
Znamy się na wszystkim. Gdy są mistrzostwa świata w piłce nożnej stajemy się ekspertami ds. futbolu. Gdy mamy finał Eurowizji lub galę wręczenia Oscarów, nagle dowiadujemy się, ilu wśród nas jest krytyków kulturalnych. W perspektywie wyborów media społecznościowe aż pękają od politologów. Ostatnie miesiące pokazały, jak wielu z nas zna się na sądach i jak wielu sporo o tym poczytało. Kontrowersyjne decyzje rządu mają więc jakiś pozytywny efekt. Tego się nie nauczymy w szkole!
Przyznajcie się, ilu z was wiedziało wcześniej o tym, na czym w praktyce wygląda trójpodział władzy, jak działa weto czy proces legislacyjny? Pewnie wielu powie, że to przecież podstawy i obowiązkowe informacje, część coś tam wiedziało, a pozostali właściwie bardzo mało lub wcale. Teraz proporcje jednak się troszkę przesunęły na korzyść wiedzy.
"Bez żadnego trybu" "Najpierw podnieś rękę i czekaj, a nie krzyczysz!" – tak pouczają nas nawet nauczyciele w szkole. Nie każdy może, ot tak, przemawiać z sejmowej mównicy. To wbrew kulturze i regulaminowi Sejmu. Są jednak tacy, którzy stoją ponad prawem jak Jarosław Kaczyński, który wparował "bez żadnego trybu", obraził pół Polski, a marszałek aż popsuł dzwonek próbując uciszyć awanturę. Normalnie posłowie najpierw się zgłaszają, mówią gdy ich kolej, a za nieprzestrzeganie tych zasad grozi nagana, a nawet wykluczenie. No, ale żyjemy w innej niż w papierach Polsce.

Demonstracje mają sens(?) Protesty, strajki, demonstracje i inne podobne, legalne formy nacisku na władzę zawsze miały sens, bo ich bagatelizowanie czasem prowadziło do zamieszek, puczów i innych tragedii. W demokracji mamy do tego prawo i często z niego korzystamy. Chyba od kilku lat nie ma w Polsce tygodnia bez protestu, a ostatnio nawet dnia! Przy dobrych wiatrach politycy przystają na nasze żądania lub kompromis i wszyscy są szczęśliwi. Rządy PiS jednak pokazały nam wprost, że pospolite ruszenie to część większego planu, w którym zwycięzca jest zawsze tylko jeden. Patrz dalej: zasłona dymna.
Długa droga ustawy To, co widzimy w telewizji w czasie obrad Sejmu, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Proces legislacyjny zaczyna się od pomysłu posła (poselskie projekty mogą wnosić komisje sejmowe lub grupa co najmniej 15 posłów), Senatu (cała izba), prezydenta czy rządu. Potem są aż trzy czytania. Choć ostatnio trochę się to zmieniło. Po przegłosowaniu ustawa trafia do Senatu, a potem do prezydenta. Może ją zawetować lub też nie. Ogólnie projekt przechodzi kilka "bramek bezpieczeństwa" i na każdej może zostać zatrzymany do poprawki. Chyba, że komuś bardzo zależy to odrzuci nawet 1300 poprawek... naraz. Ostatnio Senat przegłosował ustawę o SN inną niż sejm. Jak się okazuje – tak wolno.
Dyscyplina partyjna To nic nowego. Już za poprzednich kadencji wiedzieliśmy, że posłowie muszą głosować zgodnie z partią, albo mogą się z nią pożegnać. Czasem się wyłamywali, bo do głosu dochodziło ich sumienie. Obecnie PiS działa jak jeden mąż. Zdarza się jakiś wyjątek, który potwierdza ogólną regułę. Posłowie nie chcą też tracić swoich ludzi, bo stracą głosy, a obecnie one są na wagę złota. Patrz: prawo większości.
Komunizm żyje(?) "Demokracja jest zagrożona!" – grzmi opozycja. Ale czy ogólnie tak naprawdę był kiedyś w Polsce? A czy komunizm umarł czy też nie? Tego to już nikt nie wie. Zdania się podzielone, bo każdy każdego nazywa w Polsce komunistą. Jednak takie programy, jak 500+ czy Mieszkanie+, by wszystkim żyło się lepiej, to pomysł rodem z PRL. Rodzice dostają pieniądze na dzieci, młodzi własne "M" i kto za to płaci? Pani płaci, Pan płaci... Całe społeczeństwo płaci. A potem muszą wzrastać podatki, akcyzy i inne daniny, bo komuś trzeba przecież zabrać, by dać komuś innemu. Jak za komuny. I choć rząd walczy właśnie z nią, to popełnia te same błędy jak towarzysze Gierek czy Gomułka, których zadłużenie Polska spłaciła ledwo kilka lat temu.

