Karol Nawrocki
"Możemy oddać terytorium" – wpis na profilu prezydenta wywołał burzę. Tusk żąda usunięcia posta Fot. Grzegorz Jakubowski / KPRP

Cytat z przemówienia Karola Nawrockiego wycięty z kontekstu i opublikowany na oficjalnym koncie Kancelarii Prezydenta wywołał polityczne i dyplomatyczne trzęsienie ziemi. Premier Donald Tusk wprost zażądał skasowania posta, a minister sprawiedliwości pytał o niezdolność do sprawowania urzędu.

REKLAMA

"Pomyłka?", "Trwała niezdolność do sprawowania urzędu?" – rządzący nie zostawili na głowie państwa suchej nitki. W odpowiedzi współpracownicy Karola Nawrockiego wyzywają ministrów od ignorantów, zaciekle broniąc historycznego sensu wypowiedzi. Podniosła metafora z okazji rocznicy 17 września zamieniła się w wizerunkową katastrofę.

Fatalne zdanie na oficjalnym profilu. Niefortunna metafora Karola Nawrockiego

W rocznicę agresji sowieckiej na Polskę z 17 września na oficjalnym koncie Kancelarii Prezydenta RP na platformie X pojawiła się relacja z wizyty Karola Nawrockiego we Włodawie. Wpis zawierał bezpośredni cytat z przemówienia głowy państwa: "Jesteśmy narodem, który może utracić terytorium, ale nigdy nie stracimy duszy; możemy oddać terytorium, ale nigdy nie oddamy naszej Ojczyzny".

W zamysłu autora wypowiedź miała stanowić nawiązanie do 123 lat zaborów oraz II wojny światowej. Jednak pozbawione tła historycznego zdanie wrzucone do sieci w realiach napięć geopolitycznych przy wschodniej granicy wywołało gwałtowną reakcję.

Dyplomatyczna wpadka czy historia zmartwychwstała? Pałac w ogniu krytyki

Wycięty z tła historycznego cytat o możliwości utraty ziemi trafił na światowe serwery. Eksperci ds. obronności ostrzegają, że oficjalne komunikaty głowy państwa są czytane przez obce wywiady i potencjalnych adwersarzy bez znajomości polskich realiów.

Przemówienie z Włodawy miało przypomnieć o agresji ZSRR z 1939 roku, ale Kancelaria Prezydenta zaserwowała w sieci zdanie, które wstrząsnęło opinią publiczną.

Starcia w sieci. Rząd i eksperci kontra Pałac Prezydencki

"Nie zamierzamy oddać ani skrawka naszego terytorium. Proponuję skasować ten wpis" – napisał Donald Tusk. Waldemar Żurek pytał o art. 131 Konstytucji RP: "Czy to skrajna głupota, czy trwała niezdolność do sprawowania urzędu?". "To musi być pomyłka. Pomyłka, prawda?" – drwił Adam Szłapka, rzecznik rządu. Błażej Poboży i Rafał Leśkiewicz z kancelarii Nawrockiego odgryzali się, twierdząc, że krytycy prezydenckiego wpisu są "historycznymi ignorantami i dyletantami".

Bartłomiej Wypartowicz z Defence24 przytomnie zauważył, że "Takie tweety bez kontekstu czytają zagraniczni dziennikarze i nasi adwersarze". Słowem: jest to realne zagrożenie dyplomatyczne i pożywka dla obcej propagandy.

Spór o politykę wschodnią trwa od miesięcy

Zderzenie Pałacu z rządem w sprawach zagranicznych nie jest nowe. Dwa dni przed rocznicą Sikorski wysłał Nawrockiemu wiadomość z Kijowa, apelując o podpisanie nominacji ambasadorskiej dla pracującego pod bombami dyplomaty. W odpowiedzi usłyszał zarzut "nieczystej gry politycznej".

Komunikacyjny niewypał w czasie wojny za granicą

Problem z wpisem Kancelarii Prezydenta sięga znacznie głębiej niż tradycyjna przepychka między rządem a Pałacem. W momencie, gdy przy polskiej granicy spadają rosyjskie drony, a państwo podrywa myśliwce i wysyła alerty RCB, oficjalny profil szefa państwa i Zwierzchnika Sił Zbrojnych nie może publikować zdań o "możliwości oddania terytorium".

Kontekst tych dni był wyjątkowo poważny. W niedzielę rosyjski dron uderzył w pociąg Kijów-Warszawa zaledwie dwa kilometry od polskiej granicy, a Tusk na odprawie w RCB bez ogródek mówił, że eskalacja ze strony Rosji stała się faktem.

Podobne incydenty dotykają kolejnych państw sojuszu. Drony nad dwoma krajami NATO – Estonią i Rumunią – zmuszały władze do ogłaszania alarmów, a jeden z bezzałogowców leciał wprost na miasto przy granicy z Rosją.

Każde takie zdanie to gotowy materiał dla propagandy

Ostrzeżenia ekspertów mają solidne podstawy. Dezinformacja po ataku dronów rusza zwykle w ciągu kilku godzin i żywi się właśnie wyrwanymi z kontekstu cytatami polityków, nagraniami bez związku ze zdarzeniem oraz podważaniem komunikatów wojska.

Choć intencją Nawrockiego była historyczna podniosłość, służby prasowe KPRP popełniły podstawowy błąd w sztuce: podały w przestrzeń międzynarodową tekst, który bez tła 1939 roku brzmi jak słabość kapitulacyjna. W efekcie zamiast powagi rocznicy 17 września, Polska otrzymała wielogodzinną karuzelę polityczną i wizerunkowy strzał w stopę na oczach analityków z całego świata.