
Kraków wybiera prezydenta, ale na wynik czekają też politycy w Warszawie i obserwatorzy z całej Polski. W cieniu pojedynku faworytów rozgrywa się kilka mniejszych starć, które przed wyborami w 2027 roku mogą powiedzieć partiom więcej niż niejeden sondaż.
Wybory w Krakowie odbędą się już w ten weekend – 27 września. Lokale wyborcze będą otwarte od godziny 7:00 do 21:00. Przydział do poszczególnego obwodu można sprawdzić w aplikacji mObywatel.
Z istotnych powodów krakowski wyścig po władzę obserwowany jest nie tylko przez mieszkańców "miasta królów Polski", ale także przez komentariat polityczny z całego kraju. Gra o Kraków jest wielowymiarowa, stanowi kluczowy sprawdzian dla najważniejszych ugrupowań politycznych w Polsce, a zwycięzcy w niej zyskają potężną amunicję do wykorzystania w trakcie nadchodzącej brutalnej kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. Amunicję, która zdecydowanie może się przydać, biorąc pod uwagę, jak wyrównane prognozy wyborcze przekazują ostatnio ośrodki badawcze.
O tym, że są to niewątpliwie najważniejsze wybory w tym roku, świadczy też to, że nawet jeśli ominiemy kontekst sondażowych faworytów – Łukasza Gibały i Moniki Piątkowskiej, wciąż pozostanie sporo materiału do politycznych analiz i wnioskowań, z których mogą uczyć się samorządy i władze na poziomie całego państwa.
W zasadzie to właśnie te wątki są ciekawsze niż sam wynik – kandydatka KO i niezależny samorządowiec od samego początku kampanii wyborczej, a nawet przed ogłoszeniem przez nich startu, są typowani do przejścia do drugiej tury. Dużo ciekawsze jest więc to, co – nie odbierając oczywiście demokratycznych szans na sukces każdemu, kto w tym wyścigu wyborczym startuje – dzieje się w drugim szeregu.
Kraków pokaże, czy Korona Konfederacji Polskiej to tylko Braun, czy może coś więcej
Grzegorz Braun, ku zaskoczeniu części wyborców, nie podjął samodzielnie krakowskiej rękawicy i zdecydował się na wystawienie Michała Klimka – sportowca, kwiaciarza, przedsiębiorcy, który przypomina Brauna sposobem wypowiadania się, ale nijak nie stanowi persony o chociażby zbliżonej rozpoznawalności do szefa swojej partii.
To gest dość odważny, ale prawdopodobnie wynikający po części z pragmatyzmu – KKP nie ma w swoich szeregach wielu znanych polityków i działaczy. Radykalnie prawicowa partia walczy w przyszłych wyborach o naprawdę spory kawałek "tortu" w parlamencie, biorąc pod uwagę, że jej średnie sondażowe zbliżają się do 10 proc. Pytanie brzmi, czy sukces populistów wynika z tego, że ich program cieszy się faktycznie tak wysokim poparciem społecznym, czy jednak z siły samego "wodza", który, kiedy tylko ma okazję wywołać sensację, robi to bez wahania.
Wynik Michała Klimka może pokazać, czy model polityki Brauna jest skalowalny bardziej niż ten Janusza Korwina-Mikke. Czy osoba, która Braunem nie jest, ale powie to i owo o migracji (jednym z haseł kandydata jest: "turystyka tak, imigracja nie") podobnym tonem do niego i "łapnie" za szlifierkę kątową, by wyciąć w pień Strefę Czystego Transportu (co zresztą okazało się happeningiem), zyska szerokie poparcie społeczne wśród prawicowego elektoratu.
Warto zaznaczyć, że w przypadku Krakowa taki test nie będzie jednak pełny – Klimek z pewnością może liczyć na część elektoratu, który zamierzał głosować na Bartosza Bocheńczaka z pokrewnej Konfederacji Wolność i Niepodległość, a konkretniej z Nowej Nadziei. Kandydatowi wspieranemu przez Sławomira Mentzena nie udało się jednak zebrać wystarczającej liczby podpisów, przez co nie dowiemy się, która Konfederacja jest w Krakowie silniejsza.
Aleksandra Owca i Daria Gosek-Popiołek niczym Adrian Zandberg i Magdalena Biejat
Mocniejsze nazwisko w walce o Kraków zdecydowały się wystawić władze partii Razem. Współprzewodnicząca ugrupowania Aleksandra Owca zetrze się z Darią Gosek-Popiołek. Spór Razem i Nowej Lewicy jest bardzo istotny z perspektywy podobnego pokrycia światopoglądowego obu partii, choć oczywiście przy kilku kluczowych różnicach. Tą najbardziej odczuwalną z perspektywy kształtu dzisiejszej polityki różnicą jest to, że stronnictwo Adriana Zandberga zdecydowało się zrezygnować z uczestnictwa w koalicji 15 października, oskarżając jednocześnie partię Włodzimierza Czarzastego o koncentrowanie się na zdobywaniu stołków kosztem rzeczywistego wpływu na kierunek, w którym podąża państwo.
