Donald Tusk
Od koszulki po Kongres w Katowicach. PiS nie ustaje w próbach przylepienia Tuskowi afery Zondacrypto Fot. KPRM / Flickr

Najpierw było zdjęcie z koszulką Lechii Gdańsk, teraz zawiadomienie do prokuratury za udział w Europejskim Kongresie Gospodarczym. Politycy PiS wpadli w popłoch ws. afery Zondacrypto. Gdy ich ludzie trafiają do aresztów lub uciekają z kraju, PiS oskarża Donalda Tuska o... przyjęcie korzyści z tytułu sponsoringu imprezy branżowej.

REKLAMA

Michał Wójcik i Marcin Warchoł zawiadamiają Prokuraturę Krajową, twierdząc, że premier wziął łapówkę, bo wystąpił na konferencji sponsorowanej przez giełdę kryptowalut. To nie żart. Wygląda na to, że na Nowogrodzkiej brakuje już koncepcji na obronę własnych działaczy. Liczba polityków i nominatów z czasów rządów PiS przebywających w aresztach lub ściganych listami gończymi rośnie, ale posłowie opozycji postanowili złożyć zawiadomienie o "korupcji biernej" premiera.

W PiS trwa paniczne poszukiwanie jakiejkolwiek opowieści, która odciągnęłaby uwagę opinii publicznej od rozlewającej się afery Zondacrypto. Kolejne wątki śledztwa prowadzą bezpośrednio do ludzi związanych z dawnym obozem władzy, ale najlepszą obroną staje się – jak widać – całkowity absurd.

PiS donosi na Tuska ws. Zondacrypto. Łapówka w postaci... wstępu na konferencję

Politycy PiS uznali właśnie, że najprostszym sposobem na zneutralizowanie tematu jest oskarżenie premiera Donalda Tuska o przyjęcie korzyści majątkowej. Ale jakiej? Ich zdaniem była to łapówka w postaci... wstępu na konferencję.

Podczas środowej konferencji prasowej posłowie Michał Wójcik oraz Marcin Warchoł poinformowali o złożeniu do Prokuratury Krajowej zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 228 Kodeksu karnego (bierne łapownictwo) przez Donalda Tuska, ministra finansów Andrzeja Domańskiego oraz byłego szefa MS Adama Bodnara.

Na czym polegała owa "korzyść majątkowa lub osobista"? Autorski wywód prawniczy posła Warchoła sprowadza się do faktu, że w maju 2024 roku premier Tusk wystąpił na inauguracji Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EEC) w Katowicach, którego jednym z kilkudziesięciu sponsorów była spółka Zondacrypto.

Według Warchoła korzyścią nie musiała być gotówka, lecz "sponsoring, oprawa medialna i promocja". Idąc tym tokiem myślenia, każdy polityk występujący na konferencji, targach czy meczu reprezentacji bierze łapówkę od każdego podmiotu, którego logo znajduje się na ściance reklamowej.

To zresztą nie pierwsza taka próba. Kilka tygodni wcześniej politycy opozycji próbowali powiązać szefa rządu z kryptowalutowym skandalem, wymachując w mediach społecznościowych zdjęciem, na którym Tusk odbiera od młodych piłkarzy Lechii Gdańsk pamiątkową koszulkę z logo sponsora na piersi. Tego sponsora na literę Z.

Dla porządku warto przypomnieć, o co chodzi w aferze Zondacrypto – mówimy o platformie, której klienci stracili setki milionów złotych, o śledztwie w sprawie piramidy finansowej i o zaginięciu jednego ze współzałożycieli firmy.

Zapomniany prokurator Janeczek

Poseł Michał Wójcik z powagą przekonywał przed kamerami, że kluczowym dowodem na winę rządu jest fakt, że po umorzeniu wątku śledztwa w kwietniu 2024 r. giełda "dostała dwa lata spokoju".

Problem w tym, że pomysłodawcy zawiadomienia zapomnieli dodać, kto kwietniowe śledztwo umorzył. Był to prokurator Tomasz Janeczek – człowiek awansowany i zainstalowany w Prokuraturze Krajowej bezpośrednio przez Zbigniewa Ziobrę. To właśnie nominaci dawnego ministra sprawiedliwości przez lata dbali o to, by sprawy wokół Zondacrypto trafiały do szuflad.

Podobny efekt bumerangu politycy PiS wywołali już w Sejmie. Gdy zapytali ministra o Giertycha, Krala i upolitycznienie, usłyszeli riposty, których woleliby nie usłyszeć – resort odpowiedział wyliczeniem spraw prowadzonych wobec ludzi poprzedniej ekipy.

Długa lista zatrzymanych i poszukiwanych. Bilans ludzi PiS

Rozpaczliwe próby donoszenia na Tuska stają się jasne, gdy podliczy się, kto w aferze Zondacrypto oraz w pokrewnych śledztwach ma realne prokuratorskie zarzuty, siedzi w areszcie albo ucieka przed wymiarem sprawiedliwości.

Na listę "bohaterów" prawicy powiązanych z aferą kryptowalutową trafili ostatnio m.in. Radosław Piesiewicz (były prezes PKOl, polityczny wychowanek Jacka Sasina). Został aresztowany pod zarzutem płatnej protekcji w sprawie Zondacrypto; miał przyjąć od szefa giełdy Przemysława Krala m.in. luksusowy zegarek wart 40 tys. euro. Przypomnijmy, że Radosław Piesiewicz został zatrzymany przez funkcjonariuszy CBZC pod koniec sierpnia.

Nawet Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości poszukiwany listem gończym w aferze Funduszu Sprawiedliwości, szukając azylu miał kontaktować się z Przemysławem Kralem.

Śledztwo idzie dalej, mimo politycznego hałasu

Prokuratura nie zwalnia tempa. Już wcześniej afera Zondacrypto wepchnęła 3 osoby za kraty, wobec których sąd zastosował tymczasowy areszt. Teraz były policjant Artur K., zatrzymany w związku ze sprawą Zondacrypto, został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. To były naczelnik Wydziału ds. walki z cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy i sabotażu procedur bezpieczeństwa na szkodę klientów giełdy.

Dodatkowo ze zeznań świadka w sprawie Zondacrypto, zacytowanych w Sejmie przez Dondala Tuska, wynika, że kwota 500 tys. zł miała trafić do fundacji powiązanej z rodziną Zbigniewa Ziobry, a sam Michał Moskal (PiS) spotykał się z prezesem Zondacrypto na Ibizie, po czym zgłaszał poprawki do ustawy o kryptoaktywach.

Żeby było zabawniej, Zondacrypto sponsorowała także konserwatywną konferencję CPAC w Rzeszowie – tę samą, na której przemawiał Karol Nawrocki. Warto przy tym pamiętać, że według ustaleń dziennikarzy taśmy Zondacrypto faktycznie istnieją, a nagrania mają uderzać przede wszystkim w służby.