
Chociaż turystyka to z reguły dobra inwestycja dla lokalnej społeczności, czasami potrafi przynieść więcej szkód niż pożytku. Mieszkańcy maleńkiej szkockiej wyspy przekonali się o tym na własnej skórze. Aby zadbać o ich komfort, wyspa będzie "odcięta" od turystów przez jeden dzień w tygodniu.
Chociaż nadmierna turystyka dotyka zazwyczaj ciepłych krajów na południu Europy, turystyczny boom może wybuchnąć w najmniej spodziewanych miejscach. Ostatnio przeżyła go szkocka wyspa Ulva w Hebrydach Wewnętrznych. Wszystko za sprawą... programu BBC.
Turystyczny boom na wyspie Ulva. Nikt nie spodziewał się takiego szturmu
Szkocka wyspa Ulva przeżywa obecnie niespodziewany najazd turystów po emisji programu BBC "Banjo and Ro's Grand Island Hotel". Program opowiada o dwóch australijskich projektantach wnętrz Banjo i Ro, którzy podejmują się metamorfozy hotelu na Hebrydach. Na miejscu zastają popadającą w ruinę rezydencję.
Jak podaje "Euronews", nikt nie spodziewał się, że sukces programu sprowadzi na wyspę tłumy turystów pragnących zobaczyć ją na własne oczy. Problem w tym, że na wyspie mieszka zaledwie 16 osób, a lokalna infrastruktura nie jest w stanie poradzić sobie z tak dużym napływem gości.
Aby dać lokalnej społeczności szansę na chwilę wytchnienia, podjęto trudną decyzję o zawieszeniu kursowania promu pasażerskiego, który jest jedynym sposobem na przeprawę z wyspy Mull na Ulvę, w niedzielę. Zawieszenie obowiązuje na czas sezonu letniego.
Dlaczego Ulva przyciąga aż tak wielu odwiedzających? Wyspa charakteryzuje się sielankowym klimatem i bogatą przyrodą. W wodach żyją foki, wydry i delfiny, a na miejscu nie ma utwardzonych dróg. Od 2018 roku wyspa stanowi własność lokalnej społeczności, a zarządza nią spółka North West Mull Community Woodland Company. Od momentu wykupu liczba stałych mieszkańców wzrosła z 6 do 16 osób.
Zobacz także
Jak kraje turystyczne radzą sobie z turystyką?
Dosłowne odcinanie turystów poprzez zawieszenie promu to tylko jeden ze sposobów na ograniczenie masowej turystyki. Inne kraje stosują raczej bardziej zachowawcze środki. Wenecja wprowadziła na przykład opłaty dla turystów jednodniowych. Wiele hiszpańskich miast stara się z kolei ograniczyć wynajem krótkoterminowy w centralnych dzielnicach turystycznych miast, mając nadzieję, że przełoży się to na liczbę odwiedzających.
Amsterdam stara się, jak może, by ograniczyć liczbę turystów. Zaczęło się od planów przeniesienia dzielnicy czerwonych latarni na przedmieścia, aby odciążyć trochę centralne dzielnice miasta, a skończyło się na kampaniach informacyjnych zniechęcających turystów imprezowych do przyjazdu do stolicy. Amsterdam ustanowił nawet limit 20 milionów noclegów turystycznych rocznie; jak ostatnio pisaliśmy, przestrzeganie limitu nie do końca się udaje, a zdenerwowani mieszkańcy chcą nawet pójść w tej sprawie do sądu. W tym roku stolica podniosła także opłaty turystyczne, czyniąc miasto jedną z najbardziej restrykcyjnych destynacji.






