
– Będzie rok, w którym dojdzie do przetasowań na scenie politycznej, jakich od lat nie było. Po maratonie wyborczym nazwiska prawdziwych zwycięzców mogą zaskakiwać. Podobnie, jak ilość politycznego trupa – zapowiadają eksperci.
REKLAMA
W nadwiślańskiej polityce rok 2015 zaczął się już na początku grudnia, gdy poznaliśmy nazwiska pierwszych kontrkandydatów, którzy oficjalnie potwierdzili, że chcą odebrać fotel prezydencki Bronisławowi Komorowskiemu. Kiedy późną wiosną zakończą się wybory prezydenckie, natychmiast rozpocznie się kolejna kampania, w której walka toczyć będzie się o miejsca w Sejmie i Senacie. Przy tej okazji dojdzie zapewne też do znaczących zmian we władzach części ugrupowań.
Oto więc prognoza naTemat dotycząca nazwisk tych, których w 2015 roku nazywać będziemy największymi zwycięzcami lub przegranymi, w stworzeniu której pomagali nam politolodzy - dr Wojciech Jabłoński z WDiNP Uniwersytetu Warszawskiego i dr Rafał Chwedoruk z Instytutu Nauk Politycznych UW.
ZWYCIĘZCY
Bronisław Komorowski
Urzędujący prezydent przez lata był jednym z najmniej wyróżniających się polityków. Kiedy jednak katastrofa smoleńska wymusiła wcześniejsze wybory prezydenckie, zwycięstwo w nich otworzyło dla niego zupełnie nowy rozdział w historii polskiej polityki. Choć prezydent przez minione pięć lat rzadko i niezbyt stanowczo podkreślał pozycję głowy państwa, szybko i na stałe został najpopularniejszym i obdarzanym największym zaufaniem politykiem.
Na kilka miesięcy przed wyborami Bronisław Komorowski w sondażach notuje zaufanie nawet wśród elektoratu opozycji i wygląda na to, że może być pewien reelekcji. Od formy kontrkandydatów zależy raczej tylko to, czy drugą kadencję w Pałacu Prezydenckim zapewni sobie w pierwszej, czy też dopiero w drugiej turze.
Grzegorz Schetyna
Grzegorz Schetyna mijający rok zaczynał w politycznym niebycie. Jeszcze latem wielu przekreślało go na dobre, wróżąc w 2015 roku być może nawet całkowite pożegnanie z polityką. Tymczasem dziś Schetyna to największy pewniak do tego, by okrzyknąć go zwycięzcą. Bo cokolwiek miałoby się w zbliżających wyborach wydarzyć, on i tak na tym zyska.
Grzegorza Schetynę zapewne najpierw umocni reelekcja prezydenta Komorowskiego. Jest on obecnie jego najpotężniejszym sojusznikiem w środowisku Platformy Obywatelskiej i wydatnie pomógł mu w powrocie z wewnątrzpartyjnej banicji wprost do Rady Ministrów. Po zdobyciu drugiej i zarazem ostatniej kadencji, Bronisław Komorowski będzie mógł naciskać Platformę jeszcze mocniej. Szczególnie, gdy parta choćby minimalnie przegra wybory parlamentarne.
Wówczas może okazać się, że w ocenie głowy państwa to nie Ewa Kopacz a Grzegorz Schetyna będzie jedynym człowiekiem zdolnym do stworzenia sejmowej większości. Bo spore kłopoty z tym będzie miał przecież Jarosław Kaczyński lub kolejny marionetkowy kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera.
A co jeśli PO kolejne wybory wygra? Wówczas Grzegorz Schetyna będzie tylko umacniał się w roli szefa dyplomacji i wykorzystywał każdą chwilę, by przedstawić się jako ten, kto w rządzie rozwiązuje naprawdę trudne sprawy. Tak, jak robił to we wtorek, gdy zamiast Ewy Kopacz przedstawiał plany ewakuacji naszych rodaków z ogarniętego wojną wschodu Ukrainy. Inaczej niż ostatnimi czasy pani premier, on robił wrażenie pewnego siebie i doskonale przygotowanego lidera. Takiego, którego działacze Platformy prędzej czy później zechcą znowu mieć.
