
Od 7 października w Polsce miało miejsce blisko 10 różnych zdarzeń z użyciem noża. Przed szkołami od piątku stoi policja, politycy się przekrzykują, a w sklepach z akcesoriami do samoobrony zaobserwowali pewne zjawisko. – W ciągu kilku dni sprzedaż gazów pieprzowych wzrosła u nas o 300-400 proc. – słyszymy w jednym z nich. Jak Polacy reagują na takie zdarzenia? Obserwacje sklepów mówią wiele.
Przypomnijmy wydarzenia, które poruszyły Polskę.
7 października 19-latek zaatakował nożem uczniów i nauczycieli w Zespole Szkół Zawodowych numer 4 w Ostrołęce. Rannych zostało 9 osób. Napastnik miał wcześniej mówić, że chciałby, aby w dniu jego urodzin było o nim głośno. Tego samego dnia policja zatrzymała 17-latka podejrzewanego o planowanie ataku w szkole w Sierpcu.
8 października doszło do tragedii w szkole Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem, gdy 15-latek śmiertelnie ugodził nożem pracownicę placówki i ranił dwie inne osoby.
W czasie ostatniego weekendu doszły też zdarzenia z użyciem noża w salonie fryzjerskim w Szamotułach (2 osoby ranne), w szkole przy ulicy Mińskiej w Warszawie (3 osoby ranne), w autobusie w Warszawie (2 osoby ranne). A także w Bydgoszczy i Skarżysku Kamiennej. W dwóch przypadkach policja oddała strzały, śmiertelnie raniąc napastników.
Zdarzenia w szkołach wywołały lawinę. Sejm przyjął ustawę blokującą nielegalne treści w internecie. Pod szkołami pojawiła się policja. Eksperci zaczęli ostrzegać po serii ataków. A nauczyciele bić na alarm.
– Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby był atak. Jestem polonistką, a nie ekspertką od samoobrony. W żaden sposób nie jesteśmy przygotowani, nie przechodziliśmy żadnych szkoleń – mówiła w reportażu Aleksandry Tchórzewskiej Ewa, nauczycielka z wieloletnim stażem. Społecznie największy popłoch wywołała informacja o "krwawym piątku".
Tego dnia, 9 października, jak słyszymy w sklepach zajmujących się sprzedażą m.in. akcesoriów do samoobrony, nastąpił pewien kilkudniowy boom.
Skok sprzedaży nastąpił w piątek, po atakach na szkoły
– W ciągu kilku dni sprzedaż gazów pieprzowych wzrosła u nas o 300-400 proc. Skok nastąpił w piątek – mówi naTemat Andrzej Szozda, dyrektor sklepu internetowego i hurtowni Bullshop.pl. Firma, jak dodaje, istnieje od 20 lat i ma największą sprzedaż hurtową takich produktów w Polsce. Wysyłają je również na całą Europę.
Normalnie – i w hurcie, i w detalu – sprzedają po 10-11 tysięcy sztuk gazu pieprzowego miesięcznie. Z powodu tych kilku dni po atakach na szkoły, przewidują, że w tym miesiącu sprzedaż może wynieść ok. 25 tys. – czyli wzrost o ok. 150 proc. procent w skali miesiąca.
Obecny skok, jak tłumaczy nasz rozmówca, dotyczy dosłownie kilku dni.
– Jeśli w czwartek detalicznie sprzedaliśmy 100 sztuk gazu pieprzowego, to w piątek sprzedaż należy pomnożyć przez 4. Nasi odbiorcy hurtowi, którzy dalej sprzedają nasze produkty, też obserwują zwyżkę. To jednak zaraz ucichnie. Widzimy, że już zaczyna przygasać. Do końca tygodnia wszystko może się uspokoić – mówi Andrzej Szozda.
– Zawsze obserwujemy coś takiego w przypadku zdarzeń, o których jest głośno w mediach. Gdy jest jakiś napad, czy zabójstwo, pojawia się kilkudniowa zwyżka. Czasami o 20-50 proc., a czasami o 300 proc. Jeżeli za tydzień dojdzie do głośnego w mediach napadu w parku, to znowu tak będzie. Ludzie boją się takich narracji. Chcą czuć się bezpiecznie i wtedy wchodzą na strony, gdzie są produkty do samoobrony – dodaje.
"To są chwilowe przebłyski. Ten na 100 proc. nastąpił po ostatnich wydarzeniach"
Jak jest w innych sklepach? W jednym z mniejszych słyszymy, że miesięcznie sprzedają po 10-15 sztuk gazu pieprzowego. – W piątek po atakach na szkoły, tylko w ciągu jednego dnia, sprzedałem ze 40 – mówi pracownik. Ale w poniedziałek 12 października, do godz. 12 – gdy rozmawialiśmy – sprzedał już tylko 2.
