
Sytuacja Marcina Romanowskiego znów się komplikuje. Prokuratura Krajowa właśnie złożyła zażalenie na wydanie listu żelaznego dla byłego wiceministra sprawiedliwości. Śledczy wskazali dwa powody swojej decyzji.
Prokuratura Krajowa skierowała we wtorek 6 października do Sądu Okręgowego w Warszawie zażalenie na postanowienie o wydaniu podejrzanemu Marcinowi Romanowskiemu listu żelaznego w śledztwie, które dotyczy nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. W komunikacie prokuratury wskazano dwa zarzuty, które uwzględniono w zażaleniu: "błąd w ustaleniach faktycznych" oraz "obrazę przepisów postępowania".
Błędy sądu i brak dowodów. Prokuratura wyjaśnia powody zażalenia
Prokurator ocenił, że warszawski sąd "błędnie przyjął, że ustały okoliczności uzasadniające realną obawę bezprawnego utrudniania postępowania przez Marcin Romanowski oraz że będzie on przestrzegał warunków listu żelaznego". Śledczy zwrócili szczególną uwagę na "dotychczasową postawę podejrzanego, jego ucieczkę z Polski na Węgry, a następnie z Węgier w nieustalonym kierunku, kwestionowanie legalności działania polskich organów oraz posługiwanie się dokumentem wystawionym na dane innej osoby".
"Nie została dostatecznie wykazana jedna z podstawowych przesłanek wydania listu żelaznego" – czytamy w komunikacie. Zgodnie z prawem, sąd może wydać taki list wyłącznie wtedy, gdy podejrzany przebywający za granicą złoży oświadczenie, że stawi się do sądu lub prokuratora w wyznaczonym terminie, pod warunkiem odpowiadania z wolnej stopy.
Śledczy wskazują jednak, że sąd nie oparł się na żadnych konkretnych dowodach potwierdzających aktualny pobyt Romanowskiego poza granicami kraju. "We wniosku Marcin Romanowski wskazał, iż przebywa na terytorium Naddniestrza. Okoliczność ta nie została potwierdzona w toku śledztwa. Z uzyskanych danych wynika, iż nie potwierdzono, aby podejrzany przekraczał granicę Republiki Mołdawii, na terenie której znajduje się Naddniestrze" – czytamy w komunikacie.
Z ustaleń prokuratury wynika, że obecne miejsce pobytu podejrzanego pozostaje nieznane. W ocenie śledczych przyjęcie przez sąd, że przebywa on za granicą, "miało charakter dowolny i nie znajdowało dostatecznego oparcia w materiale dowodowym".
Jeżeli chodzi o zarzut obrazy przepisów postępowania, śledczy wyjaśniają, że "w postępowaniu przygotowawczym list żelazny może być wydany na wniosek prokuratora albo przy braku jego sprzeciwu". Prokurator złożył jednak sprzeciw wobec wydania dokumentu Marcinowi Romanowskiemu. Zdaniem śledczych, sam ten fakt wyłącza możliwość wydania listu żelaznego przez sąd w toku postępowania przygotowawczego.
Prokurator wniósł o nieuwzględnienie wniosku Marcina Romanowskiego i odmowę wydania mu listu żelaznego, ewentualnie o przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania sądowi pierwszej instancji.
Zobacz także
Decyzja sądu o liście żelaznym dla Marcina Romanowskiego
Przypomnijmy, że 30 września Sąd Okręgowy w Warszawie wydał Marcinowi Romanowskiemu list żelazny, uchylając środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania od momentu uprawomocnienia się orzeczenia. O tej decyzji poinformował wówczas w serwisie X adwokat posła PiS, Bartosz Lewandowski.
Prawnik wskazał w swoim wpisie, że sąd stwierdził, iż "nie ma żadnego potwierdzenia, aby Romanowski był na terytorium Naddniestrza". Dodał jednak: "Ale nie ma to znaczenia dla wydania listu, skoro na pewno nie przebywa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, a przepis wymaga wyłączenia ustalenia co do tej okoliczności".
"Wydanie listu żelaznego – na tym etapie śledztwa – jest uzasadnione interesem publicznym. Nie ma obecnie obawy, aby Marcin Romanowski podejmował działania o charakterze matactwa. Inne osoby występujące w śledztwie nie są tymczasowo aresztowane. Śledztwo może być kontynuowane z udziałem posła po jego stawiennictwie i leży to w interesie wymiaru sprawiedliwości" – mogliśmy przeczytać w dalszej części komunikatu mecenasa Lewandowskiego.
Decyzja w sprawie wydania listu żelaznego miała uprawomocnić się w ciągu 7 dni, o ile prokurator nie złoży zażalenia. Ten jednak już wtedy zapowiedział taki ruch.
List od Marcina Romanowskiego z Naddniestrza
Przypomnijmy, że w sierpniu tego roku po wielu miesiącach ukrywania się Marcin Romanowski wysłał list do warszawskiego sądu. Adres wskazywał na stolicę prorosyjskiego regionu. Dokument wysłano z okolic Tyraspolu, stolicy Naddniestrza w Mołdawii.
"Mam wydany paszport na inną tożsamość, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską" – oświadczył w dokumencie były wiceminister sprawiedliwości. Wyraził gotowość do stawiennictwa przed właściwym sądem oraz udział we wszystkich czynnościach procesowych. Chciał odpowiadać z wolnej stopy i zatrzymać się w domu poselskim przy ulicy Senackiej w Warszawie.
Zobowiązał się też do stawiennictwa na każde wezwanie oraz powstrzymania się od kontaktów ze świadkami. Poseł w liście zasugerował, że za współpracę ze służbami, chce mieć gwarancję, iż po przyjeździe do kraju nie zostanie zatrzymany.






