
Karol Nawrocki wygłosił w czwartek o godzinie 20:00 orędzie do narodu. Do ostatniej chwili jego tematyka pozostawała jednak tajemnicą. Teraz już wiemy, że prezydent postanowił odnieść się do kwestii wysokich cen paliw, która elektryzuje od tygodni opinię publiczną. Orędzie było pełne słownych ataków pod adresem rządu.
Orędzie Karola Nawrockiego zostało zapowiedziane w czwartek po południu przez Pawła Szefernakera, szefa gabinetu prezydenta. Wówczas nie podano jednak, czego dokładnie będzie dotyczyło zaplanowane na godzinę 20:00 wystąpienie. Jak się ostatecznie okazało, medialne domysły potwierdziły się. Znów wrócił temat cen paliw. Tym razem jednak Karol Nawrocki ugiął się pod presją rządu i opinii publicznej.
Karol Nawrocki mówił o paliwach, ale przede wszystkim o rządzie Donalda Tuska
– Na progu jesieni w polskich domach pojawia się pytanie: Czy damy radę? Czy zapłacimy wszystkie rachunki? Czy będzie nas stać, żeby zatankować samochód? Czy wystarczy na prąd? Czy zimą wystarczy na gaz, na węgiel, na pelet? Takie pytania zadaje sobie wielu obywateli – rozpoczął swoje czwartkowe orędzie Karol Nawrocki.
Prezydent zaznaczył, że "państwo nie może odpowiadać na te pytania kolejną polityczną awanturą, bo od tego paliwo nigdy nie stanie się tańsze, a żaden rachunek nie zrobi się niższy". – Teraz przy okazji paliw rząd premiera Tuska po raz kolejny stosuje szantaż. Nie, nie wobec mnie. Stosuje go wobec wszystkich tych, którzy zmagają się z wysokimi cenami paliw i rosnącymi kosztami życia polskich rodzin, rolników czy firm transportowych. To polityczny plan premiera i jego ekipy. Liczą, że ustawa przepadnie, a oni dalej będą mogli zarabiać na podatkach i marżach od paliw – apelował prezydent.
Ustawa podpisana. Ale Karol Nawrocki nie daje za wygraną
Jak się później okazało, tym razem Karol Nawrocki zdecydował się podpisać ustawę dotyczącą nadmiarowych zysków koncernów paliwowych i w teorii zakończyć trwający spór w tej sprawie. W praktyce w wypowiedzi prezydenta nie zabrakło jednak wielokrotnych odniesień do ekipy Donalda Tuska, więc przerzucanie się odpowiedzialnością za ceny paliw między rządem a Karolem Nawrockim trwa w najlepsze.
– Podpisałem ustawę dotyczącą nadmiarowych zysków koncernów paliwowych i zakończę proces ustawiania Polaków w roli politycznych zakładników. To rząd ponosi pełną odpowiedzialność za ceny paliw. W imieniu Polaków stawiam przy tym konkretne oczekiwania. Obniżki na stacjach mają nastąpić od razu i powinny doprowadzić ceny paliw do poziomu obiecanego Polakom w kampanii wyborczej – powiedział Nawrocki.
Jak dodał, podpisując ustawę nie wycofuje zarzutów dotyczących jej niekonstytucyjności. – Zwrócę się do Trybunału Konstytucyjnego o jej zbadanie w trybie następczym – przekazał.
Zobacz także
Karol Nawrocki nie miał tym razem już wyboru
Nad prezydentem ciążyła od kilku tygodni zdecydowanie niemała presja, ponieważ jak wynikało z ostatniego sondażu, większość Polaków jednak oczekiwała złożenia przez niego podpisu pod ustawą paliwową. A do tego wszystkiego dochodziła jeszcze presja ze strony rządu.
– Ja gwarantuję, że jeśli prezydent wreszcie podpisze ponownie złożoną teraz ustawę o nadzwyczajnych zyskach, to natychmiast po tym podpisie zrealizujemy kolejny wariant CPN, czyli obniżenia cen paliw. To nie Polacy odpowiadają za kryzys paliwowy i to nie oni powinni za niego płacić – deklarował niedawno Donald Tusk przed posiedzeniem rządu, przyciskając tym samym Nawrockiego do ściany.
Z kolei w sobotę Donald Tusk wybrał się pod siedzibę Karola Nawrockiego, gdzie rzucił prezydentowi jedno pytanie i uderzył do niego z apelem, co jeszcze bardziej zaostrzyło wiszącą nad Nawrockim presję.
A jakby tego było mało, Donald Tusk wygłosił wcześniej również swoje własne "orędzie" stylizowane na podcast w mediach społecznościowych. Premier tłumaczył w nim kontekst drożyzny na stacjach i zwracał uwagę na potencjalne rozwiązanie problemu, którym ma być objęcie firm paliwowych "windfall tax" (podatkiem od zysków nadzwyczajnych).
– Prezydent lub jego ludzie uznali, że im gorzej będzie się działo w Polsce, im gorzej będą mieli Polacy, tym trudniej będzie miał rząd, więc postanowili działać w taki sposób, żeby blokować możliwości obniżenia cen paliw, bo to zaszkodzi rządowi – mówił na nagraniu Donald Tusk.
Tło konfliktu ws. cen paliw
Spór pomiędzy rządem a prezydentem o ustawę nakładającą podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych trwa w najlepsze już od dłuższego czasu. Przypomnijmy, że w czwartek 24 września Senat przyjął bez poprawek ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie od marca 2026 r. do marca 2027 r. ze zbycia paliw ciekłych, która została wcześniej uchwalona przez Sejm. Następnie jej dalsze losy ponownie znalazły się w rękach Karola Nawrockiego.
Należy dodać, że podpisana właśnie przez prezydenta ustawa jest już drugim podejściem rządu w tej sprawie. Jej wcześniejsza wersja, która miała sfinansować obniżki VAT-u i akcyzy z podatku nałożonego na nadzwyczajne marże koncernów, została w lipcu skierowana przez Karola Nawrockiego w trybie kontroli prewencyjnej do Trybunału Konstytucyjnego. W efekcie program CPN wygasł, a minister energii Miłosz Motyka wprost ochrzcił obecne rekordy na stacjach paliw mianem "cen Karola Nawrockiego".
– Nie podpiszę ustawy, wobec której istnieją tak poważne wątpliwości konstytucyjne. Prawo ma wejść w życie w sierpniu, ale podatek miałby obejmować dochody uzyskiwane już od początku marca. Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną – argumentował wówczas swoją decyzję prezydent.
Dodajmy, że nowy podatek (tzw. windfall tax) w założeniu rządu ma obciążyć te podmioty z sektora paliwowego, które wygenerowały nadmiarowe zyski dzięki destabilizacji rynku energii, wywołanej konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie. Pieniądze pozyskane z opodatkowania koncernów mają posłużyć do sfinansowania programu CPN dla kierowców.
Rząd utrzymuje, że wpływy z tej daniny są kluczowe dla ustabilizowania stawek na pylonach i odciążenia portfeli tankujących kierowców, a bez nich realizacja obniżek nie będzie możliwa. Karol Nawrocki także złożył swój własny projekt ustawy o możliwej naprawie sytuacji na stacjach. A ta, jak wskazywaliśmy wielokrotnie w naTemat, jest teraz naprawdę koszmarna, bo ceny paliw biją kolejne rekordy.