Janusz Korwin-Mikke
Podobnie jak dla Schetyny, także dla Janusza Korwin-Mikkego rok 2015 będzie zwycięski niezależnie od tego, jakie rozstrzygnięcia przyniosą wybory. Jeżeli Kongres Nowej Prawicy dostanie się do Sejmu, zwieńczenie ponad 20-letniej kariery wśród tzw. politycznego planktonu nieco się Korwin-Mikkemu wydłuży i będzie tylko bardziej efektowne.
Co prawda, o wiele bardziej prawdopodobne jest to, iż już w wyborach prezydenckich okaże się, że "Krul jest nieco nagi" i zamiast zagrozić Andrzejowi Dudzie, bił będzie się o maksymalnie 2-proc. wynik z Januszem Palikotem i narodowcami.
Jednak Januszowi Korwin-Mikkemu i wielu jego najwierniejszym fanom nie chodzi przecież o zdobywanie realnej władzy. - Celem jest po prostu możliwie efektowne zwieńczenie kariery. On chce zbierać się do przejścia na emeryturę w roli triumfatora - tłumaczy dr Rafał Chwedoruk.
Klub parlamentarny KNP byłby spełnieniem tych marzeń pewnie ze sporą nawiązką, ale nawet pierwsze miejsce tuż za progiem wyborczym i pewność jeszcze kilku sytych lat w Parlamencie Europejskim pozwoli temu 72-latkowi cieszyć się polityką.
Jacek Kurski
Jacek Kurski od dłuższego czasu nie próbuje już nawet protestować, gdy w kolejnych programach publicystycznych przedstawiają go jako reprezentanta PiS. Nie protestuje też ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego, który wyraźnie dał Kurskiemu znać, że jeśli tylko odpowiednio się postara, na łono macierzystego ugrupowania zostanie znowu przyjęty.
Powszechnie znane zdolności spindoctorskie Jacka Kurskiego są w na Nowogrodzkiej tym bardziej dziś potrzebne, bo partia straciła Adama Hofmana i Mariusza Kamińskiego, a nowy rzecznik PiS Marcin Mastalerek umiejętnościami przydatnymi w czasie kampanii wyborczych nie dorównuje im do pięt. Podobnie, jak jego mentor i szef sztabu w walce o samorząd, Joachim Brudziński.
Jacek Kurski jest prezosowi Kaczyńskiemu pilnie potrzebny i bez wątpienia 2015 rok będzie oznaczał powrót bezkompromisowego gdańszczanina do Sejmu. I to raczej od razu do pierwszej ligi.
Jarosław Kaczyński
Były premier przegrywał w ostatnich latach tak często, że teraz musi być tylko lepiej lub... tak samo. O reformy i inne bolączki związane ze sprawowaniem realnej władzy niezbyt musi się zamartwiać, bo tylko katastrofa Platformy przyniosłaby wyniki dające jego ugrupowaniu samodzielne rządy. Niewiele wskazuje też na to, by w nowym parlamencie znalazła się wielu potencjalnych koalicjantów. W przyszłym roku Jarosława Kaczyńskiego czeka więc co najwyżej konieczność krótkiej walki o rząd mniejszościowy.
Jeżeli i tym razem zwycięstwo PiS będzie minimalne lub partia poniesie kolejną wyborczą porażkę, prezes będzie mógł natomiast spokojnie zacząć przygotowania do zasłużonej emerytury z pozycji lidera opozycji i niezłomnego kontestatora nadwiślańskiej sceny politycznej. Swojej ulubionej pozycji, o utrzymanie której bez wątpienia w najbliższych miesiącach mocno będzie zabiegał.
PRZEGRANI
Radosław Sikorski
- Być może jeszcze wszystkiego nie przegrał. To będzie jego sukces, gdy przez ten rok utrzyma się w grze - prognozuje marszałkowi Sejmu dr Wojciech Jabłoński. - Jego sytuacja to dokładna odwrotność tego, co osiągnął Bronisław Komorowski. Traci właśnie to, co budował przez minione 20 lat - ocenia dr Rafał Chwedoruk.
