Włodzimierz Czarzasty
Nazywają go "starym komuchem", pochwalił Nawrockiego. Nikt się tego nie spodziewał Fot. Piotr Tracz / Kancelaria Sejmu

Po entuzjastycznym wpisie Donalda Trumpa o "odważnym przyjacielu Karolu", marszałek Sejmu złożył zaskakującą deklarację. Zamiast partyjnej złośliwości, Polacy zobaczyli rzadki pokaz państwowego myślenia.

REKLAMA

Karol Nawrocki regularnie nie szczędzi Włodzimierzowi Czarzastemu politycznych obelg i odsądza go od czci i wiary. Nazywał go już "postkomunistycznym reliktem", "marszałkiem WC", człowiekiem tkwiącym w "PRL-owskim systemie komunistycznym". Nie tylko zwolennicy, ale i posłowie prawicy zwykle mawiają o nim "stary komuch". Czarzasty nie pozostaje dłużny, ale jak się okazuje w sprawach zasadniczych potrafi wznieść się ponad podziały.

Czarzasty odpowiada z klasą. RIGCZ marszałka Sejmu

Donald Trump pochwalił prezydenta za batalię o bazę USA.

"Dzięki odważnemu przywództwu mojego przyjaciela, Karola Nawrockiego, prezydenta Polski, poczyniono znaczne postępy w kierunku utworzenia bazy armii amerykańskiej w Polsce. Jeśli tak się stanie, lokalizacja zostanie wkrótce ogłoszona. Będzie to historyczny krok dla naszego Wielkiego Sojuszu amerykańsko-polskiego" – napisał Donald Trump na portalu Truth Social.

Zamiast wyśmiewania "przyjaźni" Nawrockiego z Trumpem, Włodzimierz Czarzasty na antenie TVN24 zaprezentował czysty RIGCZ (Rozum i Godność Człowieka). Pytany o wpis amerykańskiego prezydenta chwalący "odważne przywództwo" polskiej głowy państwa, lider Nowej Lewicy uciął partyjne pyskówki.

– No i dobrze. Bo jesteśmy w takiej sytuacji, że bez względu na to, kto dokłada cegłę do tego, że Polska będzie bezpieczniejsza i ludzie będą się czuli bezpieczniej, to jest dobry kierunek. Jeżeli rękę do tego dołożył pan prezydent Nawrocki, jeżeli rękę dołożył pan Kosiniak, pan premier Tusk, minister Sikorski, chwała każdemu z nich – oświadczył marszałek Sejmu.

Baza "Fort Trump" czy wycofywanie wojsk z Europy?

Czarzasty zachował przy tym coś w guście chłodnego realizmu, przypominając, że z USA padały już niezrealizowane zapowiedzi (jak wstrzymana rotacja 5 tysięcy żołnierzy), ale życzył powodzenia nadchodzącej misji Władysława Kosiniaka-Kamysza w Waszyngtonie.

Kiedy Donald Trump ogłosił "wspaniałe wieści" i przypisał Nawrockiemu zasługi w postępach nad utworzeniem stałej bazy wojsk USA w Polsce, marszałek Sejmu nie wszedł w rolę obrażonego krytyka. Zamiast rewanżu zaprezentował polityczny pragmatyzm (czy, mówiąc językiem sieci, RIGCZ): jeśli coś służy bezpieczeństwu, chwała każdemu – od Nawrockiego, przez Tuska, po Kosiniaka-Kamysza i Sikorskiego.

Ten spokój wynika jednak z faktu, że Czarzasty doskonale wie, jak wygląda geopolityczna rzeczywistość i ile ważą wpisy na amerykańskich portalach.

Gdzie realnie stanęłaby amerykańska baza

Prace koncepcyjne rzeczywiście trwają. Baza USA w Polsce jest coraz bliżej, we wrześniu amerykańska delegacja objeżdżała potencjalne lokalizacje. Warunek jest jednak jeden: musi to być zachód kraju, poza zasięgiem rosyjskiej artylerii i dronów.

Według nieoficjalnych ustaleń stała baza wojsk USA w Polsce miałaby powstać we Wrocławiu lub Oleśnicy, a planami rezerwowymi pozostają Wielkopolska i Pomorze. Kluczowym atutem jest przebudowa wrocławskiego lotniska, zdolnego przyjąć największe amerykańskie transportowce.

Fundament pod te rozmowy położono wcześniej. Gdy latem stała baza US Army w Polsce dostała "zielone światło", Pentagon odpowiedział pozytywnie na polski list, ale otwarte zostało pytanie, kto poniesie koszty inwestycji liczonej w miliardach złotych.

Deklaracje Waszyngtonu kontra rewizja strategii obronnej

Ekscytacja Pałacu Prezydenckiego wpisem Trumpa zderza się z potężnym znakiem zapytania, jaki od miesięcy wisi nad amerykańską strategią obronną. W Waszyngtonie równolegle toczy się bowiem twarda dyskusja o rewizji amerykańskiego zaangażowania na Starym Kontynencie.

Z USA jednocześnie płyną deklaracje o stałej bazie armii USA i zapewnienia o "odważnym przywództwie" Nawrockiego. A z drugiej strony mamy zapowiedzi o redukcji liczebności wojsk USA w Europie, zmianę wektora na Pacyfik, presję na Europę ws. wydatków.

Właśnie do tego wygasłego zapału USA nawiązał Czarzasty na antenie TVN24. Przypomniał, że ze strony Waszyngtonu padały już konkretne obietnice – choćby wysłania do Polski dodatkowych 5 tysięcy żołnierzy po wstrzymanej wcześniej rotacji – z których do dziś nic nie wyszło.

Już wtedy komentatorzy studzili nastroje. Gdy Trump obiecywał Polsce 5 tys. żołnierzy z USA, lepiej było zaczekać z otwieraniem szampana – o decyzji prezydenta Pentagon dowiedział się z mediów, a nikt nie potrafił wskazać, skąd te siły miałyby zostać przerzucone.

"Stała baza" znaczy w Pentagonie coś innego

Samo pojęcie "stałej bazy" (ang. permanent base) jest w amerykańskim leksykonie wojskowym niezwykle kosztowne i rzadkie. Większość sił USA w Polsce przebywa na zasadzie stałej obecności rotacyjnej (ang. persistent rotational presence). Tymczasem w kręgach doradców Trumpa nie brakuje głosów nakazujących wycofywanie amerykańskich ciężkich brygad z Europy i przerzucanie ciężaru finansowego na państwa NATO.

Rezerwa marszałka Sejmu jest więc dość trzeźwą oceną sytuacji. Testem prawdy nie będzie post na platformie X, lecz zaplanowana wizyta szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza w USA. To tam zapadną decyzje, czy deklaracje Trumpa to realny papier pod inwestycje infrastrukturalne, czy tylko wirtualny prezent polityczny wygenerowany na potrzeby bieżącej walki w Warszawie. I ile ważą słowa Trumpa o wielkiej przyjaźni z Nawrockim.