciło".

Polityk stwierdził też, że stanowisko zastępcy dyrektora istnieje od 30 lat (prokuratura twierdzi, że zostało ono powtórnie utworzone), a także, że nie znał Marcina Strzelca przed służbą.