Jarosław Stawiarski, marszałek woj. lubelskiego
Jarosław Stawiarski nie został zatrzymany ws. Zondacrypto. Fot. Łukasz Frączek / UMWL

Afera Zondacrypto przyniosła kolejne zatrzymanie, ale także poważną wpadkę medialną. Część redakcji podała nieprawdziwą informację o zatrzymaniu marszałka województwa lubelskiego Jarosława Stawiarskiego. Do sprawy odniósł się Roman Giertych, który zasugerował, że cała sytuacja mogła być elementem "pułapki" na osobę odpowiedzialną za przecieki.

REKLAMA

5 września wieczorem TVN24 opublikowało informację o kolejnych zatrzymaniach w aferze Zondacrypto. Funkcjonariusze z CBZC i Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach na polecenie prokuratora zatrzymali Romana Ż. Nie jest on nową postacią w śledztwie ws. Zondacrypto. Prokuratura od 2019 roku oskarża go o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz pranie pieniędzy. Roman Ż. miał również prowadzić spółkę odpowiedzialną za budowę siedziby giełdy w Katowicach. Razem z Sylwestrem Suszkiem, założycielem BitBay (poprzedniczki Zondacrypto) miał ponadto kupić nieruchomość w Hiszpanii za 760 tysięcy euro.

W artykule znalazła się także informacja na temat rzekomego zatrzymania Jarosława Stawiarskiego, marszałka województwa lubelskiego związanego z PiS. Okazało się to nieprawdą. Informację powielił m.in. Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski, który miał być w kontakcie z politykiem. "Marszałek lubelski Jarosław Stawiarski z PiS zatrzymany do sprawy Zondacrypto. Byliśmy z panem Jarosławem w intensywnym kontakcie od kilku tygodni. Niestety, nie był nam w stanie w tym czasie wyjaśnić pewnych rzeczy. I chyba już nie zdąży" – tak brzmi fragment treści usuniętego przez Jadczaka wpisu na X.

Dementi w tej sprawie wydała Prokuratura Krajowa. "Informacja o zatrzymaniu marszałka województwa lubelskiego Jarosława Stawiarskiego w śledztwie dotyczącym Zondacrypto jest nieprawdziwa" – czytamy w jej krótkim oświadczeniu na X.

Do sprawy odniósł się również Stawiarski. "W związku z podanymi przez część mediów informacjami o moim zatrzymaniu w sprawie Zondacrypto, stanowczo zaprzeczam, by doszło do takiej czynności" – napisał w mediach społecznościowych. Polityk w oświadczeniu opublikowanym na Facebooku twierdzi, że jest jedną z osób pokrzywdzonych działaniami Przemysława Krala.

Jednocześnie Jarosław Stawiarski poinformował, że 28 sierpnia złożył w prokuraturze zeznania w charakterze świadka i zapowiedział, że jeśli istnieje konieczność ich uzupełnienia, to stawi się w dogodnym dla organów ścigania terminie.

Jarosław Stawiarski nie został zatrzymany. Dziennikarze przepraszają

Niedługo po tym, jak informacja obiegła media, Patryk Michalski z TVN24 usunął pierwotny artykuł i zamieścił przeprosiny. "Przepraszam, wrzuciłem tu link do artykułu i informacji o zatrzymaniu marszałka województwa lubelskiego. Marszałek zapewnił w rozmowie z 'Jawnym Lublinem', że nie jest zatrzymany i jest na meczu. Usunąłem wcześniejszy wpis i załączam zaktualizowany tekst" – czytamy w jego wpisie na X.

Do sprawy odniósł się na X Robert Zieliński z TVN24. Dziennikarz przytoczył stanowisko umieszczone na stronie portalu: "Z pierwszych informacji, do których dotarliśmy, wynikało, że zatrzymany miał być również marszałek województwa lubelskiego i były poseł PiS. Informacja ta nie potwierdziła się", a także zamieścił prywatne przeprosiny: "Osobiście przepraszam najbardziej zainteresowanego oraz widzów i czytelników TVN24 za przekazanie niesprawdzonej informacji".

Szymon Jadczak również zamieścił krótkie oświadczenie: "Podałem za TVN24 informację o zatrzymaniu marszałka województwa lubelskiego Jarosława Stawiarskiego. Informacja się nie potwierdziła. Przepraszam pana Marszałka, redakcję i czytelników".

Dalsza część artykułu poniżej.

Roman Giertych mówi o "pułapce"

Ciekawą perspektywę na tę sprawę ma obecny adwokat Przemysława Krala. "No i pewnie pułapka się udała i prokuratura ustaliła źródło przecieku. Gratulacje" – czytamy we wpisie Romana Giertycha na X. Polityk twierdzi, że "przecieki z tego śledztwa stanowiły realne zagrożenie dla osób w nim biorących udział, w tym dla adwokatów".

Roman Giertych zauważył też, że "osoba, która wynosiła informacje ze śledztwa, powinna pójść siedzieć". Polityk pośrednio sugeruje więc, że służby mogły wykorzystać mechanizm tzw. pułapki kanarkowej – przygotowania kilku wersji poufnej informacji, by ustalić, kto odpowiada za jej ujawnienie.