
Afera Zondacrypto znów rozbudza opinię publiczną, a także całą scenę polityczną Polski. Politycy nawzajem obrzucają się bowiem oskarżeniami o powiązania z upadłą giełdą. W ten właśnie sposób Karol Nawrocki chciał wbić szpilkę Donaldowi Tuskowi, jednak premier szybko odpłacił się pięknym za nadobne.
Donald Tusk w piątek określił aferę Zondacrypto mianem "największej afery w historii polskiej polityki". – Nie lubię takich przesadnych sformułowań, ale tutaj sprawa Zondacrypto nabiera kształtów, które naprawdę budzą w jakimś sensie grozę – mówił premier. Właśnie do tej wypowiedzi i samej sprawy odnosił się w sobotę podczas swojej wielkiej imprezy w Juracie Karol Nawrocki.
Prezydent atakuje, premier odpowiada zdjęciem
Karol Nawrocki podczas spotkania z mediami zarzucił Donaldowi Tuskowi, że ten swego czasu "pozował z koszulką Zondacrypto".
– Jeśli pan premier Donald Tusk uznaje, że jest to największa afera po 1989 r., ma do tego prawo, ale to nie jest dobra informacja dla pana premiera. Przypominam, że to pan premier odpowiada za polskie służby, to pan premier pozował z koszulką Zondacrypto. Przypominam, że to polskie służby, za które odpowiada premier i minister koordynator służb specjalnych, odpowiadają za to, aby zabezpieczyć dobrobyt Polaków – komentował prezydent.
Tak naprawdę Nawrockiemu chodziło o zdjęcie szefa rządu z koszulką Lechii Gdańsk, na której faktycznie znajdowało się logo firmy Zondacrypto. Wynikało to jednak z faktu, że giełda była wówczas po prostu sponsorem klubu piłkarskiego (którego przecież prezydent jest wiernym kibicem). O to więc całe zamieszanie.
Donald Tusk postanowił jednak nie przepuszczać okazji i szybko odgryzł się prezydentowi. W niedzielę zamieścił w swoich mediach społecznościowych zdjęcie przedstawiające Karola Nawrockiego, byłego prezydenta Andrzeja Dudę oraz Radosława Piesiewicza, czyli prezesa PKOl, który został w czwartek zatrzymany w ramach śledztwa w sprawie Zondacrypto.
"Tu się nie ma co śmiać, panowie..." – skwitował krótko premier w serwisie X.
Zobacz także
Zatrzymanie i areszt dla prezesa PKOl
Przypomnijmy, że w czwartek 27 sierpnia prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław P. został zatrzymany w związku z aferą Zondacrypto. Jeszcze tego samego dnia wieczorem, Waldemar Żurek za pośrednictwem serwisu X ujawnił, że "prokuratura przedstawiła dziś Radosławowi P. zarzuty karne z art. 230 §1 i 302 §1 k.k. tj. płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością".
Następnie w piątek 28 sierpnia prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o areszt tymczasowy na okres trzech miesięcy dla Radosława P. Posiedzenie aresztowe w tej sprawie rozpoczęło się jeszcze tego samego dnia w nocy, po czym w sobotę 29 sierpnia sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla Radosława P.
Kiedy w piątek wieczorem prezes PKOl był wprowadzany do katowickiego sądu, czekającym na miejscu dziennikarzom udało się zadać mu kilka pytań. Radosław P. oświadczył, że nie czuje się winny. Zapewnił, że podczas przesłuchania w prokuraturze udzielił "wszystkich szczegółowych" informacji. – Straciłem 200 tysięcy euro, zapłaciłem za zegarek. I do czego mam się przyznać? – wskazywał.
Przypomnijmy, że wcześniej Wirtualna Polska i TVN24 przeprowadziły śledztwo, z którego wynika, że prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław P. miał dostać od Przemysława Krala zegarek Patek Philippe wart 40 tysięcy euro oraz inne prezenty.
"Szef PKOl obiecał prezesowi giełdy kryptowalut wstawiennictwo u byłego premiera i u prezesa UOKiK" – donieśli dziennikarze, powołując się na swoje źródła zaznajomione ze sprawą. Ostatecznie Radosław P. potwierdził, że Kral przekazał mu zegarek, ale tłumaczył, że to on miał do niego dostęp, podczas gdy P. nie, a następnie miał zapłacić mu gotówką.