– To są chwilowe przebłyski. Trwa to chwilę i zaraz się wygasza. Obserwowaliśmy to już nie raz. Ten przebłysk na 100 proc. nastąpił po ostatnich wydarzeniach – mówi.
O czym to świadczy z jego perspektywy?
– Ludzie się boją. Jest niepokój, że coraz częściej takie rzeczy się zdarzają. Próbują się w jakiś sposób zabezpieczać, choć nie do końca jest to możliwe. Na dłuższą metę jednak mało kto to robi – mówi.
W mediach głośno było też ostatnio o przypadkach użycia gazu pieprzowego również w szkołach. Na przykład w Zespole Szkół Budowlanych w Płocku kilka ewakuowano 170 osób po tym, gdy w jednej z klas rozpylono gaz pieprzowy.
– A noże? – pytam, gdyby komuś nie daj Boże przyszło do głowy, by w celach obronnych kupić go na wszelki wypadek.
– Nie. Zainteresowanie kończy się na gazie pieprzowym. W ostatnich dniach sprzedałem jeszcze dwie pałki teleskopowe. I to wszystko – odpowiada.
"Noże nigdy nie znajdują się w kategorii samoobrony. Gaz pieprzowy stanowi ponad 90 proc. zakupów"
Andrzej Szozda tłumaczy – na stronie żadnego ze sprzedawców takich produktów, noże nigdy nie znajdują się w kategorii samoobrony. Podzielone są na kategorie według zastosowań np. na ratownicze (które trzyma się w aucie do przecinania pasów, czy wybijania szyby), myśliwskie (do użytku podczas polowań), taktyczne (dla wojska czy policji), czy motylki treningowe (dla młodzieży do nauki trików).
– Jest bardzo dużo kategorii noży, ale w żadnym wypadku nie służą one do samoobrony – podkreśla.
– W przypadku noży nie ma żadnej zwyżki, ich sprzedaż jest stała niezależnie od bieżących wydarzeń. W naszym sklepie zainteresowanie nożami jest takie samo, jak było kilka lat temu. Nic się z nimi nie dzieje. Gdy dochodzi do napadu, czy pobicia, o którym jest głośno w mediach, społeczeństwo rusza po zakup gazu pieprzowego, a nie noży – mówi.
Co jeszcze Polacy kupują, by poczuć, że wzrasta ich poczucie bezpieczeństwa?
– Gaz pieprzowy stanowi ponad 90 proc. zakupów. Po nim długo, długo nic. Około 0,5 proc. to paralizatory. Kupują je tylko i wyłącznie osoby pełnoletnie, gdyż bez dowodu nie można dokonać zakupu. Około 5 proc. stanowią pałki teleskopowe, które kupują głównie mężczyźni – mówi Andrzej Szozda.
I nie chodzi tylko o cenę. – Są tzw. gaśnice, które kosztują po 300-400 zł. I gazy mniejsze od 30-100 zł, które można schować do kieszeni – tłumaczy.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Wtedy zaczynają sprzedawać się krzesiwa, linki paracord, latarki, kartusze gazowe...
Polacy mają zryw do takich zakupów również w przypadku innych zagrożeń. Z obserwacji wynika też, że reagują na słowa polityków o zagrożeniu. Wtedy, jak mówi Andrzej Szozda, ludzie ruszają na zakupy. Zaczynają sprzedawać się krzesiwa, linki paracord, latarki, kartusze gazowe, kuchenki, racje, powerbanki, czy plecaki turystyczne. Takiego poruszenia nie obserwował nawet, gdy Polacy dostali podręcznik bezpieczeństwa.
Ale w innym sklepie moment dostarczenia podręczników pamiętają tak: – Podano w nim, że należy mieć butelkę do filtrowania wody w domu. I przez 2-3 tygodnie cały czas wysyłaliśmy butelki i filtry.
Pracownik kolejnego sklepu obserwuje zaś coś jeszcze. – Starsi mężczyźni szukają broni czarnoprochowej do samoobrony. Są pytania o broń palną gazową w kalibrze 9 mm, która kiedyś była dozwolona, a teraz jest zabroniona. A czasami szukają samych naboi 9 mm, bo zapewne mają jeszcze starą broń, choć takiego naboju bez pozwolenia kupić nie można. Świadomość zakresie samoobrony jest naprawdę słaba – mówi.





