Roman Giertych
Roman Giertych dopiekł Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz. Fot. Flickr / Kancelaria Sejmu

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Jan Szyszko odeszli z rządu, co wywołało w ostatnich dniach sporo gorących dyskusji. Także Roman Giertych postanowił dorzucić swoje 3 grosze i zadał byłej ministrze funduszy i polityki regionalnej "uprzejme" pytanie, na co ta odpowiedziała mu "nieuprzejmym".

REKLAMA

Przypomnijmy, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w czwartek poinformowała w serwisie X, że odchodzi z rządu. Z kolei w sobotę Szymon Hołownia przekazał, że dotychczasowa przewodnicząca Polski 2050 została usunięta z partii za "działanie na szkodę partii oraz wbrew uchwałom organów statutowych". Do swojej przełożonej w międzyczasie dołączył także wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko, który ogłosił swoją dymisję w piątek. Te roszady rządowe postanowił z kolei wykorzystać do zaczepki poseł KO Roman Giertych.

Wymiana "uprzejmości" i "nieuprzejmości" między Giertychem a Pełczyńską-Nałęcz

Roman Giertych za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformował, że ma do Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz "uprzejme" pytanie. "Czy wiceminister Szyszko poinformował Panią, że rozmawiał w poniedziałek z Bielanem i Dworczykiem? I czy wierzy Pani w ich obietnice?" – napisał w serwisie X.

Giertychowi chodziło o spotkanie Szyszki z europosłami PiS Adamem Bielanem i Michałem Dworczykiem w Strasburgu. Jak wcześniej odpowiedział mu już sam Szyszko, do którego Roman Giertych również zwrócił się z "uprzejmym" pytaniem, rozmowy polityków dotyczyły "deklaracji przygotowanej przez polski rząd w sprawie pieniędzy na rozwój dla Polski w nowym unijnym budżecie". "Niech Pan powie, co wam Bielan obiecał" – odpowiedział wówczas na te słowa Giertych.

W niedzielę Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz odpowiedziała posłowi KO na zaczepkę "nieuprzejmym, ale za to zupełnie na serio" pytaniem. "Proszę powiedzieć ludziom: co zrobił Pan dobrego dla Polski i ludzi w ciągu tej kadencji? Jaki problem rozwiązał? Jaką ustawę ważną przeprowadził, od której ludziom żyje się lepiej?" – zapytała była ministra funduszy i polityki regionalnej w serwisie X.

Polityczka nie pozostała dłużna wobec Romana Giertycha, dodając: "Bo jak patrzę na Pana smutną aktywność, to posłańca ludzi nie widać w ogóle. Widać natomiast herszta szajki X-owych nienawistników niszczących innych ludzi. I czołowego naganiacza obozowej polaryzacji".

Roman Giertych aż zacytował Mickiewicza

Na odpowiedź Pełczyńskiej-Nałęcz szybko zareagował poseł KO, kontynuując słowną przepychankę w sieci. "Mam wrażenie Szanowna Pani, że pani sama się zniszczyła. Nieznośna impertynencja, komiczny wręcz narcyzm, przeświadczenie o własnej wyższości pozwalające atakować koleżanki i kolegów z rządu, w którym 3 lata pani zasiadała oraz skrajna nielojalność doprowadziła do tego wyrzucenia Pani z własnej partii" – rozpoczął polityk.

Następnie stwierdził, że to nie on głosował za usunięciem polityczki z Polski 2050, a zrobili to jej współpracownicy. "Proszę więc mieć pretensje o niszczenie do siebie i do nich, a skoro nie chce Pani odpowiedzieć na pytanie, czy wiceminister Szyszko spiskował z Bielanem za Pani wiedzą, to tym samym wiadomo, że tak było. Pani pucz się na szczęście nie udał. Żegnamy bez żalu" – skomentował.

Na koniec Roman Giertych odniósł się jeszcze do pytania Pełczyńskiej-Nałęcz o to, jakie ważne ustawy udało mu się przeforsować w rządzie. "Było ich pewnie z dwieście. Jako wiceprzewodniczący klubu współodpowiadam bowiem za wszystkie te uchwalone przez nasz klub i koalicję. Polityka bowiem to gra zespołowa, czego Pani zdaje się zupełnie nie rozumieć" – wskazywał we wpisie.

Następnie poseł postanowił zacytować jeszcze fragment "Ody do młodości" Adama Mickiewicza, po czym podsumował swój monolog: "Prysnęła Pani jak bańka o szmat głazu i tyle. To mój ostatni wpis skierowany do Pani. Pozdrawiam".

Przypominamy, że była już ministra funduszy i polityki regionalnej poinformowała o swojej decyzji o odejściu z rządu tuż po głosowaniu w Sejmie w sprawie zniesienia dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Sejm ostatecznie odrzucił tę zmianę, za czym była Pełczyńska-Nałęcz, jednak nie świętowała ona sukcesu.

Zarzuciła bowiem koalicjantom, w tym znacznej części posłom z własnej formacji, że stanęli "przeciw ludziom, a za politykierskimi układami". Krytyki nie szczędzą jej też dawni partyjni koledzy, m.in. Hennig-Kloska podkablowała Pełczyńską-Nałęcz, nazywając jej odejście populistycznym ruchem przed wyborami.