
Donald Tusk zabrał głos przed głosowaniem ws. wotum nieufności wobec ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego. Swoje wystąpienie premier zaczął jednak od zupełnie innego tematu. W ostrych słowach odniósł się do emocji podsycanych ostatnio przez prawą stronę sceny politycznej.
– Mówię o tym, co się dzieje w ostatnich dniach, tygodniach, ale w ostatnich dniach nabrało to szczególnie mocnej barwy. To, co się dzieje w niektórych mediach, to, co się działo wczoraj tutaj na sali sejmowej, próbkę tego też mieliśmy dzisiaj w wykonaniu pana posła Kowalskiego – stwierdził Donald Tusk w Sejmie w środę po południu.
Polityk wskazuje, że obecny dyskurs polityczny w mediach i na sali sejmowej przypomina ten, który "zapisał się czarnymi kartami w historii Europy": – Mówię tutaj o swoistym polowaniu. Takim polowaniu, którego byliśmy świadkami tu w Europie w ostatnich 150 latach wielokrotnie. To polowanie z reguły kończyło się katastrofą.
Jaką katastrofę ma na myśli premier? – Taką katastrofą dziejową, jaką była np. II wojna światowa – oświadczył polityk.
Donald Tusk ostrzega przed radykalną polityką
– Wy uważacie, że ludzie o pochodzeniu, które nie jest 100 proc. czyste, nie wiem, kto to kryterium będzie sprawdzał, chętni wśród was są, ale wy uważacie, że tacy ludzie nie powinni pełnić ról w życiu publicznym Polski – zauważył premier.
Polityk negatywnie ocenił taką perspektywę, powołując się na "podejrzane" postacie historyczne, takie jak Kopernik, Chopin, Kościuszko, Piłsudski, a nawet na całą dynastię Jagiellonów.
– Panie Antoni idź pan tam i zburz kolumnę Zygmunta III Wazy, bo to był Szwed – zasugerował szef Rady Ministrów wiceprezesowi PiS, Antoniemu Macierewiczowi. – Nie zwlekajcie ani chwili. Lustrujcie ich. Sprawdźcie, czy mieli polskie korzenie – ironizował w swoim przemówieniu Donald Tusk.
Słowa premiera są następstwem publicznych ataków na osoby pochodzenia ukraińskiego
Wypowiedź Donalda Tuska dotyczy tych dziennikarek i polityków, którzy ostatnimi czasy publicznie pytali "jak to jest możliwe, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim jest wiceministrem w polskim rządzie". Jak wspominaliśmy w naTemat.pl, wcześniej na takie zachowania mocno reagował także marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Jedną z takich sytuacji była wypowiedź Przemysława Czarnka, który w swoim przemówieniu w Sejmie we wtorek określił przedstawicieli rządu jako "zdrajców narodu polskiego", by później zażądać przerwy w obradach i zwołania konwentu seniorów.
Konwent miał dotyczyć "wyjaśnienia sprawy, dlaczego w tym rządzie dalej są Ukraińcy obrażający Polaków".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Kolejne kontrowersyjne słowa w trakcie sejmowych obrad z 9 czerwca padły z ust byłego posła PiS, Janusza Kowalskiego: – Złożyłem zapytanie dotyczące ukrainizacji w administracji publicznej. Wczoraj otrzymałem maila od pani Barbary Nowackiej. (...) Tego maila wysłała mi chyba Ukrainka, bo nie ma polskiego nazwiska ani imienia. Ilu obcokrajowców pracuje u pani w ministerstwie – pytał poseł.
Trudna sytuacja na linii Ukraina-Polska i kontrowersyjna wypowiedź wiceministra
Sprzeciw środowisk związanych z Prawem i Sprawiedliwością spowodowany jest m.in. słowami Andrzeja Szeptyckiego, wiceministra nauki, który ma korzenie ukraińskie.
W wywiadzie dla TOK FM politolog związany z Polską 2050 stwierdził, że UPA walczyła o niepodległość Ukrainy i to "trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni". Jak określiła to szefowa partii, do której należy wiceminister, jego wypowiedź była "superniefortunna". Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w rozmowie z RMF FM wykluczyła możliwość dymisji wiceministra.
Niefortunna wypowiedź padła w tle sporu dyplomatycznego związanego z nadaniem imienia "bohaterów UPA" jednej z jednostek ukraińskiej armii przez Wołodymyra Zełenskiego.






