
Po latach śledztwa prokuratura zamyka sprawę Lecha Wałęsy. Waldemar Żurek mówi o końcu politycznego ścigania legendy "Solidarności", a stanowisko śledczych opiera się na szeregu wątpliwości dotyczących kluczowych dowodów wykorzystanych w postępowaniu przeciwko laureatowi Pokojowej Nagrody Nobla.
"Prokuratura ostatecznie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie" – poinformował 24 września minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
"Przez lata upolityczniony aparat państwa ścigał legendę 'Solidarności', celowo ignorując fakty i elementarną logikę" – tłumaczy decyzję śledczych szef resortu sprawiedliwości. Polityk twierdzi, że w trakcie śledztwa wobec Wałęsy zignorowano "bezsporny fakt historyczny", którym jest masowe fałszowanie dokumentów i podpisów Wałęsy w latach 80., by zdyskredytować go przed Komitetem Noblowskim.
Waldemar Żurek zauważa, że Wałęsie próbowano przypisać autorstwo wielostronicowych ubeckich donosów, a świadkowie twierdzą, że w tym okresie nie sporządzał on żadnych długich rękopisów. "Prawda wygrała z próbą pisania historii na nowo" – podsumował decyzję prokuratury minister.
Śledztwo w sprawie "teczek Kiszczaka" trwało od lat
Organ Instytutu Pamięci Narodowej – Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prowadziła postępowanie przeciwko Wałęsie od 2017 roku. W 2023 roku śledztwo zostało przekazane Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Jak podaje prokuratura, "ówczesny Prokurator Okręgowy w Warszawie, Mariusz Dubowski, bez wykonania ani jednej czynności procesowej, skierował 29.11.2023 r. akt oskarżenia".
Sprawa sięga dalej w przeszłość – w 2016 roku IPN przedstawił Lechowi Wałęsie "teczki Kiszczaka", w których znajdowały się dokumenty podpisane jako "Bolek" i "Lech Wałęsa". Lech Wałęsa zaprzeczył wówczas, jakoby składał podpis pod okazywanymi mu dokumentami.
Innego zdania byli biegli, którzy ocenili, że podpisy ujawnione w aferze faktycznie należały do Lecha Wałęsy. Tu pojawił się jednak pewien problem – prokuratura wskazała, że opinia nie jest kategoryczna. Przypisanie autorstwa badanych zapisów i podpisów Lechowi Wałęsie odbyło się w ramach porównania z przekazanym prokuraturze materiałem.
"Prokurator opisał ten materiał jako pochodzący od Lecha Wałęsy, biegli jednak nie mogli mieć pewności, że zapisy te faktycznie nakreślił Lech Wałęsa. Biegłym bowiem nie przekazano tzw. wpływowych prób pisma, a więc tekstu nakreślonego przez Lecha Wałęsę na polecenie w obecności prokuratora lub policjanta" – czytamy w komunikacie prokuratury.
Podpis "Bolka" z "teczek Kiszczaka" nie mógł być porównany z podpisem Lecha Wałęsy
Jak podają śledczy, spośród 136 dokumentów wykorzystanych jako materiał porównawczy Lech Wałęsa tylko w przypadku dwóch potwierdził swoje autorstwo, a w przypadku pięciu stwierdził, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że to faktycznie jego podpis.
Ostatecznie prokuratura uznała, że nie ma żadnych podstaw, by przyjąć ze stuprocentową pewnością, że materiał porównawczy faktycznie pochodził od Lecha Wałęsy. Co więcej, badane rękopisy z lat 70. (a nawet z lat 60.) cechowały się radykalnie odmiennym charakterem pisma.
Prokurator Wojciech Sitek
Zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie
Jednocześnie z materiału dowodowego, tj. zeznań funkcjonariuszy SB, wynika, że podpisy Lecha Wałęsy były fałszowane. W sprawie jest jeszcze jeden istotny wątek – Lech Wałęsa w latach 70. nie sporządzał długich rękopisów. Z zeznań świadków wynika, że nie posługiwał się pismem, słabo czytał, był wtórnym analfabetą, a dokumenty w ramach przewodzenia związkowi zawodowemu "Solidarność" były dla niego pisane przez inne osoby.
Prokurator Wojciech Sitek
Zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie
Warto zaznaczyć, że Lech Wałęsa przyznał się do podpisania jednego dokumentu z "teczek Kiszczaka". Prokuratura ocenia jednak, że nie został on wykonany na potrzeby współpracy z SB. Co więcej, nie był nawet do SB kierowany, a najprawdopodobniej bezpieka dodała go do teczek po to, aby służby miały jakąkolwiek próbkę pisma Lecha Wałęsy.
Wątek jedynego świadka – prokuratura uznała, że Edward Graczyk nie złożył wiarygodnych zeznań
O tym, że Lech Wałęsa jest TW "Bolkiem", zeznawał nieżyjący już Edward Graczyk. Informacje przekazał podczas ostatniego przesłuchania, w którym brał udział. Wcześniej zeznawał inaczej, a ponadto zmagał się z organicznymi zaburzeniami demencyjnymi.
Jednocześnie Edward Graczyk sporządził w latach 70. notatkę, w której stwierdził, że Lech Wałęsa nie podjął współpracy jako tajny współpracownik.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Prokuratura idzie jednak jeszcze dalej. Nie tylko odrzuca to, że Lech Wałęsa miał złożyć fałszywe zeznania w 2016 roku, ale uznaje, że w ogóle nie można było mu przedstawić zarzutów, gdyż treść jego zeznań była objęta prawem do obrony.
Świadek nie musi zeznawać przeciwko sobie. Jest to prawo konstytucyjne. Śledczy zwracają też uwagę na to, że Lech Wałęsa składał wiele zeznań i nie miał obowiązku pamiętać okoliczności każdego z tych przesłuchań, w tym, czy był pouczany o prawie do odmowy zeznań. "Z tego powodu Lech Wałęsa nie musiał mieć świadomości, czy karalność czynów związanych z poszczególnymi jego zeznaniami składanymi w tych postępowaniach uległa już przedawnieniu, czy jeszcze nie" – czytamy w komunikacie prokuratury.






