
Emocje po rezygnacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z funkcji minister funduszy i polityki regionalnej wciąż nie opadły. Czy Polacy chcieliby jednak odwołań jeszcze innych ministrów z rządu Donalda Tuska? W najnowszym sondażu wskazano dokładnie, kto powinien pójść w ślady byłej przewodniczącej Polski 2050.
W najnowszym sondażu agencji SW Search przeprowadzonym na zlecenie "Wprost" zapytano Polaków o to, czy chcieliby, aby jeszcze inny minister z rządu Donalda Tuska został odwołany. Jeżeli tak, ankietowani mieli wybrać konkretne nazwisko.
Nowy sondaż: Polacy chcą odejścia Barbary Nowackiej z rządu Donalda Tuska
Najwięcej wskazań, z wyraźną przewagą nad pozostałymi, padło na ministrę edukacji Barbarę Nowacką. Jej dymisji chce 9,4 proc. ankietowanych. Najbardziej polityczka podpadła w ostatnim czasie środowiskom prawicowym, m.in. za wprowadzanie edukacji zdrowotnej do programu zajęć w szkołach czy nowych przepisów dotyczących żywienia na stołówkach.
Na drugim miejscu plasuje się minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Za jego odejściem zagłosowało 5,7 proc. ankietowanych. Ostatnio musiał on tłumaczyć się z działań prokuratury ws. publikacji dziennikarzy Wirtualnej Polski, kiedy to nawet Roman Giertych stanął przeciwko Żurkowi.
Podium zamyka remis szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz ministry klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski. Obydwoje otrzymali po 5 proc. wskazań. Tuż za czołową trójką uplasował się z kolei minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski z wynikiem 4,9 proc.
Badanie SW Search dla "Wprost" zostało przeprowadzone 27 i 28 października 2026 r. metodą wywiadów online na panelu internetowym SW Panel. Wzięło w nim udział 806 pełnoletnich Polek i Polaków. Próba była reprezentatywna pod względem łącznego rozkładu płci, wieku i wielkości miejscowości. Wyniki zostały zaokrąglone do pierwszego miejsca po przecinku.
Zobacz także
Nowy sondaż przeprowadzony po dwóch głośnych odejściach z rządu Donalda Tuska
Przypomnijmy, że była już ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz poinformowała o odejściu z rządu w zeszły czwartek, zaraz po tym, jak Sejm odrzucił projekt PSL znoszący dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. "Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki" – napisała wówczas na X.
Szymon Hołownia podsumował jej decyzję w piątek. – Powiem bardzo prosto, jasno i wyraźnie, że nic się nie zmieniło. Polska 2050 jest, będzie i nic się w tej sprawie nie zmieniło – mówił Hołownia. Krytyki nie szczędzili jej też dawni partyjni koledzy, m.in. Hennig-Kloska podkablowała Pełczyńską-Nałęcz, uznając jej odejście wyrachowanym ruchem przed wyborami, który ma pozwolić udawać opozycję wobec rządu.
Do swojej przełożonej w międzyczasie dołączył także wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko, który ogłosił swoją dymisję w piątek. W sobotę zarząd Polski 2050 usunął Pełczyńską-Nałęcz z partii za działanie na szkodę ugrupowania i wbrew uchwałom jego organów, a w niedzielę była ministra starła się na X z posłem KO Romanem Giertychem, który zakończył ich wymianę słowami "Prysnęła Pani jak bańka o szmat głazu i tyle".
Tymczasem Donald Tusk we wtorek 27 października ogłosił już następczynię Pełczyńskiej-Nałęcz, którą ma zostać Agnieszka Bartol.






