policja
Poszedł do klasztoru, bo zabrali mu auto? Wiemy, dlaczego nożownik zjawił się w Jarosławiu Fot. Bart Bourdon / Shutterstock

Brak ważnego ubezpieczenia samochodu i holowanie pojazdu z przejścia w Korczowej – to te wydarzenia miały sprowadzić 31-letniego Ihora M. do Jarosławia. Zamiast odebrać auto z parkingu, mężczyzna skierował się do klasztoru sióstr benedyktynek i zaatakował nożem 5 osób. Śledczy mają już sformułowane zarzuty, ale Ukrainiec nie został jeszcze przesłuchany.

REKLAMA

W piątek 25 września śledczy poinformowali, że sformułowano już zarzuty przeciwko 31-latkowi, zostanie też złożony wniosek o tymczasowy areszt. – Dopiero kiedy podejrzany złoży wyjaśnienia, będziemy mogli odnieść się do tego, jaki jest jego stan i jaka jest jego relacja do zaistniałych zdarzeń – przekazały przedstawicielki prokuratury na piątkowym briefingu prasowym. Śledczy czekają teraz na opinię biegłego, czy mężczyzna może zostać przesłuchany.

– Jeżeli stan zdrowia nie pozwoli na wykonywanie dzisiaj tych czynności, zarzuty te nie zostaną mu formalnie ogłoszone i może nie być dzisiaj przesłuchany. W takiej sytuacji złożymy wniosek do sądu o aresztowanie Ihora M. W posiedzeniu wówczas będzie uczestniczył ustanowiony dla niego obrońca z urzędu, z takim wnioskiem prokurator już wystąpił do sądu – poinformowała prokurator Małgorzata Taciuch-Kura, rzeczniczka przemyskiej Prokuratury Okręgowej.

Od kawiarni po konfesjonał. Wstrząsający przebieg ataku w Jarosławiu

Najpierw awantura w klasztornej kawiarence, potem ciosy zadane w plecy spowiadającemu księdzu i atak na kapłana próbującego nieść pomoc. "Fakt" ustalił dokładny przebieg zbrodni w Jarosławiu oraz kulisy akcji młodego mężczyzny, który uwięził napastnika w świątyni za kratami.

"Tam dobrze karmią i parzą pyszną kawę" – miał krzyczeć na szpitalnym oddziale ratunkowym 31-letni obywatel Ukrainy tuż po zatrzymaniu. Ujawniono kluczowe ustalenia dotyczące tragicznych wydarzeń, do których doszło w czwartek, 24 września 2026 roku, na terenie Opactwa Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu. "Fakt" odtworzył ostatnie godziny przed atakiem 31-letniego obywatela Ukrainy, Ihora M., który nożem zaatakował pięć osób.

Jak ustalono, Ihor M. od kilku lat mieszkał w Niemczech. W czwartek przed świtem pojawił się na przejściu granicznym w Korczowej, planując powrót do Ukrainy. Podczas szczegółowej kontroli Straży Granicznej wyszło na jaw, że jego samochód nie posiada obowiązkowego ubezpieczenia.

Funkcjonariusze zablokowali możliwość dalszej jazdy, a pojazd został załadowany na lawetę i odholowany na parking do pobliskiego Jarosławia. Ihor M. ruszył w ślad za samochodem, chcąc uregulować formalności i kontynuować podróż.

Po przyjeździe do Jarosławia mężczyzna nie udał się jednak bezpośrednio po odbiór pojazdu, lecz skierował się w stronę zabytkowego Opactwa Sióstr Benedyktynek. W obiekcie tym bezpośrednio po wybuchu wojny funkcjonował duży ośrodek dla uchodźców i do dziś zamieszkuje tam grupa obywateli Ukrainy.

Minuta po minucie. Krwawy rajd przez opactwo

Dramat rozegrał się w czwartek około godziny 9:30 rano. Przebieg zdarzeń miał wyjątkowo brutalny charakter. Ihor M. wszedł do kawiarenki mieszczącej się w sąsiedztwie wejścia do kościoła. Po wszczęciu awantury chwycił za nóż kuchenny i ranił pierwszego z kapłanów – ks. Adriana.

Napastnik wybiegł z kawiarni i skierował się do wnętrza świątyni. W przedsionku natknął się na seniora, ks. Stanisława, siedzącego w konfesjonale. Ihor M. zadał mu cios nożem w plecy. Widząc zdarzenie, z pomocą pośpieszył ks. Marek, przygotowujący się do odprawienia mszy świętej. On również został kilkukrotnie ugodzony nożem. Napastnik ranił także dwie inne osoby z cywilnych świadków, które próbowały ratować kapłanów.

Przytomnością umysłu wykazał się jeden z młodych mężczyzn uczestniczących w porannej mszy. Zdołał on zamknąć nożownika wewnątrz kościoła, blokując mu drogę ucieczki za żelazną kratą.

Gdy na miejsce dotarł wezwany patrol policji, Ihor M. na widok mundurowych rzucił się na podłogę. W trakcie zatrzymania sam doznał obrażeń, w związku z czym pod eskortą trafił do szpitala. Poszkodowani w wyniku napaści zostali rozwiezieni do szpitali w Jarosławiu, Przeworsku i Przemyślu. W związku z tragiczną śmiercią ks. Stanisława w Jarosławiu ogłoszona została oficjalna żałoba.

Irracjonalne zachowanie na SOR-ze i oddział zamknięty

Zachowanie 31-letniego sprawcy po doprowadzeniu na Szpitalny Oddział Ratunkowy wskazywało na głębokie zaburzenia lub stan silnego wzburzenia. Mężczyzna naprzemiennie milczał, zachowywał całkowity spokój lub wpadał w furię, krzycząc m.in. na temat wyżywienia w opactwie: "Tam dobrze karmią i parzą pyszną kawę!".

Po udzieleniu mu pomocy chirurgicznej Ihor M. został przeniesiony na oddział psychiatryczny. Przebywa w izolatce, której przez całą dobę pilnują funkcjonariusze policji. Decyzja o terminie jego przesłuchania i oficjalnym postawieniu zarzutów zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa wielu osób (za co grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności) zależy od opinii biegłych lekarzy psychiatrów.

Napaści na miejsca kultu zdarzają się w Polsce rzadko, ale nie są precedensem. W 2024 roku 16-latek, który chciał podpalić synagogę Nożyków w Warszawie, został zatrzymany bezpośrednio na miejscu zdarzenia. Głośno było też o sprawie, w której student KUL miał planować zamach na jarmark świąteczny.

Informacja o narodowości sprawcy niemal natychmiast zaczęła jednak żyć w mediach społecznościowych własnym życiem, choć biegli nie wydali jeszcze żadnej opinii o stanie psychicznym zatrzymanego. Warto w takich momentach zachować ostrożność: badania pokazują, że dezinformacja zatruwa umysły na tyle skutecznie, że nawet specjaliści mają problem z jej rozpoznaniem. Opisywano już wcześniej, jak polscy influencerzy promują antyukraińską retorykę, budując ogólne wnioski na pojedynczych, jednostkowych zdarzeniach.

Dla porządku: gdy MSWiA weryfikowało, ilu Ukraińców jest w Polsce, zwracało uwagę przede wszystkim na wysoki poziom aktywności zawodowej tej grupy, a statystyki przestępczości od lat nie odbiegają od średniej dla ogółu mieszkańców kraju.