Dla Radosława Sikorskiego wciąż optymistyczne są sondaże zaufania Polaków. Nie stracił go wiele, mimo uwikłania najpierw w aferę podsłuchową, a później niejasności związane z rozliczaniem publicznych środków przysługujących posłom na pokrycie kosztów służbowych podróży prywatnym autem.
W przyszłym roku dla marszałka Sikorskiego największym problemem prawdopodobnie okaże się jednak przede wszystkim kalendarz wyborczy i partyjny. O aspiracjach prezydenckich musi zapomnieć na co najmniej kolejne cztery lata, bo Platforma nie wystawi go zamiast Bronisława Komorowskiego, a startując bez partyjnego poparcia i w konflikcie z dawnym środowiskiem byłby bez szans.
Tych niewiele zostało mu także w grze partyjnej. Jest chyba jedynym marszałkiem Sejmu, który praktycznie nie ma własnego, silnego zaplecza w swoim ugrupowaniu. Sikorski pozbawiony jest też wpływowych sojuszników. Nie może liczyć ani na Schetynę i Komorowskiego, ani na niezniszczalną spółdzielnię Cezarego Grabarczyka. Wątpliwe, by stanowczo o niego upominał się z Brukseli Donald Tusk. Radosław Sikorski jest więc zdany na łaskę koterii tworzących się wokół premier Ewy Kopacz, ale i tam niewiele dla niego przychylności.
Bardzo możliwe, że niedawny kandydat na szefa NATO lub unijnej dyplomacji, przyszły rok zakończy co najwyżej w roli jednego z niezbyt wpływowych senatorów, o istnieniu których wielu Polaków już pewnie w ogóle nie pamięta.
Ewa Kopacz
Wydaje się, że plan dla premier Ewy Kopacz jest jasny. Wystarczy tylko choćby minimalnie wygrać wybory parlamentarne i potwierdzić prawdziwe przywództwo w Platformie. Wyraźny brak pewności w działaniu, naginanie prawa konstytucyjnego w celu obsadzenia części resortów "dodatkowymi ministrami", czyli najbliższymi sejmowymi przyjaciółkami pani premier i chłodne relacje z prezydentem równie mocno szkodzą jednak notowaniom PO, co i jej pozycji w partii.
Scenariusz, w którym Ewa Kopacz kończy w przyszłym roku karierę na fotelu szefowej rządu jest bardzo realny. I tym bliższy realizacji, im lepiej wieść będzie się Grzegorzowi Schetynie i jego sojusznikom z Krakowskiego Przedmieścia. Którzy zrobią zapewne wszystko, by do wygranej Platformy w boju o Sejm i Senat doprowadziła nie koniecznie ona. - Naprawdę trudno upatrywać jej wśród zwycięzców w 2015 roku - ocenia Wojciech Jabłoński.
Janusz Palikot
Nowy Rok Janusz Palikot spędzi jeszcze jako przewodniczący piątego największego klubu poselskiego i kandydat na prezydenta. Brzmi naprawdę dumnie, ale... Wątpliwe, by ostry manewr w prawo, oficjale przeprosiny pod adresem Kościoła i zaprzeczenie, iż Twój Ruch jest ugrupowaniem lewicowym, mogło pozwolić na utrzymanie tej pozycji w 2015 roku.
Trudno znaleźć kogokolwiek, kto z pełnym przekonaniem prognozowałby dziś obecność Twojego Ruchu w nowym parlamencie. Janusz Palikot otwarcie marzy o około 10-proc. poparciu w wyborach prezydenckich i napsuciu krwi Bronisławowi Komorowskiemu (który w takich okolicznościach mógłby zostać zmuszony do walki w drugiej turze), ale realne szanse ma raczej na starcie o kilka punktów procentowych z Januszem Korwin-Mikkem i Marianem Kowalskim z Ruchu Narodowego.
