
W PiS otworzyły się bramy piekieł. "Przez takie postawy jak twoja Tusk może walić w prawicę" – napisał Janusz Kowalski do Michała Moskala. Zażądał natychmiastowego wyrzucenia Moskala z klubu PiS, oskarżając go o przekazanie sejmowych poprawek szefowi upadłej giełdy Zondacrypto i oszukanie Jarosława Kaczyńskiego.
Podczas gdy Michał Moskal twierdzi, że pod poprawkami "tylko się podpisał", Janusz Kowalski (jest już poza PiS, ale w trakcie opisywanych zdarzeń był posłem tej partii) dowodzi, że stał się ofiarą cynicznej ustawki mającej chronić interesy kryptogiełdy. Szef Zondacrypto Przemysław Kral dyktował, które zapisy ustawy łagodzą dla niego kary, a były agent CBA przesyłał te analizy pod pseudonimem "Stan Skalski".
Moskal umywa ręce, Kowalski żąda głowy. Najgłośniejsza awantura o lobbing w historii Sejmu
Ujawnione przez Jacka Harłukowicza z Onetu wyniki śledztwa dziennikarskiego wywołały trzęsienie ziemi w obozie Prawa i Sprawiedliwości. Dokumenty, maile i wiadomości z szyfrowanych komunikatorów wskazują, że projekty sejmowych poprawek do ustawy o kryptoaktywach trafiały bezpośrednio na biurko Przemysława Krala – szefa upadłej giełdy Zondacrypto – jeszcze zanim ujrzeli je posłowie z Sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
Efekt publikacji to publiczne starcie na platformie X między byłym posłem PiS Januszem Kowalskim a zaufanym człowiekiem Jarosława Kaczyńskiego, posłem Michałem Moskalem.
Dla porządku: tu przeczytacie, o co chodzi w aferze Zondacrypto. Wyjaśniamy splot wątków kryminalnych, finansowych i politycznych wokół platformy, na której klienci stracili co najmniej 350 milionów złotych.
Łańcuch przecieku. Od sejmowego maila po fałszywego pilota
Z ustaleń Onetu wynika, że wyłącznym autorem poselskich poprawek mających rzekomo chronić polski rynek kryptowalut był Janusz Kowalski. W niedzielę, 7 września 2025 roku, Kowalski przesłał projekt poprawek do Michała Moskala, traktując go jako przedstawiciela władz klubu parlamentarnego.
Równolegle dokument trafił do Artura Chodzińskiego (eksagenta CBA używającego nicku "Stan Skalski"). Kilka dni później szef Zondacrypto Przemysław Kral odesłał Chodzińskiemu analizę.
Kral w swojej analizie zachwycał się poprawkami: chwalił zapisy o obniżeniu kar pieniężnych dla podmiotów kryptowalutowych, eliminację kary pozbawienia wolności, ograniczenie opłat nadzorczych na rzecz KNF do kwoty 10 tys. euro oraz utworzenie specjalnej rady odwoławczej, w której zasiadać mieli przedstawiciele branży.
Dzień później, 23 września 2025, poprawki zostały oficjalnie złożone w Sejmie przez PiS.
Kral nie ograniczał się do jednej formacji. Zondacrypto i tajemnice Krala to dziś wątki obejmujące ukradzione miliony, wielką politykę, a nawet zaginięcie jednego ze współzałożycieli firmy. Media opisywały też, jak Kral z Zondacrypto dogadywał się z ludźmi Żurka, szukając korzystnego dla siebie rozwiązania procesowego.
Zobacz także
Kowalski do Moskala: "Oszukałeś wszystkich, w tym Kaczyńskiego"
Po publikacji artykułu Janusz Kowalski przypuścił w mediach społecznościowych bezpardonowy atak na swojego byłego kolegę klubowego. Kowalski przypomniał, że po wybuchu afery wokół Zondacrypto to z niego robiono w mediach kozła ofiarnego, podsuwając prezesowi PiS fałszywe narracje.
"Michale! Jesteś bezczelny. Sam przyznajesz w swoim oświadczeniu, że bez mojej wiedzy i Klubu Parlamentarnego PiS przekazałeś p. Chodzińskiemu poprawki, które on pokazał Kralowi. Chodziński był związany z twoją fundacją i miałeś świadomość, że pracuje dla Krala, bo byliście razem na Ibizie. Twoje zachowanie jest kompromitujące dla Ciebie jako posła. Nawet nie oczekuję słowa przepraszam tylko tego, że znikniesz z polityki i zostaniesz wyrzucony z klubu PiS" – napisał oburzony Janusz Kowalski.
