
To pan przekonał Zofię i Zbigniewa Romaszewskich, by wstąpili do KOR-u.
Odetchnął pan z ulgą, gdy okazało się, że to Zofia Romaszewska, przyjaciółka z KOR, będzie doradzać prezydentowi Dudzie w sprawie ustaw sądowych?
Wcale nie odetchnąłem. Pomyślałem, że wzięła sobie na głowę bardzo ciężki problem. Nie akceptuję tego, że ona jest z Kancelarii Prezydenta. Wydaje mi się, że służy złej sprawie. Przecież prezydent od samego początku łamie konstytucję, podpisuje ustawy duchem z PRL, np. tę umożliwiająca powszechną inwigilację.
Ale to Romaszewska stała za prezydenckimi wetami.
Tak, nasze drogi rozstąpiły się jesienią 1987 roku. To był bardzo dramatyczny moment. Chodziło o dalsze funkcjonowanie Solidarności, która była wtedy formalnie nielegalna. "S" postanowiła wyjść z podziemia i utworzyć jawne struktury. Byłem bardzo zaangażowany w ten proces, a w szczególności w utworzenie naziemnej struktury kierowniczej Solidarności z Lechem Wałęsa na czele. Udało się uzgodnić z różnymi podziemnymi i naziemnymi reprezentacjami Solidarności, że będzie to Krajowa Komisja Wykonawcza NSZZ "S" z Bujakiem, Borusewiczem, Frasyniukiem, Palubickim itd. Ważne było, żeby wszyscy wyrazili na to zgodę, by nie było podziałów. Udało to się zrobić!
Romaszewscy także się zgodzili?
A dziś usiadłby pan obok Macierewicza?
Czytał pan książkę Tomasza Piątka o rzekomych powiązaniach Macierewicza?
To za zaangażowanie w próbę udowodnienia teorii, że 10 kwietnia 2010 roku mieliśmy do czynienia z zamachem smoleńskim?
Mówi się ostatnio, że los Macierewicza jest niepewny.
Ale skoro prezes Kaczyński w tym rządzie może wszystko, to dlaczego wciąż trzyma Macierewicza?
Zmieniając wątek. Dlaczego "Jarosław jest groźny"?
Tak, to bardzo przypomina instytucje z czasów PRL. Może z tym wyjątkiem, że w Sejmie jest jednak opozycja.
No i są podporządkowane władzy media.
Trochę to przerażające. Urodziłam się w 1989 roku i dla mnie poczucie wolności jest rzeczą normalną. Dwa lata temu pierwszy raz poczułam, że coś tej wolności może zagrażać. Pana pewnie widok tego, co się teraz dzieje, musi strasznie wkurzać.
Robiliśmy kilka dni temu sondę o sądach, jedna z kobiet na pytanie czym jest KRS, odpowiedziała, że to walki. Pomyliła z KSW.
Jeden z przedsiębiorców mówił, że jego sądy nie dotyczą i nie interesują.
Tak było też za czasów socjalizmu. W opozycji był może tysiąc osób, a naród raczej budował socjalizm.
Wtedy, gdy system okazał się niewydolny, gdy gospodarczo okazał się kompletnie niesprawny, chaotyczny, gdy doszło do katastrofy gospodarczej. Wtedy ludzie poczuli, że coś niedobrego się dzieje. To był wstrząs.
Czyli krótko mówiąc musimy zaczekać na katastrofę gospodarczą?
Sprowadzając to do obecnej sytuacji: ludziom zacznie przeszkadzać, to co wyprawia PiS, jak będą musieli odstać parę godzin w kolejce po telewizor?
Przecież my nie mamy lewicy. Ogórek rozłożyła na łopatki i Millera, i SLD.
Coraz mniej osób obchodzi, co dzieje się w Polsce. Opozycja też nie potrafi się dogadać, porwać tłumów.
Myślę, że może to wynikać z załamania się KOD-u. To że KOD poniósł porażkę, to także jego przyczyna wewnętrzna.
I co, stworzyć jedną partię?
Nie, temu jestem przeciwny. Ale są różnorodne formuły. Można współpracować. Kawa jest gorąca, bo za niecały rok są wybory do samorządu. Trzeba się ostro brać do roboty. Teraz muszą przygotować wspólnych kandydatów. Jak widać, to nie jest proste. Ale moim zdaniem, mają szansę, zwłaszcza, że PiS tak pogrywa z tymi samorządowcami, że trzeba być całkowicie ślepym, by ich popierać.
PiS boi się powrotu Tuska. On może ich pokonać?
No tak, ale w tym czasie nie może angażować się w działalność polityczną w Polsce. On jest nadzieją i zdaje sobie z tego sprawę. Traktuje to poważnie.
Na początku politycy partii rządzącej nie widzieli rasistowskich haseł.
Sami musimy sobie radzić z problemami w Polsce, czy to Europa może nam pomóc?
Frasyniuk mówił, że potrzebny jest 40-latek, który stanie na czele opozycji i wyciągnie ludzi z domu.
Czego może się przestraszyć prezes Kaczyński?
Będzie premierem?
Nie sądzę. Myślę, że lepiej rządzić i nie brać za nic odpowiedzialności. Uważam, że prezes ma kogoś do pociągania za sznurki. On sam zajmuje się kotami.