Niedawno Janusz Palikot wyliczał na swoim blogu w naTemat sukcesy jego ruchu w minionej kadencji, ale tak naprawdę można mówić tylko o jednym - zwycięstwie Robert Biedronia w wyborach samorządowych w Słupsku. Ten na każdym kroku coraz dobitniej powtarza jednak, że jego "związek partnerski" z Palikotem skończył się wraz karierą sejmową, a za nową partię uważa miasto, którym kieruje.
- To wszystko sprawia, że Palikot jest dziś murowanym faworytem do grona największych przegranych nadchodzącego roku - mówi wprost dr Wojciech Jabłoński.
Janusz Piechociński
W przypadku Janusza Piechocińskiego 2015 rok przyniesie prawdopodobnie jedynie sytuacje, w których nie będzie dobrego dla niego wyjścia. Jak to możliwe, skoro Polskie Stronnictwo Ludowe zdobyło tak genialny wynik w wyborach samorządowych i ma nadzieję powtórzyć to w wyborach parlamentarnych?
W żaden sposób nie poprawia to sytuacji wewnątrz PSL. Ostatnio wręcz zaostrzyły się tylko spory o władzę. - Janusz Piechociński nieustannie walczy o legitymizację swojego przewodnictwa i w przyszłym roku może tę walkę przegrać - ostrzega Rafał Chwedoruk. - Bardzo uważałbym na jego miejscu z nadziejami na wysoki wynik PSL w wyborach po tych wszystkich kontrowersjach z głosami nieważnymi w wyborach samorządowych - dodaje Wojciech Jabłoński.
Obaj politolodzy przypominają też, że zarówno sukcesy, jak i porażki PSL są dla wewnątrzpartyjnych przeciwników Piechocińskiego argumentem do ataku, a szykuje się do już nie tylko Waldemar Pawlak. Powody do gry przeciwko obecnemu szefowi partii będzie miał też Jarosław Kalinowski. Obiecano mu, że zostanie kandydatem ludowców na prezydenta, a wiele wskazuje na to, iż Piechociński z wystawienia własnego kandydata zrezygnuje, by nie przeszkadzać Bronisławowi Komorowskiemu w zakończeniu zmagań na pierwszej turze.
To z pewnością nie spodoba się wielu PSL-owskim działaczom i wyborcom. Podobnie jak niespodziewane przygarnięcie do klubu ludowców byłych posłów Twojego Ruchu. Janusz Piechociński cieszy się dziś, że w Sejmie ma więcej głosów, ale wśród szeregowych działaczy dominuje raczej oburzenie na fakt, iż dość konserwatywną światopoglądowo partię reprezentują ludzie, którzy na Wiejską trafili dzięki walce z krzyżem. Kwestią czasu pozostaje więc tylko to, kiedy za te wszystkie drobne błędy przyjdzie mu wreszcie słono zapłacić.
Leszek Miller
- To jest partia, z której przez wiele lat odchodziło dużo osób, a niewiele wartościowych przyszło. Ta partia nie jest w stanie udźwignąć dzisiaj poważnej kampanii prezydenckiej ani żadnej innej - taką recenzję Sojuszowi Lewicy Demokratycznej wystawił niedawno Wojciech Olejniczak. Przez lata najbliższych współpracowników Leszka Millera i były przewodniczący SLD.
- Jeśli Sojusz dostanie podobną liczbę głosów, jak w wyborach samorządowych, to Leszek Miller znowu będzie mógł uznać się za monopolistę w partii i w ogóle na polskiej lewicy. Będzie miał swój klub i kilka kolejnych lat spokoju - komentuje dr Rafał Chwedoruk. Jednocześnie politolog przyznaje, że na lewicy są tacy, którzy za realny scenariusz biorą rozstanie się SLD z parlamentem.
Partię Millera czekają więc w nowym roku dwa scenariusze. To marginalizacja "na bogato" i w parlamencie, lub szybki i ostateczny upadek Sojuszu. Rok 2015 może być więc chwilą ostatecznego pozbycia się z polskiej polityki ostatniego reliktu PZPR, ale i likwidacji resztek nadwiślańskiej lewicy.
