Iga Świątek
Iga Świątek okazała w sieci wsparcie dla Mai Chwalińskiej Fot. Shutterstock.com / OSCAR GONZALEZ FUENTES

Maja Chwalińska to prawdziwe objawienie tegorocznej edycji Roland Garros. Polka już dziś zagra w finale turnieju, walcząc o swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. Polacy nieustannie ślą tenisistce gratulacje, jednak wszyscy czekali na komentarz od tej jednej osoby – Igi Świątek, która właśnie zabrała głos.

REKLAMA

W czwartek, 4 czerwca, po niezwykle zaciętej grze, Maja Chwalińska zwyciężyła w dwóch setach z Dianą Sznajder, jednocześnie awansując do upragnionego finału Roland Garros. Na paryskiej mączce nasza reprezentantka spotka się z Mirrą Andriejewą i powalczy o historyczny tytuł. Do grona kibiców wspierających Maję dołączyła właśnie nasza inna tenisowa gwiazda, Iga Świątek, która niestety w tym roku pożegnała się z turniejem na wcześniejszych etapach zmagań.

Wymowne słowo naszej liderki. Wspólna przeszłość Świątek i Chwalińskiej

Polscy kibice z niecierpliwością czekali na ten konkretny komentarz od naszej byłej liderki rankingu WTA. Idze Świątek wystarczyło zaledwie jedno słowo wsparcia, które natychmiast podgrzało i tak już gorącą atmosferę wokół jutrzejszego występu Chwalińskiej.

Iga wrzuciła na swój profil w serwisie Instagram fotografię zapowiadającą sobotnie starcie Polki z Andriejewą, podpisując ją krótkim i energicznym: "Jazda". Oznaczyła przy tym bezpośrednio Maję Chwalińską, dodając jeszcze wymowne emotikony prężącego bicepsa oraz ognia, mające dodatkowo zagrzać naszą reprezentantkę do walki.

logo

Warto przy okazji wspomnieć, że Iga i Maja to dobre koleżanki z kortu. Zawodniczki są z tego samego rocznika (2001) i od najmłodszych lat wspólnie grywały na krajowych oraz międzynarodowych arenach – zarówno przeciwko sobie, jak i ramię w ramię w turniejach deblowych.

Ich największym wspólnym sukcesem był występ w finale juniorskiego debla Australian Open w 2017 roku. Choć na pewnym etapie dorosłej kariery ich sportowe ścieżki mocno się rozeszły, to obecne wsparcie pokazuje, że łącząca je więź wciąż pozostaje silna.

"To jest jak marzenie". Chwalińska w poruszającej przemowie po awansie do finału

Po czwartkowym zwycięstwie na paryskim korcie Polka zabrała głos. Nie mogła uwierzyć w to, co właśnie się wydarzyło. – To jest jak marzenie, jak sen. Nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, co powiedzieć, przepraszam. Jestem po prostu bardzo szczęśliwa – mówiła.

A na pytanie, jak się czuje, wyznała: – Nie czuję się świetnie fizycznie. To bardzo wymagające, żeby grać przeciwko najlepszym na świecie dzień po dniu. Ale to Wielki Szlem, więc trzeba dawać z siebie wszystko. Nie narzekam.

Prowadzący był też pod wrażeniem spokoju, jaki prezentowała na korcie polska tenisistka. – Nie zawsze taka jestem. Czasem jestem też szalona. Próbuję zachować spokój, bo wtedy gram swój najlepszy tenis, ale wewnątrz mnie jest burza – przyznała.

Nie mogło też nie paść pytanie o kolejną rywalkę Mirrę Andriejewą, z którą Chwalińska powalczy w finale. Czy ma jakąś specjalną strategię na ten mecz? – Zagrałam tu chyba osiem meczów, albo więcej (dziewięć – przyp. red.). Nie mam sekretów. Oglądałam mecz Mirry w półfinale, grała świetnie. To niesamowita zawodniczka. Ale dam z siebie wszystko – odpowiedziała Chwalińska.

Na koniec przypomniano, że jest pierwszą kwalifikantką w erze open, która dostała się do finału imprezy w Paryżu. – Dajcie się teraz pocieszyć tą chwilą. Postaram się trochę odpocząć i cieszyć się tym, i zregenerować, żeby dać z siebie wszystko w finale – podsumowała Polka, która sporo zarobi na swoim niesamowitym występie we francuskim turnieju.

Wielki finał już w sobotę. Czy Polka sięgnie po trofeum?

Wielki finał singla kobiet odbędzie się już w sobotę 6 czerwca, punktualnie o godzinie 15:00. Maja Chwalińska stoczy ostateczną bitwę z Mirrą Andriejewą, która obecnie plasuje się na wysokiej, 8. pozycji w światowym rankingu WTA.

Jednak jak doskonale wiemy z przebiegu tegorocznego turnieju, Polka radzi sobie z topowymi zawodniczkami ze ścisłej czołówki po prostu wybitnie, odprawiając z kwitkiem kolejne faworytki. Wszystkim kibicom nad Wisłą pozostaje mocno trzymać kciuki i wierzyć, że ponownie będziemy świadkami pięknej, polskiej historii!