Karol Nawrocki, prezydent
Nawrocki w potrzasku po decyzji Waszyngtonu. Trump zaprasza Polskę i… Putina do jednego stołu Fot. Mikołaj Bujak / KPRP

Miało być historyczne wystąpienie na szczycie G20 i wielki sukces polskiej dyplomacji na amerykańskiej ziemi. Gdy jednak sekretarz stanu Marco Rubio ogłosił, że Biały Dom zaprosił na Florydę Władimira Putina, entuzjazm w Pałacu Prezydenckim chyba gaśnie. Karol Nawrocki stanął przed dramatycznym wyborem.

REKLAMA

Pierwszy w historii udział Polski w szczycie G20 miał być flagowym osiągnięciem prezydentury Karola Nawrockiego. Zaproszenie dla rosyjskiego dyktatora zmienia jednak wszystko. Czy polski prezydent usiądzie w jednym rzędzie ze zbrodniarzem, autorem napaści na Ukrainę?

Dyplomatyczny klincz polskiego prezydenta

Grudniowy szczyt na Florydzie miał przypieczętować pozycję Polski jako lidera Inicjatywy Trójmorza. Tymczasem Waszyngton szykuje scenę pod rozmowy z Kremlem o zawieszeniu broni.

"Mamy nadzieję, że przyjmie" – oświadczył szef amerykańskiej dyplomacji Marco Rubio, mówiąc o zaproszeniu dla Władimira Putina. Dla Pałacu Prezydenckiego, który z udziału w szczycie G20 uczynił główny punkt grudniowej agendy, to polityczny koszmar.

Historyczne zaproszenie dla Polski na szczyt w Miami

W dniach 14–15 grudnia 2026 roku w luksusowym ośrodku Trump National Doral Miami na Florydzie odbędzie się szczyt przywódców G20. Po raz pierwszy w historii Polska otrzymała oficjalne zaproszenie do udziału w tym gremium w charakterze pełnoprawnego uczestnika dyskusji.

Głównym reprezentantem naszego kraju miał być prezydent Karol Nawrocki, który zapowiadał, że do USA jedzie nie tylko w imieniu Warszawy, ale jako głos całego regionu Inicjatywy Trójmorza. Zbudowana na twardych filarach agenda obejmowała m.in. model inwestycji gospodarczych (FDI plus), wyzwania demograficzne oraz bezpieczeństwo energetyczne.

Amerykański gospodarz przygotował jednak dla polskiej (i nie tylko polskiej) delegacji zimny prysznic.

Szokujący ruch Waszyngtonu. Putin przy jednym stole na Florydzie

Sekretarz stanu USA Marco Rubio poinformował oficjalnie, że administracja Donalda Trumpa wystosowała bezpośrednie zaproszenie na szczyt G20 do... Władimira Putina.

"Zaprosiliśmy prezydenta Putina na szczyt G20. Uważamy, że jest to dla niego okazja, by zaangażować się w rozmowy nie tylko z prezydentem, ale również z innymi światowymi przywódcami. Mamy nadzieję, że przyjmie to zaproszenie" – oświadczył Marco Rubio.

Szef amerykańskiej dyplomacji dodał, że od momentu powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu w styczniu 2025 roku, prezydent USA rozmawiał z Putinem "co najmniej kilkanaście razy". Amerykanie nie ukrywają, że grudniowy szczyt na Florydzie ma posłużyć jako platforma do opieczętowania tzw. ograniczonego zawieszenia broni między Rosją a Ukrainą, obejmującego m.in. bezpieczny transport zboża oraz wstrzymanie ataku na infrastrukturę energetyczną.

Co więcej, Rubio odbył już na marginesie 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku bezpośrednią rozmowę z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem. Z kolei rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow potwierdził gotowość do spotkania Trump-Putin, choć asekuracyjnie zaznaczył, że wymaga ono wcześniejszego "dopracowania szczegółów na szczeblu eksperckim".

Kreml gra na czas, a nie na pokój

Sygnały z Moskwy każą podchodzić do tej oferty ostrożnie. Zaledwie kilka dni temu, gdy Rosjanie szli do urn, analitycy wskazywali, że wybory do Dumy mają dać Kremlowi mandat do kontynuowania wojny, a nie do jej zakończenia.

