Pizza "Muala Fat Peppa".
Pizza "Muala Fat Peppa". Fot. naTemat.pl

Pizza Książula jeszcze na dobre nie trafiła do sprzedaży, a już zdążyła podzielić internet. Postanowiłem więc sprawdzić, czy całe zamieszanie ma jakiekolwiek pokrycie w smaku. "Muala" nie jest "typowym plackiem", nie każdemu przypadnie do gustu i nie wyobrażam sobie ponownego jej zakupu.

REKLAMA

Książula zna niemal każdy. To jeden z najpopularniejszych twórców internetowych w Polsce, o ile nie najpopularniejszy. Swoją karierę zbudował przede wszystkim na autentyczności, odwiedzaniu miejsc, gdzie stołują się "zwykli, szarzy ludzie".

W związku z budowanym przez niego wizerunkiem pizza "Muala" wywołała niemałą burzę w internecie. Od razu stała się prawdziwą kością niezgody. Część osób broni podejścia twórcy i życzy mu sukcesów, inni deklarują wyrzucanie majtek nabytych w jego sklepie i usuwanie subskrypcji na jego kanale.

Książulo zagrał w bardzo ryzykowną grę, w której tym razem to jego produkt będzie oceniany. Na szali postawił swój wizerunek. Od tej gry zależy jego wiarygodność jako twórcy, choć pewnie nie kariera. W Polsce wielu influencerom wróżony był koniec przez "sprzedanie się", ale przypadki, kiedy ktoś wypadł z rynku medialnego przez współpracę, są naprawdę nieliczne.

Twórca broni się zresztą tym, że nie mówimy tu o "współpracy", a o wdrożeniu jego produktu na półki Żabki, co prowadzi "mimowolnie" do promocji sieci, ale nie jest nią per se.

Recenzja pizzy Książula. Czy jest "Muala"?

Mam słabość do produktów celebrytów. Większości stojących za nimi influencerów nawet nie znam, ale uważam, że to najlepszy dowód na to, że żyjemy w kapitalistycznej dystopii, w której panuje kult indywidualizmu i sukcesu. Kiedy więc dowiedziałem się, że taka pizza się pojawi, od razu doszedłem do wniosku, że jej spróbuję.

Mnie w udziale przypadła akurat wersja "Fat Peppa" z salami (podobno z Węgier). Kosztowała 25 złotych i została wypieczona w żabkowym piecu, ale na produkt mógł wpłynąć też czas dostarczenia jej do domu, około 10 minut.

"Muszelki salami" na "Fat Peppa" od Książula. Fot. naTemat.pl

Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy, to fakt, że pizza od Książula wygląda na mniejszą niż na filmie. Nie jest to "placek gigant". Jednocześnie od razu widać, że pepperoni zostało dopracowane – pod wpływem ciepła zostało zwinięte w miseczki. Samo ciasto jest wysokie i jest na nim dużo sera, który jest kremowy, ciągnie się i nie jest gumowy.

Ciasto jest delikatnie chrupiące, nie wydaje się nadmiernie tłuste (w porównaniu do standardowych pan-pizz), jest sprężyste, puszyste, pulchne i delikatnie wilgotne. Również ranty zachowują dość niezły poziom – nie są "ciężkie", mączaste.

Pierwszym zaskoczeniem jest sos. Dobre sosy pomidorowe potrafią zachować balans pomiędzy umami, słodyczą i lekką kwaskowością. Tu zdecydowanie dominuje słodycz. Z mojej subiektywnej perspektywy jest to jednak plus, przypomina mi to słodkie koreańskie sosy, które osobiście bardzo lubię. Jednak w przypadku fanów klasycznej pizzy tu zdecydowanie może wystąpić pierwszy "zgrzyt". Przed zatopieniem zębów w placku warto wiedzieć, że "Fat Peppa" jest pizzą zaskakująco słodką.

Być może twórcy tego kulinarnego dzieła starali się zbalansować stosunkowo słone salami sosem (lub odwrotnie). Samo mięso w pizzy "Muala" jest całkiem smaczne (jak na mrożonkę) i wyraziście słone, ale jednocześnie pizza nie jest nim przesycona. Obawiam się, że gdyby na placku znalazło się więcej plasterków salami, stałby się po prostu nadmiernie słony. W tej wersji smaki się równoważą, ale ekspozycja słodkości jest naprawdę wyraźna.

Z drugiej strony ten słodki może wnosić nieco świeżości, która przykrywa to, że produkt jest naprawdę tłusty. Tłuszcz ten zresztą widać raczej w składzie i na papierze, bo w trakcie jedzenia ciężko mówić o słynnym "serowym odurzeniu".

Dalsza część artykułu poniżej.

"Muala" za 25 złotych. Jak wypada pizza na tle konkurencji?

Pizza jest zasadniczo treściwa, raczej nie czuć po niej "zjazdu" i zamulenia. W porównaniu do innych produktów influencerskich raczej stoi na wysokim poziomie (ale z drugiej strony gros tych wyrobów to po prostu kompletny chłam).

Z kolei w porównaniu do innych pizz mrożonych na pewno się wyróżnia. Ma ogromną ilość sera, ciasto ciężko porównać do jakiegokolwiek innego, a smak jest wyrazisty – nie znam mrożonki, która może się pochwalić takimi atrybutami.

Jednocześnie nie da się jej porównać za bardzo z propozycjami z klasycznej oferty Żabki. Problemem jest m.in. cena. Żabkowa wersja kosztuje około 20 złotych, przy czym to wartość bardzo orientacyjna. Tamtejsza pizza często pojawia się na promocjach i można ją kupić w ramach zestawu z napojem, a poza tym jest znacznie bardziej klasycznym i "bezpiecznym" produktem.

To, co może mieć znaczenie, to fakt, że pizza "Muala" mogłaby pojawić się na półce bez logo i twarzy Książula. W przeciwieństwie do wielu eksperymentów, których może nie będę tu wymieniać z nazwy, wierzę (być może naiwnie), że "Muala" miałaby szansę działać bez twarzy dużego influencera.

Ostateczny werdykt: czy warto iść do Żabki po "Muala"?

Na szczęście dla mnie, mimo dość zróżnicowanych odczuć co do smaku i samego produktu, werdykt może być tylko jeden. Po "Muala" do Żabki nie ma sensu iść, ale przede wszystkim z powodu tragicznego składu.

Książulo sprzedaje pizzę w Żabce. Fat Peppa waży 546 g i ma prawie 1800 kcal Fot. naTemat

W stosunkowo małym placku skondensowane zostało około 1780 kcal. Poza tym, że wartość kaloryczna jest niemal dwukrotnie wyższa niż w przypadku pizzy Giuseppe, skład również do siebie nie przekonuje. Gigantyczna zawartość tłuszczy nasyconych (niemal 30 gramów), ogromna zawartość soli (ponad 9 gramów), mieszanka polepszaczy piekarniczych przesądzają o tym, że to opcja "na spróbowanie", a nie coś, co zasili zamrażarkę koneserów na dłużej.