Maja Chwalińska
Maja Chwalińska oficjalnie z dziką kartą na Wimbledonie Fot. Screen z YouTube / Roland Garros

Organizatorzy Wimbledonu ogłosili we wtorek listę zawodników, którzy otrzymają dziką kartę na zbliżający się turniej wielkoszlemowy. Oficjalnie można się cieszyć, bo wśród wytypowanych nazwisk znalazła się Maja Chwalińska. A co w takim razie z siostrami Williams?

REKLAMA

Nazwisko Mai Chwalińskiej nie schodzi z ust Polaków, odkąd przeszła sensacyjną drogę do finału Roland Garros. Na horyzoncie czeka już jednak kolejny turniej wielkoszlemowy – Wimbledon. Aby zagrać w nim bez kwalifikacji, Polka potrzebowała specjalnej przepustki, tzw. dzikiej karty, której przyznawanie bywa owiane tajemnicą, a obecnie miały starać się o nią także inne legendarne gwiazdy kobiecego tenisa. Teraz jednak sprawa stała się już jasna i fani mogą odetchnąć z ulgą.

Maja Chwalińska otrzymała dziką kartę

We wtorek 16 czerwca organizatorzy Wimbledonu oficjalnie przekazali listę zawodników, którym przyznane zostały dzikie karty do gry w turnieju. Ku ogromnemu szczęściu polskich kibiców (i nie tylko), znalazło się tam wyczekiwane przez każdego nazwisko – Maja Chwalińska. Oznacza to, że nasza tenisistka oficjalnie dołącza do drabinki głównej w grze pojedynczej kobiet.

Dzikich kart dla tej kategorii było łącznie osiem. Z tej puli oprócz Mai otrzymało je 6 brytyjskich tenisistek, natomiast jedna przepustka pozostaje jeszcze do oficjalnego ogłoszenia. Zaskoczeniem dla wielu fanów jest fakt, że żadna z sióstr Williams nie otrzymała póki co dzikiej karty do gry pojedynczej, jednak przyznano im ten przywilej w kobiecej grze podwójnej, gdzie wystąpią jako para. Obecnie w tenisowym świecie spekuluje się, że jedno pozostałe, wolne miejsce w singlu ostatecznie trafi właśnie albo do Sereny, albo do Venus.

Dlaczego Polka potrzebowała specjalnej przepustki?

Przyjeżdżając na Roland Garros, Maja Chwalińska zajmowała 114. miejsce w rankingu WTA, przez co musiała brać udział w kwalifikacjach. Po awansie do finału wskoczyła na znakomitą 21. lokatę, co w normalnych okolicznościach oznaczałoby bezproblemowy start w głównej drabince Wimbledonu. Niestety, ranking decydujący o bezpośrednim awansie na brytyjskie korty został zatrzymany jeszcze przed rozpoczęciem Rolanda Garrosa, kiedy Polka znajdowała się poza pierwszą setką.

Z tego powodu zawodniczka figurowała do tej pory na liście rezerwowej. Przed nią była perspektywa kolejnych meczów kwalifikacyjnych lub właśnie otrzymanie dzikiej karty, która pozwala na bezpośredni awans z dalszych miejsc do głównej drabinki. Polski Związek Tenisowy oficjalnie zwrócił się do organizatorów turnieju z prośbą o przyznanie Chwalińskiej tego przywileju. Jak przekazywał również menedżer tenisistki Piotr Szczypka, sztab szkoleniowy czekał już tylko na ostateczną decyzję.

Zacięta walka o miejsca w głównej drabince

W londyńskim turnieju dzięki dzikiej karcie wystartuje łącznie osiem tenisistek w kategorii kobiecej gry pojedynczej. Sześć miejsc z tych przepustek zależy jednak wprost od brytyjskiej federacji tenisowej, która tradycyjnie przyznaje je raczej zawodniczkom ze swojego kraju. Oznacza to, że tylko dwie karty przydzielają bezpośrednio organizatorzy Wimbledonu i to w nich pokładana była największa nadzieja polskiego obozu.

Sytuacja była jednak dość skomplikowana, ponieważ doniesienia medialne wyraźnie wskazywały, że o przepustkę walczą w tym roku również absolutne legendy kobiecego tenisa – Venus i Serena Williams. 23-krotna mistrzyni wielkoszlemowa Serena niedawno zdecydowała się na powrót do gry i jako deblistka doczekała się już podobnego przywileju podczas turnieju w Queens. Z kolei Venus w tym roku otrzymała specjalne przepustki do głównych drabinek w Australian Open oraz w Bad Homburg.

Teraz jednak Maja Chwalińska i jej kibice mogą już spać spokojnie, ponieważ jedno z kluczowych miejsc oficjalnie należy do niej. Przypomnijmy, że turniej główny na kortach Wimbledonu startuje 29 czerwca, z kolei zmagania kwalifikacyjne rozpoczną się tydzień wcześniej.