
Spór pomiędzy rządem a prezydentem o ustawę nakładającą podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych trwa w najlepsze. W sobotę Donald Tusk wybrał się nawet pod siedzibę Karola Nawrockiego, aby nagrać tam krótki film z apelem do prezydenta w sprawie ponownie złożonej ustawy.
W czwartek 24 września Senat przyjął bez poprawek ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie od marca 2026 r. do marca 2027 r. ze zbycia paliw ciekłych, która została wcześniej uchwalona przez Sejm. Teraz jej dalsze losy ponownie znalazły się w rękach Karola Nawrockiego, od którego podpisu zależy czy ostatecznie wejdzie ona w życie. Donald Tusk w związku z tym postanowił wywrzeć na głowie państwa sporą presję w mediach.
Apel premiera przed Belwederem. Tusk chce podpisu pod ustawą
– Ja gwarantuję, że jeśli prezydent wreszcie podpisze ponownie złożoną teraz ustawę o nadzwyczajnych zyskach, to natychmiast po tym podpisie zrealizujemy kolejny wariant CPN, czyli obniżenia cen paliw. To nie Polacy odpowiadają za kryzys paliwowy i to nie oni powinni za niego płacić – deklarował Donald Tusk jeszcze w zeszłym tygodniu przed posiedzeniem rządu, przyciskając tym samym Nawrockiego do ściany.
Z kolei w sobotę 26 września premier wrzucił za pośrednictwem mediów społecznościowych krótki filmik, który tylko zaostrza wiszącą nad Nawrockim presję, dotyczącą decyzji od której mają zależeć przyszłe ceny paliw, jak deklaruje rząd.
Na nagraniu premier znajduje się pod Pałacem Belwederskim, czyli jedną z siedzib prezydenta RP. Wygląda na nim, jakby wyskoczył tam w trakcie porannego spaceru z kawą. – To co? Robimy te tańsze paliwa, tak? Czekam na podpis panie prezydencie – rzuca krótko Donald Tusk na opublikowanym w serwisie X filmiku. Napięcie więc tylko rośnie.
Zobacz także
Druga szansa dla ustawy. Rząd nie ustępuje
Przypomnijmy, że złożona obecnie ustawa jest już drugim podejściem rządu w tej sprawie. Wcześniejsza wersja ustawy, która miała sfinansować obniżki VAT-u i akcyzy z podatku nałożonego na nadzwyczajne marże koncernów, została w lipcu skierowana przez Karola Nawrockiego w trybie kontroli prewencyjnej do Trybunału Konstytucyjnego. W efekcie program CPN wygasł, a minister energii Miłosz Motyka wprost ochrzcił obecne rekordy na stacjach paliw mianem "cen Karola Nawrockiego".
– Nie podpiszę ustawy, wobec której istnieją tak poważne wątpliwości konstytucyjne. Prawo ma wejść w życie w sierpniu, ale podatek miałby obejmować dochody uzyskiwane już od początku marca. Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną – argumentował wówczas swoją decyzję prezydent.
Dodajmy, że nowy podatek (tzw. windfall tax) w założeniu rządu ma obciążyć te podmioty z sektora paliwowego, które wygenerowały nadmiarowe zyski dzięki destabilizacji rynku energii, wywołanej konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie. Pieniądze pozyskane z opodatkowania koncernów mają posłużyć do sfinansowania programu CPN dla kierowców.
Rząd utrzymuje, że wpływy z tej daniny są kluczowe dla ustabilizowania stawek na pylonach i odciążenia portfeli tankujących kierowców, a bez nich realizacja obniżek nie będzie możliwa. Ostateczny ruch pozostaje teraz ponownie po stronie Karola Nawrockiego, który złożył już także swój własny projekt ustawy o możliwej naprawie sytuacji na stacjach. A ta, jak wskazywaliśmy wielokrotnie w naTemat, jest teraz naprawdę koszmarna, bo ceny paliw biją kolejne rekordy.






