
Wrzesień przestał być jedynie czasem powrotów do pracy i szkół. Dla wielu Polaków staje się ulubionym momentem na przedłużenie wakacji. Gdy powoli żegnamy upały na południu Europy, uwaga polskich podróżnych przenosi się na bliższe kierunki.
Wakacje już za nami, ale nie oznacza to końca wyjazdów. Od kilku sezonów w naszym kraju widać wyraźny trend: coraz więcej Polaków wyjeżdża z rodzinami po wakacjach, a część rodziców wybiera nawet all inclusive we wrześniu zamiast szkoły. Powakacyjny wyjazd ma swoje plusy. Pogoda nie doskwiera już tak bardzo jak w środku sezonu, a popularne kierunki nie są już zadeptywane przez fale turystów. Nic dziwnego, że Polacy przedłużają sobie wakacje, a wielu ruszyło już z rezerwacjami na wyjazd w październiku.
Podczas gdy w lipcu i sierpniu zdecydowanymi ulubieńcem są Turcja i Egipt, po sezonie zwracamy się w stronę bliższych kierunków. W tym roku jeden konkretny kraj szczególnie przyciąga uwagę naszych turystów.
Węgierskie winobranie ruszyło szybciej
Mowa o Węgrzech, gdzie wrzesień tradycyjnie stoi pod znakiem wina, ale ten rok okazał się wyjątkowy. Aż pięć fal upałów i susza doprowadziły do przyspieszenia dojrzewania owoców. Winiarze z Tokaju czy Egeru musieli rozpocząć zbiory znacznie wcześniej niż zwykle.
Sándor Szedmák, właściciel winnicy Szedmák Borház w Tokaju, podkreśla, że decydującą rolę w przetrwaniu krzewów odegrał wiek roślin i rodzaj gleby – najlepiej z suszą poradziły sobie starsze winorośle na gliniastym podłożu.
Mimo trudniejszych warunków pogoda zapowiada wyjątkowy rocznik, a świętowanie zbiorów potrwa aż do października, kiedy to odbędą się dożynki Tokaj-Hegyalja Harvest Days, czyli jedno z najstarszych wydarzeń związanych z żniwami na Węgrzech, obchodzone od 1932 roku. To czas, który przyciąga zazwyczaj wielu turystów, również tych z Polski.
Zobacz także
Nowa fala popularności. Polacy ponownie odkrywają Węgry
Polacy coraz chętniej wracają na Węgry, odkrywając znane z przeszłości kierunki w nowej odsłonie. To kraj, o którym Polacy zapomnieli, a dziś niemal co drugi planuje tam wyjazd. Poza znanym z wina Egerem i jego słynną Doliną Pięknej Pani, turyści na nowo zachwycają się spokojniejszym już Balatonem i termami.
W tym roku nie tylko Węgry okazały się hitem wśród Polaków. Na łamach naTemat pisaliśmy już o Bari, które w te wakacje przeżyło tak duże oblężenie turystów z Polski, że władze miasta zaczęły żartobliwie nazywać je "przedmieściami Warszawy". Z kolei na Bałkanach ogromną popularnością cieszyła się Czarnogóra, a dokładnie Podgorica, czyli stolica. Rezerwacje lotów do tego miasta wzrosły w tym roku aż o 170 proc. A warto zaznaczyć, że choć Albania przez długi czas była hitem na wakacje i cały czas notuje skoki popularności, to Czarnogóra okazała się liderem pod względem dynamiki wzrostu.