Media państwowe Choć TVP ma w nazwie "publiczna", to z ludźmi ma mało związku. Podobnie jest z Polskim Radiem. Oczywiście, zawsze media państwowe były tubą propagandową rządu. Jednak w obecnej kadencji przekroczono wszelkie granice etyki dziennikarskiej i dobrego smaku. Nie usłyszymy i nie zobaczymy tam żadnej krytyki polityków PiS. Dziennikarze boją się, bo mogą z miejsca wylecieć z pracy. A jeśli chodzi o schlebianie władzy, to już temat na książkę, którą z chęcią poczytałyby rządzący Korę i Rosją. Oczywiście, tak może robić radio i telewizja, ale czy na pewno działają w interesie publicznym? Zwłaszcza, że przekracza granice przyzwoitości obrażając opozycję, a o niektórych rzeczach ważnych dla Polaków jak np. WOŚP, nie informuje wcale.

Prawo większości niczym prawo dżungli Rozkład głosów w Sejmie idealnie pokazuje, jak ważne są wybory i jak potem odbijają się na rządach. Klub PiS ma większość, nawet bez koalicji (234 na 460 posłów). Tak naprawdę może przepychać swoje ustawy i odrzucać projekty innych. I trudno cokolwiek zrobić (patrz: dyscyplina partyjna). Klub Prawa i Sprawiedliwości ma większość, ale czasem można ją jednak zakłócić. Na przykład w przypadku głosowania za zmianami w KRS, jeśli tylko 3 posłów wstrzymałoby się od głosu, zamiast być przeciwnym to ustawa nie przeszłaby. W tym przypadku prócz wiedzy politycznej, przydaje się też podstawowa matematyka.
Projekty obywatelskie i referenda Co już wiemy? Sejm może przeprowadzić referendum, jeśli pod wnioskiem podpisze się 500 tys. podpisów. Czego dowiedzieliśmy się? Że tak naprawdę posłowie mają moralny obowiązek przyjąć projekt, bo to dzięki nam siedzą (czasem też jedzą i śpią) w sejmowych ławach, a tak naprawdę możemy się czuć zrobieni w balona, gdy nasze podpisy nic nie znaczą. Nikt już nas nie słucha, a nam się nie chce przez to głosować. Kiedy mieliśmy ostatnie referendum? No właśnie... W 2015, które zlecił Bronisław Komorowski, by spytać m. in. o jednomandatowe okręgi wyborcze. Z jednej stronie prezydent Duda zapowiedział ogólnopolskie głosowanie w sprawie konstytucji, ale w zeszłym tygodniu to dotyczące reformy edukacji zostało odrzucone.

Sądownictwo Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa to kolejne rzeczy, które do tej pory gdzieś tam świtały w głowie, ale mało kto wiedział, czym się konkretnie zajmowały. Działały, odrzucały lub przyjmowały projekty, nikt się nie czepiał, bo wierzył, że sąd to sąd - "nie mam pytań". KRS stoi na straży niezależności oraz niezawisłości sądów. Składa skargi i wybiera kandydatów na sędziów do m. in. Sądu Najwyższego. Powołuje ich prezydent. Sam SN to szczyt polskiego sądownictwa. To sąd kasacyjny, który stoi nad sądami powszechnymi i wojskowymi. Kiedy to wszystko działało - faktycznie - niezależnie i z dala od nas nikt tak naprawdę nie zastawiał się nad tym, jak istotne jest to, by było to tak jak w konstytucji, a nie jak chce partia. Tymczasem prezydent nie powiedział "weto!" na nowelizację prawa o ustroju sądów powszechnych. I pewnie ją podpisze, a to oznacza 6-miesięczne czystki i wybór nowych prezesów - znów przez ministra sprawiedliwości, ale już bez opinii sędziów...
Trolle i fake newsy Do tej pory trolle działały dla zabawy w internecie, by wkurzyć internautów. Teraz spora część trolli działa na rzecz polityków, by oczerniać, podburzać innych, ogólnie siać zamęt. Często też kłamią i przeklejają fake newsy czyli nieprawdziwe informacje. Taka forma walki politycznej przyszła do nas zza Oceanu od Donalda Trumpa i Hilary Clinton i na dobre zadomowiła się w polskim internecie. Przybiera coraz gorsze formy i jeszcze trochę i przestaniemy wierzyć we wszystko co jest sieci, popadać przy tym w paranoję. Ostatnio modny stał się też tzw. astroturfing czyli określenia na pozornie spontaniczne manifestacje. Tak mówi prawica na demonstracje w obronie sądów.

