
Słowa Radosława Sikorskiego o stworzeniu "Legionu Europejskiego" wywołały reakcję Mariusza Błaszczaka. Były szef MON zarzuca rządowi, że zmierza w stronę budowy europejskich struktur wojskowych, które mogą stać się konkurencją dla NATO. Pomija jednak fakt, że podobne struktury już dziś funkcjonują, a sam Donald Trump wielokrotnie sugerował, że Europa powinna wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo.
"Ostrzegaliśmy. Dziś Sikorski mówi to już otwarcie: 'Legion Europejski'" – ostrzega we wpisie na X Mariusz Błaszczak. Polityk odniósł się do słów Radosława Sikorskiego, który w wywiadzie dla greckiego dziennika mówił o potrzebie głębszej integracji wojsk europejskich.
"Prawo i Sprawiedliwość od dawna ostrzegało, że rząd Tuska będzie zmierzał w kierunku budowania równoległych europejskich struktur wojskowych, które będą konkurencją do NATO" – przypomniał były szef MON.
Przewodniczący klubu parlamentarnego PiS zdecydowanie stawia na Donalda Trumpa: "Polska nie potrzebuje eksperymentów z unijną armią. Potrzebujemy silnego Wojska Polskiego, silnego NATO i strategicznego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi" – twierdzi polityk.
Co powiedział Radosław Sikorski? Skąd taka reakcja Mariusza Błaszczaka?
Mariusz Błaszczak odnosi się tu prawdopodobnie do wywiadu Radosława Sikorskiego dla portalu ekathimerini.com, który został opublikowany 15 sierpnia. Wicepremier faktycznie deklarował w jego trakcie, że Europa potrzebuje głębszej integracji wojskowej, w tym stworzenia międzynarodowego "Legionu Europejskiego".
Legion ten miałby stanowić uzupełnienie NATO, a nie jego konkurencję. Jednocześnie wniosek o konieczności powstania takiego tworu wynika po części ze słów samego Donalda Trumpa, który (już w trakcie pierwszej kadencji) krytykował swoich sojuszników za niewywiązywanie się z obowiązków budżetowych wobec NATO.
Donald Trump od jakiegoś czasu krytykuje europejskich przywódców i nazywa NATO "papierowym tygrysem". Radosław Sikorski w wywiadzie odniósł się także do obecnej polityki USA. – Waszyngton od lat sygnalizuje, że jego strategiczny punkt ciężkości nieuchronnie przesuwa się w kierunku Indo-Pacyfiku – mówił wicepremier.
W tej sytuacji "Legion Europejski" miałby rekrutować specjalistów z regionu, w tym z Ukrainy, by wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo regionalne (co jest zresztą – ponownie – jednym z postulatów prezydenta USA).
– Nie możemy dzwonić do Waszyngtonu za każdym razem, gdy na naszym podwórku wybucha pożar – mówił Sikorski, zaznaczając jednocześnie, że silny europejski filar ma uzupełniać NATO i wspierać wspólną obronę. Wicepremier zwracał w trakcie wywiadu uwagę także na to, że USA częściowo odwracają uwagę swoich sojuszników od Ukrainy ze względu na toczony obecnie konflikt z Iranem na Bliskim Wschodzie.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W Europie już dziś funkcjonują "alternatywne" sojusze
Kwestia "Legionu Europejskiego" przypomina trochę to, do czego odnosił się nie tak dawno były szef ukraińskich sił zbrojnych, Wałerij Załużny. Polityk (a obecnie ambasador Kijowa w Wielkiej Brytanii) w gorzkich słowach stwierdził, że dołączenie Ukrainy do NATO to "bajki", a jego kraj powinien skupić się na alternatywnych sojuszach, które mają mu zapewnić bezpieczeństwo.
Załużny przywołał tu sojusz JEF, który działa obok NATO, ale nie konkuruje z organizacją w żaden sposób. Jego członkami są Dania, Estonia, Finlandia, Islandia, Łotwa, Litwa, Holandia, Norwegia, Szwecja i Wielka Brytania.
Doktryna JEF podkreśla, że to NATO jest "ostatecznym gwarantem bezpieczeństwa Europy", zwraca jednak uwagę na to, że warto mieć możliwość szybkiego, regionalnego reagowania na zagrożenia, bez konieczności uruchamiania procedur na szczeblu transatlantyckim. JEF organizuje wspólne szkolenia, wymienia know-how i dąży do usprawnienia północnoeuropejskiej flanki NATO, ale wspiera również Ukrainę.