Zachodni eksperci ostrzegają przy tym przed szerszym planem. Brytyjski analityk przekonywał, że Putin może "rzucić się na Europę", jeśli uzna, że jedność Zachodu słabnie.

Dylemat Pałacu Prezydenckiego. Trzy scenariusze i żaden dobry

Dla Karola Nawrockiego obecność Władimira Putina w Miami rodzi potężny problem wizerunkowy i strategiczny. Prezydent, który budował swój przekaz na bliskich relacjach z nową administracją w Waszyngtonie, znalazł się na minowym terenie.

Udział w szczycie mimo obecności Putina? Ryzyko znalezienia się w jednym kadrze z rosyjskim dyktatorem jest dramatyczne. Bojkot szczytu na znak protestu? To z kolei krok naturalny, ale oznaczający konflikt dyplomatyczny z Donaldem Trumpem i zmarnowanie historycznego zaproszenia dla Polski.

W grę wchodzi ewentualnie obniżenie rangi delegacji. Co to oznacza? Choćby wysłanie tam szefa MSZ, chociaż wątpliwe, by Radosław Sikorski się na to zgodził. A jeśliby nawet pojechał, to z pewnością nie gryzłby się w język. To oznaczałoby też oddanie inicjatywy politycznej w Waszyngtonie i osłabienie pozycji Pałacu Prezydenckiego.

Relacje na linii Pałac – MSZ i tak są dziś napięte do granic. Niedawno Sikorski wysłał Nawrockiemu wiadomość z Kijowa, apelując o podpisanie nominacji ambasadorskiej – w odpowiedzi usłyszał zarzut "nieczystej gry politycznej".

Prawdopodobnie podobne dylematy mają teraz inni przywódcy, którzy mieli wziąć udział w grudniowym G20. Co zrobią Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, nie mówiąc o innych krajach?

Pragmatyzm Waszyngtonu zderza się z polską racją stanu

Wypowiedzi Marco Rubio jasno pokazują, dokąd zmierza amerykańska dyplomacja. Amerykanie obawiają się, że przedłużająca się wojna w Ukrainie wymknie się spod kontroli w wyniku akcji sabotażowych lub incydentów hybrydowych na granicach NATO. Dlatego Waszyngton dąży do zamrożenia konfliktu za wszelką cenę, nawet jeśli oznacza to przywrócenie Putina na światowe salony.

Obawy o eskalację nie są abstrakcyjne. W niedzielę rosyjski dron uderzył w pociąg Kijów-Warszawa zaledwie dwa kilometry od polskiej granicy, a Tusk na odprawie w RCB bez ogródek stwierdził, że eskalacja ze strony Rosji stała się faktem.

Amerykańskie deklaracje bywają przy tym wyjątkowo zmienne, o czym Polska przekonała się nie raz. Warto pamiętać, że nie wszystko, co ogłasza Waszyngton, kończy się realizacją – nawet głośno zapowiadana stała baza wojsk USA w Polsce wciąż nie ma oficjalnie potwierdzonej lokalizacji ani harmonogramu.

Dla polskiego prezydenta sytuacja jest wybitnie niekomfortowa. Jeśli Karol Nawrocki poleci na Florydę, weźmie udział w wydarzeniu, na którym głównym daniem może stać się uścisk dłoni Trumpa i Putina. Jeśli zrezygnuje – zaryzykuje podważenie dobrych relacji z Białym Domem, które dotąd przedstawiał jako swój główny aktyw w polityce zagranicznej.

Grudniowy szczyt w Miami, zamiast być koronnym dowodem na rosnącą pozycję Polski w świecie, stał się dla Pałacu Prezydenckiego sprawdzianem z najtrudniejszej dyplomatycznej gimnastyki.

Pierwsza reakcja ludzi Nawrockiego jest dość zachowawcza. – Nie od nas będzie zależało, kto będzie funkcjonował w grupie G20, to my jesteśmy do niej doproszeni. Nie byłoby chyba odpowiednio skuteczne, abyśmy my, jako zaproszony gość weryfikowali listę gospodarzy tego wydarzenia – mówił dziś Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta.

– Kto przyjedzie na szczyt do Miami, to jeszcze jest pewnie przedmiotem dyskusji. Ja nie wiem, kto będzie finalnie reprezentował poszczególne państwa, wiem, że Polskę będzie reprezentował pan prezydent Karol Nawrocki – dodał.