
W Sejmie zapowiada się gorący dzień: drugie czytanie projektów łagodzących prawo aborcyjne. Nawet jeśli Lewicy i KO uda się poluzować przepisy aborcyjne, a Polskiemu Stronnictwu Ludowemu obalić dwukadencyjność, w Pałacu Prezydenckim czeka Karol Nawrocki, który już zapowiedział zablokowanie obu regulacji. O co więc toczy się ta gra?
Zaledwie cztery głosy dzielą zwolenników i przeciwników częściowej dekryminalizacji aborcji. Temat wraca do gry, tym razem jednak obok praw kobiet na stole leży polityczna transakcja wiązana: głosy ludowców za dekryminalizacją pomocy w aborcji w zamian za poparcie zniesienia dwukadencyjności wójtów i burmistrzów. Czy koalicja przetrwa kolejny test spójności, skoro na końcu drogi i tak czeka weto Karola Nawrockiego?
Polityczny bazar na Wiejskiej. Aborcja wraca do Sejmu, w tle targi o samorządowe stołki
Rozpoczyna się posiedzenie Sejmu, które w teorii miało dotyczyć praw kobiet i naprawy skutków głośnego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku. W praktyce jednak powrót ustaw aborcyjnych stał się pretekstem do politycznego handlu wymiennego wewnątrz koalicji rządzącej.
W kuluarach trwa układanie puzzli: poparcie dla dekryminalizacji aborcji z jednej strony, a z drugiej – forsowane przez Polskie Stronnictwo Ludowe zniesienie limitu dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Na wtorkowym posiedzeniu zaplanowano drugie czytanie dwóch poselskich projektów ustaw. Jeden (projekt dawnej Trzeciej Drogi) zakłada przywrócenie przesłanki embriopatologicznej, czyli ponowne wpisanie do ustawy o planowaniu rodziny możliwości legalnego przerwania ciąży w przypadku stwierdzenia ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. W kuluarach ten projekt cieszy się szerokim poparciem w koalicji i ma realne szanse na przegłosowanie.
Drugi projekt wyszedł od Lewicy i KO i mówi o częściowej dekryminalizacji pomocy w aborcji. Przewiduje wykreślenie kar więzienia z Kodeksu karnego za pomocnictwo w aborcji za zgodą kobiety oraz za przerwanie ciąży z naruszeniem przepisów ustawy.
Czym różni się dekryminalizacja od depenalizacji? Te pojęcia wciąż bywają mylone w debacie publicznej. Tłumaczyliśmy je w tekście: co to jest depenalizacja aborcji i dekryminalizacja. Warto też pamiętać, że podobny projekt już raz przepadł w Sejmie: za przyjęciem było 215 posłów, przeciw 218, a decydujące okazały się głosy PSL.
Zobacz także
Transakcja wiązana. Dekryminalizacja za wiecznych samorządowców?
Najbardziej pikantnym elementem obecnego sporu jest próba powiązania aborcji z samorządami. Polskie Stronnictwo Ludowe, którego twardy elektorat i struktury partyjne opierają się na prowincji, zażądało zniesienia wprowadzonej za rządów PiS zasady dwukadencyjności dla włodarzy gmin.
Ludowcy dali do zrozumienia: jeśli ich projekt zostanie odrzucony, nie tylko zablokują dekryminalizację aborcji, ale mogą złożyć projekt... ograniczający liczbę kadencji posłów i senatorów.
Determinacja tej części koalicji ma też drugie dno. Opisywaliśmy je w analizie Nowa Lewica i Razem żrą się na potęgę, a stawką jest to, kto za rok wyleci z parlamentu – nagłe zwołanie nadzwyczajnej komisji aborcyjnej po miesiącach przerwy wpisuje się w walkę o elektorat przed 2027 rokiem.
Szpitale uciekły politykom. Statystyki NFZ obnażają fikcję
Podczas gdy posłowie przerzucają się ideologicznymi hasłami i kalkulują głosy, rzeczywistość w ochronie zdrowia zmieniła się bez pomocy Sejmu.
Po wyroku TK z 2020 roku liczba legalnych zabiegów przerwania ciąży w szpitalach drastycznie spadła z ponad 1,3 tysiąca do zaledwie 452 w 2022 roku. Jednak od 2024 roku nastąpił gwałtowny zwrot. Wprowadzone przez resort zdrowia i prokuraturę wytyczne – dopuszczające orzeczenie o zagrożeniu zdrowia (w tym psychicznego) wystawione przez jednego specjalistę – otworzyły kobietom drogę do legalnych zabiegów.
Statystyki pokazują, że polskie szpitale w 2026 roku zbliżają się do poziomów sprzed wyroku TK. Lekarze przestali paraliżować procedury powoływaniem się na klauzule sumienia w obawie przed utratą kontraktów placówki z NFZ. Parlamentarna debata goni więc rzeczywistość, która w dużej mierze została już ukształtowana przez procedury medyczne i decyzje administracyjne.
Ściana w Pałacu Prezydenckim
Nawet jeśli koalicja domknie ten egzotyczny kompromis i obie ustawy przejdą przez parlamentarny labirynt, cały ten polityczny spektakl skończy się dokładnie w tym samym miejscu: na biurku prezydenta.
Karol Nawrocki nie pozostawia żadnych złudzeń. Publicznie deklarował, że dwukadencyjność uważa za mechanizm zdrowy, przynoszący samorządom świeżą krew, i zawetuje każdą próbę jej zniesienia. Wielokrotnie podkreślał też sprzeciw wobec jakiejkolwiek liberalizacji przepisów aborcyjnych.
W Sejmie nie ma większości trzech piątych głosów potrzebnej do odrzucenia prezydenckiego weta. Przekonaliśmy się o tym choćby wtedy, gdy weto Nawrockiego ws. kryptowalut zostało utrzymane i nawet bomba z akt Zondacrypto nic nie dała – koalicji zabrakło wtedy 25 głosów.
Scenariusz jest zresztą znany z innych ustaw światopoglądowych. Pisaliśmy, że "piekło zamarzło" w Sejmie, ale Nawrocki nie zostawił złudzeń i weto już gotowe przy ustawie o statusie osoby najbliższej. Prezydent nie ukrywa, że traktuje weto jako podstawowe narzędzie. W ostatnich dniach Nawrocki rozegrał z Tuskiem kolejną bitwę na ustawy i tym razem wynik wyniósł 8:3.
Po co więc koalicja otwiera ten front? Odpowiedź tkwi w sondażach i kalendarzu politycznym. W elektoracie koalicji aż 76 proc. wyborców domaga się powrotu do liberalizacji prawa aborcyjnego. Dla Lewicy i KO zbliżająca się szósta rocznica orzeczenia TK to idealny moment na zmobilizowanie zniecierpliwionych wyborców i zepchnięcie winy za brak zmian na twardy opór Nawrockiego oraz wewnętrzne wahania PSL-u.