W dalszej części wpisu Kowalski dodaje, że Moskal oszukał najważniejsze osoby w ugrupowaniu. "Wszystkich w PiS oszukałeś w tym Jarosława Kaczyńskiego i Mariusza Błaszczaka i do tego jeszcze był spinowany na mnie wymyślony ściek kłamstw. Ale prawda zwycięża. Miałem dobrą intuicję i nikomu nie pozwoliłem zmienić nawet przecinka w moich poprawkach."
Linia obrony Moskala: "Ja się tylko podpisałem"
Przyłapany na gęstych powiązaniach Michał Moskal wydał oświadczenie, w którym próbuje zminimalizować swoją rolę w całym procederze i zrzucić pełną odpowiedzialność na Kowalskiego.
Moskal twierdzi, że nie uczestniczył w pisaniu poprawek, a z Przemysławem Kralem widział się "tylko raz w życiu" podczas głośnego już wyjazdu na Ibizę w sierpniu 2025 roku (za którego bilety płacił były agent CBA Artur Chodziński, otrzymujący od Zondy 15 tys. euro miesięcznie).
"Poprawki do ustawy o rynku kryptoaktywów nie były przygotowywane przeze mnie. Poprawki przygotował poseł Janusz Kowalski [...]. Jedynym autorem poprawek był Janusz Kowalski, a ja się pod nimi jedynie podpisałem. Nie mam żadnej wiedzy o tym, żeby w jakikolwiek sposób oceniał je czy opiniował Przemysław Kral. Tak samo jak nie wiem, kim miałby być 'Stan Skalski'" – broni się Michał Moskal, grożąc dziennikarzom krokiem sądowym.
Ibiza i układ z byłym agentem CBA
Tłumaczenia Moskala pozostają w pewnej istotnej sprzeczności z faktami zgromadzonymi przez śledczych. W sierpniu 2025 roku Moskal poleciał na Ibizę na zaproszenie Artura Chodzińskiego – byłego wpływowego funkcjonariusza CBA z czasów rządów PiS, który po odejściu ze służby przeszedł na sowicie opłacany etat u szefa Zondacrypto.
To właśnie Chodziński posługiwał się w konspiracyjnych kontaktach pseudonimem "Stan Skalski" i przesyłał pliki między parlamentarzystami a giełdą. Mimo że Moskal zapewniał w mediach, iż na Ibizie rozmawiano jedynie o "patronacie nad konferencją fundacji", to natychmiast po powrocie z wakacji nagle zaczął mocno forsować w Sejmie przepisy niezwykle wygodne dla upadającej giełdy.
To zresztą niejedyny polityk prawicy, którego nazwisko pojawia się przy szefie giełdy. Media opisywały również historię, w której Romanowski, Kral i wiza w Emiratach tworzą jeden ciąg zdarzeń.
Pętla na Nowogrodzkiej. Kto zapłaci za aferę Zondy?
Sprawa ma gigantyczny ciężar gatunkowy. Przemysław Kral, obawiając się prawdziwych mocodawców stojących za giełdą Zondacrypto, współpracuje z Prokuraturą Krajową w Katowicach, przekazując kolejne twarde dowody, komunikaty z aplikacji oraz maile.
Prokuratura nie zwalnia tempa – afera Zondacrypto wepchnęła 3 osoby za kraty, wobec których sąd zastosował tymczasowy areszt. Do gry wchodzi też wątek nagrań: dziennikarze ustalili, że taśmy Zondacrypto faktycznie istnieją.
Dla Nowogrodzkiej sytuacja jest katastrofalna. Janusz Kowalski wprost nazywa sprawę testem dla Jarosława Kaczyńskiego, żądając "wypalenia żelazem" układów korupcyjnych i wyrzucenia Moskala z formacji. Jeśli władze PiS nie podejmą bezkompromisowych kroków wobec swojego do niedawna ulubionego młodego polityka, afera Zondacrypto stanie się dla całej polskiej prawicy wizerunkową i procesową gilotyną.






