
Polsce 2050 szykuje się polityczny zwrot, ale powrót Szymona Hołowni na fotel lidera wcale nie jest przesądzony. Rezygnacja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz zaskoczyła partyjnych działaczy, choć napięcia między politykami narastały od miesięcy. Były marszałek Sejmu zabrał głos i przekazał, co dalej czeka stworzoną przez niego partię.
"Różniliśmy się, jak wielu których łączy cel, ale różnią czasem drogi" – takimi słowami żegna Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz Szymon Hołownia. Ministra funduszy i polityki regionalnej, a także liderka partii Polska 2050 zrezygnowała wczoraj wieczorem ze swoich funkcji.
Polityczka zapowiedziała, że szefostwo partii wraca w ręce "założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił", czyli byłego marszałka Sejmu właśnie. Szymon Hołownia studzi jednak entuzjazm Pełczyńskiej-Nałęcz zapowiadając, że o nowym przywództwie partii zdecydują teraz jej członkowie w ramach powszechnych wyborów, tak jak nakazuje statut. Jednocześnie klub parlamentarny Polski 2050 pozostaje w koalicji 15 października.
Szymon Hołownia o odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz dowiedział się z mediów
"W Polsce 2050 dowiedzieliśmy się o decyzji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z mediów" – przekazał polityk. "Zaskakująca rezygnacja przewodniczącej z zaufania wyborców i odpowiedzialności powierzonej jej w bardzo trudnym momencie przez ludzi (w tym mnie) zaledwie po niespełna 1/3 kadencji – dla każdej organizacji byłaby poważnym wyzwaniem. Jest nim i dla nas" – zauważa poseł.
Wygląda jednak na to, że Szymon Hołownia nie ma za złe Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz tego, że odeszła: "Katarzynie serdecznie dziękuję za wszystko, co przez tych 7 lat zrobiła i w moich prezydenckich kampaniach, i w naszej partii, i w Polsce. Bo Polska dużo jej zawdzięcza" – stwierdził, życząc byłej koleżance z partii "powodzenia w nowych politycznych projektach, z nadzieją, że będą odpowiedzialnie szukały tego, co łączy, nie tego, co dzieli". "Bo Polska tego dziś właśnie najbardziej potrzebuje" – zakończył swój wpis polityk.
Odejście Pełczyńskiej-Nałęcz było kwestią czasu
Konflikt pomiędzy Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz a premierem w ostatnim czasie narastał. W sierpniu pojawiły się nawet plotki o tym, że Szymon Hołownia dostał ofertę zostania wicepremierem.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Donald Tusk nie ukrywał, że konflikt istnieje, nie poruszał go jednak zbyt często w wystąpieniach publicznych, przekonując, że nie należy do tych premierów "którzy narzekają na swoich ministrów na konferencjach prasowych".
– Wiecie, że mnie z premierem łączy szorstka przyjaźń – mówiła Pełczyńska-Nałęcz w trakcie kongresu partii w marcu tego roku. – Jestem w rządzie dla walki o sprawy, o nasze wartości. Premier mówił kiedyś, że jak ma się wizję, to trzeba iść do lekarza. Nie, wartości i wizje to nie jest choroba. To jest lekarstwo – wbijała szpilę szefowi Rady Ministrów polityczka.
– Część polityków, jak patrzę, szczególnie na wypowiedzi liderki dzisiejszej, pani minister Pełczyńskiej-Nałęcz, to wydaje mi się, że ona już jest w partii Razem, nie musi tam przystępować – mówił wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz pod koniec czerwca w Polsat News, dodając, że jej poglądy plasują ją dużo bliżej opozycyjnej lewicy niż Polski 2050.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz była subtelnie (lub też nie) krytykowana także przez popularne osoby ze środowiska KO, w tym Romana Giertycha i Bartosza Arłukowicza.
Liderka Polski 2050 wielokrotnie krytykowała politykę rządu. Jej komentarze często dotyczyły kontekstu niesprawiedliwości społecznej, w jej mniemaniu, wynikającej z niektórych decyzji i skierowane były przeciwko rządowi (m.in. przeciwko Andrzejowi Domańskiemu), ale także poszczególnym koalicjantom. TV Republika stwierdziła wręcz, że Katrzyna Pełczyńska-Nałęcz mogłaby "wspólnie z PiS obalić rząd Donalda Tuska".