Trójpodział władzy Póki wszystko działało się w myśl japońskiej zasady "jako tako", nikt nie zastanawiał się zbytnio nad tym co się stanie gdy ten podstawowy model naszego ustroju zostanie zmieniony. To wszytko co ostatnio dzieje się w Polsce to walka o wolne sądy. PiS chce je zdemontować i przejąć pod płaszczykiem "dobrej zmiany". Według polityków są skorumpowane i mało efektywne. Wiadomo jednak, że chodzi o to władzę niemal absolutną. Demonstranci nie chcą do tego dopuścić. Trzy niezależne władze maja się wzajemnie uzupełniać i kontrolować. PiS chce, by minister sprawiedliwości sam wybierał sędziów. Tym samym władza wykonawcza wpływałaby na władzę sądowniczą i cały misterny ustrój poszedłby z dymem.
Trybunał Konstytucyjny Jeszcze 2 lata temu byliśmy świadomi tej instytucji jednak dopiero niedawno zrozumieliśmy po co ona istnieje. Gdy padł blady strach na nas wszystkich, po tym jak PiS wziął się za Trybunał Konstytucyjny. To był początek "dobrych zmian" we władzy sądowniczej. Rząd zaczął od czegoś dalszego Kowalskiemu, bo Trybunał zajmuje się ustawami posłów i tym czy są zgodne z Konstytucją. Obecnie TK jest zdominowany przez sędziów wybranych przez PiS i już sobie orzeka na rzecz partii np. ostatnio tryb wyboru członków KRS uznał za niekonstytucyjny. Tak jak chciał tego minister Zbigniew Ziobro. To, że członkowie TK zostali również wybrani przez PiS nie do końca uczciwie, a odwołani ci wybrani przez poprzedni parlament już nikogo nie interesuje. Teraz Trybunał Konstytucyjny już nie działa podręcznikowo, ale pro-PiS-owo.

Weto! O kuriozalnej zasadzie liberum veto uczyliśmy się na lekcjach historii. Właśnie dowiedzieliśmy się jaką ma moc, nawet "zwykłe" weto. Prezydent zawetował 2 ustawy: o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Wcześniej Andrzej Duda podpisywał wszystko co mu partia podtykała pod nos. Przez moment zapomnieliśmy o pełnej roli prezydenta w działaniu Państwa i oglądaliśmy tylko część reprezentacyjną, a prawdziwą władzę miał tak naprawdę prezes Jarosław Kaczyński. Weto jednak może jeszcze odrzucić Sejm. Jeśli ustawa zdobędzie 3/5 głosów prezydent będzie musiał ją podpisać.
Zasłona dymna Dzięki PiSowi nauczyliśmy się by zbytnio nie ekscytować się projektami ustaw, które uderzają w niemal wszystkich, bo zawsze jest coś szykowane za naszymi plecami. Tak było np. z ustawą antyaborcyjną, która póki co jest zawieszona, a w tym czasie np. wprowadzono reformę likwidującą gimnazja. Ostatnio rząd wycofał się podwyżek cen paliw, by nas troszkę odciągnąć od sądów. Często te "ukryte" projekty wprowadzane są pod osłoną nocą, gdy wszyscy śpimy, a rano budzimy się i np. nie ma Teleranka.
