Obława we włoskich kurortach
Plaża we Włoszech Fot. Jiri Sebesta/Shutterstock

Włoskie kurorty mają już dość niektórych turystów. Chociaż praktyka pozostawiania na plaży ręczników, parasoli czy innego sprzętu może wydawać się niewinna, tak naprawdę działa na nerwy nie tylko innym plażowiczom, lecz również władzom turystycznych miast. W kilku najważniejszych włoskich miejscowościach służby wysyłają na plaże specjalne patrole.

REKLAMA

Nikt, kto kładzie się spać we włoskim kurorcie, nie może być już pewien, co zastanie o świcie na brzegach Adriatyku czy Morza Tyrreńskiego. Służby ruszyły do walki z plagą tzw. furbetti dell’ombrellone, czyli "cwaniaczków", którzy zawłaszczają publiczne plaże. Każdego ranka z wybrzeży znikają ręczniki, leżaki i parasole.

Włochy mają dość wojen rezerwacyjnych

Jak podaje "Daily Express", coraz więcej włoskich kurortów ma dość tzw. wojny rezerwacyjnej. Ten, kto kiedykolwiek był na wakacjach na południu Europy, wie, jak uciążliwe są zachowania niektórych turystów. Podróżni, chcący rano skorzystać z jak najlepszych miejsc na plaży, poprzedniego dnia zostawiają na piasku ręczniki, leżaki i parasole. Wszystko po to, by kolejnego ranka cieszyć się najlepszym miejscem na plaży.

Chociaż tego rodzaju sytuacje zdarzają się już od wielu lat, w tym roku wzbudzają wyjątkowo silne emocje. W coraz większej liczbie miejsc turyści zachowujący się w ten sposób ryzykują konfiskatą swoich przedmiotów i mandatem o wysokości nawet do 500 euro (ok. 2100 zł). To kwota, która potrafi mocno namieszać w budżecie, gdy policzy się, ile kosztują wakacje we Włoszech w tym sezonie.

Nocne i poranne patrole zdarzają się w kurortach w Torre del Greco, Castellabate, Campomarino i na Sycylii. Konsekwencji nie muszą obawiać się ci, którzy wchodzą do wody na krótką kąpiel, pozostawiając za sobą ręcznik czy torbę. Celem tego rodzaju patroli jest ukaranie osób blokujących miejsce na plaży na wiele godzin. Co ciekawe, ten sam kurs przyjęły już inne europejskie kurorty, na czele z chorwacką Makarską.

Afery w nadmorskich kurortach. Plaże coraz częściej stają się polem walki

Sezon wakacyjny trwa w najlepsze, a plaże coraz częściej stają się polem konfliktu. Na łamach naTemat wielokrotnie pisaliśmy o aferach rozgrywających się w nadmorskich kurortach, a także o tym, że Włochy z przymusu pójdą śladem Grecji w kwestii płatnych plaż. W czerwcu 2026 roku na rajskiej plaży Punta Molentis w Villasimius władze miasta poszły o krok za daleko. Wprowadzono tam całkowity zakaz używania parasoli przeciwsłonecznych. Bunt plażowiczów był tak ogromny, że burmistrz musiał wycofać się ze swojej decyzji bardzo szybko.

Najbardziej zdumiewający finał miała jednak sprawa z włoskiego klubu sportowego Onde Chiare, skąd bez śladu wyparowało 300 leżaków wartych aż 45 tys. euro (ok. 195 tys. zł). Gdy właściciele spisali leżaki na straty, z drugiego brzegu morza nadeszła wiadomość od znajomej. Kobieta dostrzegła leżaki z logo włoskiego hotelu na plaży w Albanii, blisko przylądka Rodon. Wszystko wskazuje na to, że w niewyjaśniony sposób zostały one skradzione. Choć zdjęcia nie pozostawiają wątpliwości, hotel w Albanii nie pali się do zwrotu.