Obie partie wychodzą z podobnych paradygmatów światopoglądowych, jednak ich wizje tego, jak powinna wyglądać polska lewica, różnią się od siebie. Stają się tym samym zarówno kandydatami do współpracy, jak i bardzo zagorzałymi rywalami w walce o podobny elektorat.
Ocena, która wizja lewicy jest popularniejsza, pozostaje w gestii wyborców. Już raz mieli oni okazję wyrazić się w tej sprawie, w trakcie wyborów prezydenckich w 2025 roku. Wówczas wyższy o ponad 100 tys. głosów wynik przypadł Adrianowi Zandbergowi, który rywalizował z Magdaleną Biejat.
Kolejna porażka z Razem mogłaby stać się czerwoną kartką przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. W tej chwili Lewica trzyma się powyżej progu wyborczego w średnich sondażowych i na papierze wygląda na partię znacznie mocniejszą i bardziej wpływową od Razem. Cóż jednak z tego, jeśli w kolejnym faktycznym sprawdzianie tej siły może wypaść gorzej od swojego największego konkurenta?
Problemy Krakowa to papierek lakmusowy dla dużych samorządów w Polsce
Przykład Krakowa pokazuje nie tylko zawiłości na prawicy i na lewicy, ale dotyczy także znacznie szerszej skali. Polska musi przygotować się do rozwiązania kilku niewygodnych problemów, które właśnie w Krakowie osiągnęły apogeum. Warto zaznaczyć, że w większości z tych tematów kandydaci są bardzo zgodni.
Kraków pokazuje, że Polacy niekoniecznie są skłonni do ponoszenia kosztów transformacji ekologicznej – w tym wypadku Strefy Czystego Transportu. Nawet jeśli jej obecność wynika z wymogów międzynarodowych.
Jednocześnie Polska musi liczyć się z tym, że przestaje być lokalnym liderem w kategorii "niskie koszta przy wysokiej innowacyjności". Masowe zwolnienia w Krakowie, upadek wizerunku polskiej stolicy IT, przenoszenie operacji do Indii i Bułgarii – to coś, co dotyczy całego rynku pracy w Polsce. Łódź nie poradziła sobie z podobną transformacją zbyt dobrze, pytanie, czy Kraków wymyśli sposoby na to, by zatrzymać negatywne trendy lub przynajmniej skierować swój potencjał w innym kierunku. A po Krakowie, czy później ten model będzie mógł zostać wdrożony również w innych miastach.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W tej całej sytuacji pojawia się także nowy wątek – kontekst turystyczny, który – choć w Krakowie obecny nie od dziś – staje się dla mieszkańców coraz większym utrapieniem. Mieszkanie w kamienicach opanowanych przez najem krótkoterminowy to koszmar, który prowadzi do prostego pytania: "Kto jest w mieście ważniejszy?" Mieszkaniec, który zapuścił tu korzenie i wiąże z tym miejscem przyszłość, czy brytyjski turysta, który przyjechał urządzić sobie konkurs taplania się w kałuży przed Kościołem Mariackim (przykład z życia wzięty). Choć odpowiedź wydaje się oczywista, kluczem jest formalne, prawne zapewnienie mocy mieszkańcom, by dostali narzędzia do poradzenia sobie z tym problemem.
Jedno jest pewne – Kraków potwierdził, że jest stolicą kultury
Na sam koniec warto jednak wyróżnić jedną kwestię, która może umykać postronnym obserwatorom lub osobom, które koncentrują się na krótkim przekazie. Kraków pokazał, że poziom debaty publicznej może być wysoki, elegancki i pełen szacunku (oczywiście z pewnymi wyjątkami, ale raczej marginalnymi). Ta kampania była stosunkowo spokojna, nie było w niej charakterystycznego dla wojny polsko-polskiej populizmu (przynajmniej nie było jego nadmiaru), a kandydaci wyraźnie pokazali, że ich wizja Krakowa jest zasadniczo spójna.
Nikt nie próbował zamiatać problemów miasta pod dywan, nieobecne były "personalne wycieczki" poniżej pasa w trakcie debat i nie obserwowaliśmy też silnych ataków medialnych na kandydatów. Poza oczywiście pewnymi wyjątkami, np. "ujawniania" działek pod Krakowem należących do rodziny Łukasza Gibały i dziwnego "kadrowania" Michała Klimka w TVP Info, ciężko to jednak porównywać do poziomu nieczystości polskiej gry politycznej, który dzieje się na poziomie krajowym.






