Ryanair stworzył strefę dla dzieci. Zapłacę, żeby jej uniknąć
Ryanair dostosował się do regulacji UE. I tak przez przypadek powstała strefa dla dzieci Fot. Surachet Jo/Shutterstock

Unia Europejska namieszała nowymi przepisami. Niektóre nie mają żadnego sensu, inne nie zmieniają niczego, a jeszcze inne tylko utrudnią nam życie zamiast je ułatwić. Paradoksem jest na przykład przyznawanie rodzicom miejsc obok dzieci. Ryanair już wie, jak to rozwiąże.

REKLAMA

Nowe zasady w lotnictwie miały pomóc konsumentom, a w praktyce wywołują śmiech na sali. Idealnym przykładem jest obowiązek podawania ceny biletu z bagażem rejestrowanym, który ma tuszować nieudolność starań o darmową walizkę dla każdego. W cyrk albo przedszkole zaczyna się zamieniać także obowiązujący od dawna przepis o darmowym miejscu dla dziecka obok rodzica. Ryanair stworzy dla nich specjalną strefę, której będę starała się unikać.

Ryanair wyśmiał kolejne zmiany w prawie lotniczym. Tym razem poszło o miejsca dla dzieci

Kwestia tego, że za wybór konkretnego miejsca w samolocie trzeba dodatkowo zapłacić, była chyba solą w oku unijnych polityków. W końcu rozrzucanie grup znajomych po całej maszynie jest już klasyką, z której większość z nas raczej się śmieje, niż widzi w tym realny problem. Ostatecznie wiadomo przecież, że Polak potrafi, więc na fotele szybko się wymieni.

Największe oburzenie wśród europarlamentarzystów budziło rozdzielanie rodzin z dziećmi w samolocie. I tu akurat mieli rację, więc już lata temu wprowadzili obowiązek darmowego przydzielania fotela dla dziecka obok rodzica. Ryanair znalazł na to sprytny sposób. Rodzic za wybór miejsca musiał zapłacić, a cała jego gromadka (do czworga dzieci) otrzymywała w pakiecie miejsca obok niego za darmo.

To jednak unijnym politykom się nie podobało (w końcu nadal rodzic musiał zapłacić ok. 19 zł w najtańszej opcji), więc zobowiązali przewoźników do w pełni darmowego przydziału miejsc dla rodzin z dziećmi. I na to Ryanair też znalazł sposób. Przez przypadek, dzięki dostosowaniu się do unijnych rozwiązań, irlandzki przewoźnik stworzył właśnie sektor dla rodzin z dziećmi. Pozostali pasażerowie będą skutecznie go unikać, a w dużej mierze będą robić to Polacy, którym dzieci potrafią przeszkadzać wszędzie.

Rodziny z dziećmi zapraszamy na koniec samolotu. Ryanair szybko to wykalkulował

O stworzeniu strefy tylko dla dzieci w samolocie albo odwrotnie – wolnych od dzieci, mówiło się od lat. Na taki ruch zdecydowały się tureckie linie Corendon Airlines, a zainteresowanie miejscem z dala od często płaczących lub rozrabiających brzdąców jest naprawdę duże. Po wprowadzeniu przepisów UE takie strefy dla dzieci mogą przez przypadek powstać także na pokładach europejskich przewoźników.

Ryanair wprost zapowiedział, że rodziny z dziećmi często będą lokowane na końcu samolotu w ramach swojego darmowego miejsca. Dlaczego tak? Bo wielu pasażerów już podczas odprawy płaci za to, żeby siedzieć w przedniej części maszyny (jest tam o wiele ciszej niż za silnikami). W ten sposób dla rodziców i ich bąbelków pozostaną tylko tylne, mniej lubiane sektory.

– Zgodnie z naszą zaktualizowaną polityką dotyczącą miejsc dla rodzin, rodziny mogą być zmuszone czekać aż do zakończenia odprawy, aby dowiedzieć się o przydziale miejsc, i istnieje większe prawdopodobieństwo, że zostaną umieszczone w tylnej części kabiny, ale przynajmniej CMA będzie mogła twierdzić, że zrobiła coś dla konsumentów, choć niestety większość konsumentów tego nie zauważy – stwierdził jasno Michael O'Leary.

Wyjątkowo ciekawie na lotniskach będzie, kiedy rodzina z dziećmi postanowi odprawić się jako ostatnia na dany lot. Przy pełnym obłożeniu i automatycznym przydziale miejsc może się okazać, że dla nich nie ma już foteli obok siebie, a przecież unijne prawo nakazuje, żeby takie istniały. Wtedy zaczną się przepychanki i zamiany, które doprowadzą po pierwsze do awantur, a po drugie do opóźnień samolotów. Naprawdę czekam na te wakacyjne dramy i nie omieszkam wam o nich napisać.