Grzegorz Schetyna.
Koniec milczenia w sprawie pieniędzy dla powodzian. CBA już sprawdza dokumenty. Fot. Shutterstock

Coraz więcej pytań wokół pieniędzy przeznaczonych na pomoc powodzianom. Po ujawnieniu przez "WP", że 200 tysięcy złotych trafiło do męża polityczki KO Anny Konieczyńskiej, sprawą zajęły się partyjne i państwowe instytucje. Donald Tusk zapowiedział surowe konsekwencje w przypadku potwierdzenia nieprawidłowości. Do sprawy odniósł się także Grzegorz Schetyna.

REKLAMA

Atmosfera wokół "afery powodziowej" gęstnieje. Po Donaldzie Tusku kolejni przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej zabierają głos w tej sprawie. Przypomnijmy – sprawa dotyczy Anny Konieczyńskiej, polityczki KO i wiceprezeski Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (KARR).

Według ustaleń "Wirtualnej Polski" pomoc dla powodzian w wysokości 4,5 miliona złotych miała trafić na rzecz trzech podmiotów, których nieruchomości nie znalazły się pod wodą. Tak przynajmniej wynika ze zdjęć satelitarnych i danych straży pożarnej.

Działaczka pod lupą władz partii. Członkowie KO stawiają mocne deklaracje

Najbardziej kontrowersyjnym aspektem sprawy ma być fakt otrzymania pomocy przez męża wiceprezeski KARR. Wsparcie wyniosło 200 tysięcy złotych. 11 sierpnia Anna Konieczyńska została odwołana ze swojej funkcji przez Radę Nadzorczą KARR. Jest ona również zawieszona w prawach członka Koalicji Obywatelskiej. Według Michała Jarosa, szefa struktur KO w regionie, cytowanego przez Polskie Radio, przedstawicielkę partii czeka sprawa w sądzie koleżeńskim, która ma znaleźć swoje rozstrzygnięcie w ciągu najbliższych dni.

"Nie będzie żadnych świętych krów, nie będzie omijania osób, które mogły złamać prawo" – tak do afery odniósł się z kolei Grzegorz Schetyna. Polityk wymienia instytucje, które w tym momencie zajmują się sprawą. Mają to być CBA, Bank Gospodarstwa Krajowego, Ministerstwo Rozwoju i Technologii i Prokuratura.

"Ta sprawa będzie wyjaśniona. Zrobimy wszystko, żeby niczego nie ukryć. Gwarantuję" – zadeklarował były marszałek Sejmu.

Rząd przyznaje: do naruszeń mogło dochodzić

– Jest podejrzenie, że osoby, które decydowały, rozstrzygały o tym, kto otrzymuje pomoc, ratowały swoich, w tym osoby, które najprawdopodobniej według wszelkich dostępnych danych nie ucierpiały w czasie powodzi – przyznał we wtorek premier Donald Tusk tuż przed posiedzeniem Rady Ministrów.

Szef rządu podkreślał skalę akcji pomocowej i zwracał uwagę na konieczność liczenia się z pewnymi nadużyciami w związku z szybkim tempem dystrybucji wsparcia, w tym wsparcia finansowego.

Dalsza część artykułu poniżej.

– Tylko tych indywidualnych zasiłków dla ludzi poszkodowanych powodzią wydano 62 tysiące. W takim szybkim trybie to tysiące decyzji dotyczących firm, przedsiębiorstw, dziesiątek różnych instytucji – wyjaśniał Donald Tusk.

Nie oznacza to jednak, że premier pobłażliwym okiem spogląda na zachowanie lokalnych działaczy. Wręcz odwrotnie – zapewnia on "ukaranie gorącym żelazem" każdego ewentualnego nadużycia.

– Wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian, bo takie rzeczy są w sposób tak oczywisty nie do zaakceptowania. Ktoś, kto miał władzę w ręku, żeby wydać publiczne pieniądze polskich podatników na pomoc ludziom, którzy ucierpieli, jeśli wydał je w sposób niewłaściwy, poniesie naprawdę bardzo surowe konsekwencje – deklarował polityk.